• Wpisów: 27
  • Średnio co: 78 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:45
  • Licznik odwiedzin: 6 119 / 2200 dni
 
firsthand
 
- Dobrze, rozumiem. Zajmę się tym osobiście. Żegnam panów. - trzask drzwi. Nagle poczułam silny ból głowy. Otworzyłam natychmiast oczy. Nade mną stała przerażona Holly. Zauważyłam,że próbowała się uspokoić. Jej drobne ciało całe drżało. Z każdą kolejną sekundą strach ulatniał się z twarzy blondynki. Stała się bardziej poważna. Miałam już coś powiedzieć, lecz znowu w mojej głowie nastała ciemność. Ostatnie co usłyszałam to krzyk Holly, która wołała Ryana. Ponownie straciłam kontakt ze światem. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Jedyne co mnie zdziwiło to to, że nie panikowałam. Chociaż nie miałam na to czasu. Już nic nie czułam. Pogrążyłam się we śnie.
Kolejne co pamiętam to śmiech jakiś dzieci. Był bardzo donośny. Powoli wracałam do rzeczywistości. Przynajmniej świadomie, gorzej było z resztą. Tym razem całkowicie straciłam panowanie nad własnym ciałem. Czułam się jak sparaliżowana. Bez władzy nad niczym. Chciałam otworzyć oczy, lecz powieki stały się niewyobrażalnie ciężkie. Powrócił ból głowy. Gdybym tylko mogła mówić pewnie bym pisnęła, ale usta odmawiały mi posłuszeństwa. Już wiem jak czują się ludzie pozbawieni zmysłu wzroku. Jeśli nie doświadczy się tego na własnej skórze, na pewno trudno będzie to sobie wyobrazić. Nigdy nie sądziłam,że będę aż tak potrzebowała kontaktu z drugim człowiekiem. Może już nie żyje? Co za ironia losu. Jeszcze kilka godzin temu...Chwila, może już nawet nie godzin. Nie mam pojęcia gdzie jestem ani ile czasu ''śpię''. Te nurtujące pytania błądziły w mojej głowie, dopóki płacz Kevina nie przeszył mnie na wylot. Był taki charakterystyczny tak samo jak jego rodzicielki. Mama mówiła, że Holly darła się całymi dniami na oddziele. Wszyscy czekali, aż w końcu zaśnie lub całkiem opuści szpital. Przez te kilka dni, każdego ranka stawiała budynek na nogi.  
Zaniepokoiło mnie to. Jestem przekonana, że mu zimno albo jest głodny. Gdybym tylko mogła odezwać się. Chociaż na moment...Dźwięk otwieranych drzwi. Do pomieszczenia ktoś wszedł, a za nim jeszcze ktoś.
- Ile jeszcze to potrwa? Przecież nie może tak leżeć wiecznie. - chciało mi się śmiać. Nie powinnam tego robić ale dało mi to nadzieję. Znaczyło, że moja siostrzyczka jest niewinna.  Przecież, gdyby było inaczej zabrano by ją od razu na komisariat policji. Szesnastolatka nie może handlować narkotykami, to jeszcze dziecko. Nie wierzę. Owszem, trudno się z nią dogadać, pije alkohol, imprezuje całymi dniami, lecz nie ćpa. Kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży zaczęła racjonalnie myśleć. Rzuciła palenie i huczne imprezy. Z tego co mi wiadomo, do palenia nie wróciła.
- Spokojnie. Niedługo powinna się obudzić. - uspokajał gruby, męski głos. Na pewno nie należał do Ryana. Musiał być lekarzem. Co on sobie myślał? Przecież z tą dziewczyną nie da się wybrać. Sama nad tym pracuję już dobre kilka lat, lecz z marnym skutkiem. Jedyną osobą, której się słuchała była mama. Posiadała dar przekonywania do swoich racji. Dobrze ją wspominam. Inteligentna, troskliwa, błyskotliwa pani doktor. Kochała dzieci, dlatego została pediatrą. Po kilku latach dała za wygraną, rak ją zniszczył. To paskudztwo siedziało w niej już tyle czasu, a kiedy go odkryto było już za późno. Nie przejęła się tym. Między innymi w ostatnich słowach powiedziała, że dam sobie radę. Jestem taką zaradną dziewczyną. Wątpię w to. Wszystko runęło w gruzach. Straciłam kontrolę. Na początku sama nie umiałam sobie z tym poradzić, a co dopiero miała z tym zrobić czternastolatka? Moją małą ''depresję'' przerwał wtedy Ryan. Pamiętam to jak dziś. Siedziałam za domem. Wyszło słońce, więc postanowiłam  wyjść, bo byłam jak wampir. Od dziecka byłam ''biała''. Kiedy się opalałam zawsze stawałam się burakiem. Skóra wtedy strasznie piekła. Nie lubiłam się opalać, z resztą do tej pory za tym nie przepadam. Wracając do historii, rozłożyłam przed sobą koc. Chwilę po tym jak się na nim położyłam, Ryan podszedł do mnie lekko speszony. Próbował coś mówić ale jego kompozycje nie były logiczne. Zirytowana postawą chłopaka przywróciłam go do porządku. Wziąwszy głęboki oddech kleknął przede mną.Z prawej kieszeni czerwonych spodenek wyciągnął malutkie pudełeczko. Wiedziałam już co się święci. Po chwili spytał czy za niego wyjdę. Podniosłam się i odsunęłam jego dłoń od siebie. Nigdy w życiu jeszcze nie widziałam tak smutnych oczu jak jego w tamtym momencie. Tak okropnie zrobiło mi się go żal, że zaczęłam płakać. Biedny nie wiedział co ma zrobić. Inny na jego miejscu już dawno by mnie zostawił samą, ryczącą na środku ogrodu ale nie on. Przytulił mnie i wyszeptał, iż ''zawsze będzie moim przyjacielem, oparciem w trudnych sprawach oraz że mnie nie opuści'' , bo oddał w tej chwili swoje serce w moje ręce. Od tamtego dnia wzięłam się w garść. Zaczęłam życie od nowa.
- To samo było wczoraj. Ukrywa pan coś przed nami?! Mamy prawo wiedzieć!...
- Mała, spokojnie. Zobaczysz, zaraz się obudzi. Może już nawet nas słyszy. - Ryan. Wszędzie poznam tą zrównoważoną, ciepłą, przyjemną barwę. Posiada niesamowity głos, którym czaruje wszystkich. Doradzałam mu nawet kiedyś, żeby poszedł na lekcje śpiewu, lecz wykręcał się brakiem czasu. Mogłam się spodziewać, że przyjdzie. Jeszcze mnie nie zawiódł. Zawsze jest kiedy go potrzebuję. Ogarnęło mnie przygnębienie.Być może liczył na coś w głębi duszy? Za każdym razem się nad tym zastanawiam, gdy jest za blisko. Kocham go jak przyjaciela, a on już tyle czasu zmarnował wzdychając do mnie.
- Twój chłopak ma rację. Bardzo możliwe, że nas słyszy. - Usłyszałam kroki, prawdopodobnie w moją stronę.
Niesamowite...znowu odzyskałam władzę nad wszystkim. Powoli uniosłam powieki przechyliwszy najpierw głowę w bok. Zobaczyłam młodego doktora, nie dałabym mu więcej niż trzydzieści lat, który wbijał igłę w wenflon. Uśmiechnął się łobuzersko, natomiast moja mina nie wyglądała atrakcyjnie. Skrzywiłam się, ponieważ zabolało. Powinnam być do tego przyzwyczajona. Takimi rzeczami zajmują się pielęgniarki. Dziwnie znaleźć się nagle na miejscu pacjenta.
- Angie...- wyszeptał uradowany brunet. Nie zdążyłam nawet przechylić głowy w drugą stronę, a już był przy mnie. Chwycił moją drobną dłoń i przyłożył do ust muskając delikatnie jej wierzch. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Ten drobny gest zrobił na mnie wielkie wrażenie....
Więcej już nie zasłabłam. Dostałam jeszcze kilka kroplówek, a dwa dni potem wypuścili mnie ze szpitala. Okazało się, że to nic poważnego. Travis, czyli mój tutejszy lekarz,  kazał mi się nie denerwować i oszczędzać. Myślałam,że zrobię niespodziankę Holly kiedy wpadnę do domu bez zapowiedzi. Niestety to mi się nie udało, bo to oni zrobili niespodziankę mnie. Cała trójka czekała na mnie przed wejściem. Pokręciłam z niedowierzaniem głową spoglądając z góry na ich roześmiane twarze. Zrobili mi tym wielką przyjemność, poczułam się tak jakbym w końcu miała normalną rodzinę. Szkoda, że w domu czekał na mnie niemiły prezent...


   ~ * ~

Pinger szaleje i nie pozwala mi dodawać całych wpisów. Przez kilka dni nie mogłam nic dodawać. Nie wiem kiedy znowu coś napiszę.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego