• Wpisów: 27
  • Średnio co: 88 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:45
  • Licznik odwiedzin: 6 543 / 2470 dni
 
firsthand
 
To był kolejny dzień, który chciałabym wymazać na zawsze z pamięci. Nawet teraz kiedy sobie o tym przypomnę mam łzy w oczach. Straciłam połowę swoich wspomnień. Połowę życia, które przeżyłam w tym domu.  Gdy dotarliśmy samochodem Ryana pod mój dom,chociaż nie całkiem, ponieważ drogę zastawiały wozy strażackie, oniemiałam. Cały dobytek płonął na naszych oczach. Wybiegłam z auta jak najszybciej tylko mogłam. Niestety policjanci powstrzymali mnie przed podejściem bliżej. Już po chwili brunet trzymał mnie w swoich umięśnionych ramionach tuląc do siebie. Dlaczego?! Pytam się dlaczego mnie to spotyka?! Jestem aż takim złym człowiekiem? Nawet jeśli tak jest to czemu moi bliscy muszą cierpieć z tego powodu?
Gaszenie tej ruiny zajęło im około trzech godzin. Dom był dosyć pokaźny. Po wszystkim strażacy przynieśli dwa, duże worki. Zdołali uratować kilka przedmiotów. Były tam ubrania, mój laptop, torebka z dokumentami i do tego małe pudełeczko z oszczędnościami. Nie wiem jakim cudem to znaleźli ale to było jedynym pocieszeniem w tym momencie. Nie znali przyczyny pożaru. Nikt nic nie widział. Ulica była pusta,tak jak zwykle o tej porze. Podobno najpierw zapalił się dół, a potem ogień przedostał się na górę. Nic nie wskazywało na to,żeby coś się stało w domu. Żelazko nie było włączone, nie używam gazu. Żadna żarówka się nie spaliła. Policja podejrzewa podpalenie. Zabrali nas na przesłuchanie. Chyba nie docierało do niech,że nie było mnie w domu przez te kilka dni. Nie miałam żadnych wrogów...chyba. Może na Holly ktoś się mści. Siedziała tam strasznie długo. Nic dziwnego, przebywa tutaj prawie raz w tygodniu, więc trochę mogło jej się nazbierać. Chodziłam w kółko po korytarzu. Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Kiedy znudziło mi się chodzenie opierałam się o ścianę tupiąc nogą. Tylko Ryan był opanowany. Trzymał Kevina na rękach. Tworzyli taki śliczny obrazek. W sumie byli nawet trochę podobni do siebie. Swoją drogą, wyglądał bardziej męsko z dzieckiem na rękach...
- Banda idiotów. - kto to mógł powiedzieć? Oczywiście kulturalna Holly. - Chodźmy stąd, bo mam już dosyć. - warknęła pod nosem i zabrała śpiącego malucha z rąk bruneta.
Każdy miał już dosyć. Był to zdecydowanie za ciężki dzień. Miałyśmy szczęście, że Ryan nas przygarnął. Jakiś czas temu, na jego dwudziestetrzecie urodziny otrzymał małą kawalerkę od swoich rodziców. Posiadała dwa pokoje, kuchnię i łazienkę. Nie wiem czy bez niego byśmy sobie poradziły. To naprawdę dobry człowiek. Rzadko się już takich spotyka. Znam też bardzo dobrze jego rodziców. Przyjaźnili się z moją mamą. Niestety musieli wrócić do Francji. Ryan wtedy studiował i nie chciał wyjeżdżać. To było jakieś dwa lata temu. Jak widać dobrze sobie radzi. Otrzymał stypendium sportowe i został mu ostatni rok.
Z tego co się dowiedziałam mój urlop trwa jeszcze tydzień. Miałam, więc więcej czasu na szukanie mieszkania, załatwianie reszty spraw.
Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce. Jakimś cudem weszliśmy po schodach na trzecie piętro z tymi wszystkimi rzeczami. Kevin spał jak zabity. Kiedy o tym pomyślałam przeszedł mnie dreszcz. Wzięłam go od niej i sprawdziłam czy wszystko jest w porządku. Jeszcze nigdy tak długo nie spał, dlatego się zaniepokoiłam. Jak na moje oko, wszystko było dobrze. Zaniosłam go do salonu. Jego rozsuwana kanapa w końcu się przydała. Pościeliłam ją. Następnie ułożyłam na niej wygodnie chłopca. Położyłam się obok niego. Holly poszła się wykąpać, a nasz wybawca robił kolację. Przymknęłam na moment swoje powieki i nie wiedząc kiedy przeniosłam się do krainy Morfeusza.

- Okej. Trzymaj się.
- Wy też. Wrócę po południu. - Obudziłam się wraz z trzaskiem drzwi zamykanych przez Ryana. Do tego cała obolała. Była taka twarda i niewygodna. Nie mam pojęcie dlaczego on ją dalej tu trzyma. Jeszcze nie widziałam takiego przywiązania pomiędzy człowiekiem,a jakimś meblem. Jęknęłam podnosząc się do góry. Na przeciwko zauważyłam Holly jedzącą śniadanie. Mały salon, był połączony z kuchnią. Siedziała przy stoliku.
- Która godzina ? - zapytałam leniwie rozciągając się.
- Dwunasta. Spałaś tak spokojnie, że nie chciałam cię budzić. Patrz, byłam w sklepie i kupiłam świeże pieczywo na śniadanie. - uśmiechnęła się promiennie. Machnęłam tylko ręką. Poszłam do łazienki. Moje włosy sterczały na wszystkie strony świata. Do tego zorientowałam się, że spałam w ubraniu. Wzięłam szybki prysznic. Po jakiejś godzinie wróciłam do życia. Zauważyłam, że Holly bawi się z Kevinem. Korzystając z wolnego czasu przejrzałam zawartość worków. Tak jak mówili, były tam ubrania. Na szczęście nie tylko moje. Odetchnęłam kiedy zauważyłam dokumenty w pudełku  z pieniędzmi. Zapomniałam, że je tam wsadziłam. Jeden problem z głowy. Nie będę musiała wyrabiać nowych. Odłożyłam wszystko na miejsce. Wróciłam do siostry.
- Muszę się przejść. Byłaś już na spacerze? - pokiwała potwierdzająco głową. Na szczęście  było ciepło. W końcu to lato. Wyszłam w koszuli w kratę oraz białą bokserką pod spodem. Nałożyłam czarne conversy. Dzielnica była spokojna. Plusem było to, że miałam bliżej do szpitala. Dawno nie byłam w tej okolicy. Z resztą nawet nie miałam po co. Mój dom, znajduje się, a raczej znajdował jakieś dwa kilometry stąd. To dosyć duże miasto, jedno z największych w Ameryce.
- Angie? - usłyszałam za sobą znajomy głos. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Doskonale wiedziałam do kogo należy.
- Dzień dobry doktorze.- odwróciłam się do niego. Przewrócił teatralnie oczami. Widząc co robi zaśmiałam się. Nawet bez tego swojego fartucha lekarskiego wyglądał dobrze. Zielone oczy, ciemne włosy, świetne ciało. Musiał gdzieś ćwiczyć. Uśmiechnął się. Wtedy poczułam jak ''niebo zwaliło mi się na głowę'' * .
- Mówiłem ci już, że jestem Travis. Doktorem jestem tylko w pracy. Jak się czujesz? - Spytał o to z taką troską w głosie, że nie wiedziałam co powiedzieć. Zaszumiało mi w głowie. Chyba nawet policzki mi się zarumieniły. Musiałam to jakoś ukryć.
- Dobrze. Co tu robisz? - odparłam krótko, nie chciałam zagłębiać się w temat. Przecież mogliśmy porozmawiać o czymś przyjemniejszym.
- Przyszedłem uporządkować myśli. Pokłóciłem się z żoną. - powiedział dosyć nieśmiało odwracając wzrok. Słysząc słowo ''żona'' wróciłam na ziemię. Przecież to było oczywiste, że taki przystojny, młody, wykształcony mężczyzna jest zajęty. - A ty?
- Nie uwierzysz ale ja też. Może usiądziemy? - kiwnął głową. Siedliśmy na ławce i rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym. Widziałam jak na mnie patrzy. Oczy mu błyszczały, a uśmiech nie schodził z twarzy. Tak się nie patrzy tylko na koleżankę. Czas leciał niemiłosiernie szybko. Nagle z godziny czternastej zrobiła się siedemnasta. W tak krótkim czasie poznał całe moje życie. Ciekawe, dwadzieścia dwa lata w trzy godziny. Travis nie został mi dłużny. Również mi o sobie opowiadał. Tak jak myślałam nie ma więcej niż trzydziści lat, ma dwadzieścia siedem. Wziął ślub pięć lat temu. Ma dwuletnią córeczkę Rachel. Stacy, jego żona jest strasznie zazdrosna. Nie dziwię jej się. Między nimi jest osiem lat różnicy. Pięknie o niej mówił. Zakochał się w niej kiedy jej dusza dotknęła jego. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Chociaż teraz przeżywają dosyć ciężki okres. Naszą rozmowę przerwał jego telefon. Dzwonili do niego ze szpitala. Przywieziono starszą dziewczynę potrąconą przez samochód. Musiał wcześniej zacząć dyżur. Na pożegnanie wymieniliśmy się numerami telefonów. Powiedział, że zadzwoni. Byłam strasznie podekscytowana. Znacznie poprawił mi humor. Do tego zaoferował się, że pomoże mi szukać mieszkania. Podobno jego kolega ma do sprzedania dom z trzema pokojami, kuchnią z łączonym salonem, łazienką oraz garażem. Musi się przeprowadzić do większego domu,bo jego dziewczyna jest w kolejnej ciąży. To będzie ich czwarte dziecko. Nie dziwię im się. Duża rodzina.
Wróciłam do mieszkania Ryana. Zastałam go samego z Kevinem. Kiedy usłyszałam gdzie jest Holly, mój dobry humor znikł od razu. Wybrała się do jakiegoś klubu. Czy do niej dalej nie dociera, że skoro policja ją obserwuje to powinna się  pohamować? Nie wiem po kim ona to dostała w genach.  Teraz pewnie będę musiała na nią czekać do rana. Przyjdzie napita i pójdzie spać albo zacznie wymiotować. Zapowiadała się powtórka z rozrywki. Oczywiście Ryan zaczął mnie uspokajać, lecz to nic nie dawało. Wtedy użył dosyć mocnego argumentu. Wystarczyło jedno słowo, żeby mnie uciszyć- ''Kevin''. Usiadłam zrezygnowana na łóżku. Z siedemnastej zrobiła się dwudziesta. Nadeszła pora na zajęcie się dzieckiem. Umyłam go, nakarmiła i położyłam spać w pokoju bruneta. Posłałam swoje łóżko i tym razem ja poszłam wziąć kąpiel. Musiałam się zrelaksować. Gdy wylegiwałam się w wannie wróciły wspomnienia o Travisie. Zarumieniłam się od razu. Znowu uśmiech przykleił się do mojej twarzy. Przecież nie mogę myśleć w taki sposób o żonatym mężczyźnie. To było niesprawiedliwe. Taki ideał zdarza się raz na milion lat i oczywiście nie mnie. Norma. Wszystko co najlepsze omija Angie Lautner.
- Ang, żyjesz tam? - byłam tak zamyślona, że nawet nie usłyszałam pukania oraz wołania. W tej chwili chciałam oddać się całkowicie mojej wyobraźni. Nie wydaje mi się, żebym kiedyś była taka rozmarzona. - Angie wchodzę. - drzwi się otworzyły, dopiero za drugim razem usłyszałam wołanie chłopaka. Na dodatek leżałam naprzeciw drzwi. Cóż, przynajmniej miał fajny widok. Cała piana praktycznie już znikła. Widząc jego minę zaśmiałam się cicho. Zrobił się cały czerwony i zakrył oczy dłonią wychodząc. To mnie chyba rozbawiło najbardziej. Po chwili wyszłam z wanny po czym otarłam się ręcznikiem, a gdy skończyłam owinęłam się nim . Mokre włosy związałam w kucyk. Wyszłam.
- Ryan ? - zapytałam roześmianym głosem rozglądając się po wąskim korytarzu. Siedział na skraju łóżka udając, że ogląda telewizor. Nie odpowiadał. Podeszłam więc do niego stając na wprost.
- Przepraszam, nie chciałem ale nic nie...- uniosłam jego podbródek do góry i uciszyłam go. Wyglądał tak niewinnie. Nadal miał zaróżowione policzki. Ukucnęłam przed nim kładąc dłonie na jego udach.
- Nie mów nic. - chyba chciałam go pocałować, przynajmniej w tej chwili wypadałoby to zrobić. Co mi szkodzi, przecież to tylko jeden pocałunek. Co mi jest? Nie mam pojęcia. Chyba przez moment poczułam się szczęśliwa. Uprzedził mnie...Chwycił moją twarz w te silne, męskie dłonie. Już prawie nasze wargi się połączyły kiedy do domu wparowała ...


                                                            ~ * ~

* zacytowałam Barona.


Cześć. Nie wiem kiedy dodam coś jeszcze. Pewnie w czwartek, jeśli będę miała wenę. Dodam również, że dziękuję za te wszystkie miłe komentarze pod notką. Jeśli naprawdę tyle osób zacznie czytać to opowiadanie to doda mi to skrzydeł. Być może wtedy będę dodawała ''rozdziały'' częściej? Chciałabym tez przeprosić te osoby, które zirytowało to, że zaczęłam reklamować swój blog. Wybaczcie, lecz trzeba od czegoś zacząć. :)

+ Ryan.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego