• Wpisów: 27
  • Średnio co: 78 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:45
  • Licznik odwiedzin: 6 119 / 2200 dni
 
firsthand
 
Trzy lata później .


Grace , odsuń się ! - w kuchni panował haos . Ciągle jakieś krzyki i wrzaski . W sumie to nie powinno być nic dziwnego , bo to normale w wigilię . Ciotki gotowały , a babcia ciągle nimi dyrygowała . Kto by się nie zdenerwował , gdyby miał siedemdziesiąt cztery głowy do wykarmienia ? Tak , właśnie tyle .
W ciągu ostatnich lat wiele tu się pozmieniało . W moim życiu . Po tym jak dom został pusty i Sophie ze swoją załogą nie miały co w nim już kompletnie robić spotkałam się z nimi i z resztą rodziny , aby omówić pewne sprawy . Nie mieszkałam w nim , bo przeprowadziłam się na stałe do Arkansas...Ale o tym później . Żeby zrobić jakiś urzytek z domu , który i tak nikt nie zamieszkiwał i , żeby dziewczyny nie musiały się wyprowadzać oddałam go dla fundacji , którą prowadziła moja mama . Zatem mogłam w nim mieszkać ja i te wszystkie dzieci też .
Ile one wprowadziły tu radości . To było niesamowite . Było to chyba najlepsze co zrobiłam .
Zdałam maturę , właśnie jestem na ostatnim roku studiów. Również przyspieszonych . Zdaję na medycynę . Chcę być chirurgiem . Wszystko układa się w końcu tak jak powinno . Nadal jestem z Philipem . On niedługo też zakończy studia . Zostały mu dwa lata . Chce być kardiologiem . Poszedł w moje ślady . Też medycyna .Plaujemy wyprowadzić się od jego dziadków . Może do Europy . Tam gdzie będziemy mieć swoje prawdziwe miejsce .
- Carrie nie bij Fina ! - wrzasnęła Sophie .
Ona też miała dużo na głowie . Chyba najwięcej ze mną. Po tej operacji troszczyła się o mnie jeszcze bardziej . Nawet zrezygnowała z kierowania domu i pojechała ze mną do państwa Colins . Wszystko dobrze się skończyło . Przeszczep się udał . Nawet ja jestem zadowolona . Pewnie gdybym tego nie zrobiła żałowałabym do końca życia . Mogę robić teraz o wiele więcej rzeczy . Cieszy mnie to bardzo . Nawet już dobrze pływam .
- Siadajcie już do stło no ! - zaczęła wołać Karen .
W salonie ustawiono dwa stoły . Dla dzieci i dla reszty . Odmówiliśmy modlitwę , podzieliliśmy się opłatkiem i zabraliśmy się do jedzenia . Potem oczywiście były prezenty . Dzieciaki cieszyły się jak szalone . Osobiście dostałam wiele rzeczy lecz najważniejszy prezent był chyba od Philipa . Podarował mi bilet. Bilet na Hawaje . Był zarezerwowany na dwudziestego szóstego marca . Czyli za trzy miesiące . Czemu tak późno ? Nie wiedziałam .
- Proszę o uwagę . - poprosił Philip . - W ten wyjątkowy wieczór chcę wam coś powiedzieć . Nie sądziłem , że mógłbym się tu kiedy kolwiek znaleźć , lecz jestem tu razem z wami i moją ukochaną dziewczyną . - podszedł bliżej mnie i zatrzymał się metr przede mną - A więc przejdę od razu do sedna . - klęknął .  Byłam w szoku . Wokoło słychać było piski .
- Blair Sophio Benett czy chciałabyś zostać moją żoną i spędzić swoje życie razem ze mną aż do końca naszych dni ? - spojrzał na mnie , a po chwili wyciągnął pierścionek z marynarki .
Nie wiedziałam co powiedzieć . Do tego przy tym tłumie trudno było mi się skupić . Zaczęło mi brakować powietrza , serce szybciej biło . Całe moje życie pojawiło mi się przed oczami i dotarło do mnie , że to nie  ten czas. Lepiej powiedzieć mu to teraz niż miałby marnować się dalej ze mną u boku .Nie byłam gotowa . Bałam się tego lecz go kochałam. Może i całowaliśmy się i spaliśmy ze sobą ale tak na prawdę nie wiedziałem czy chcę być z nim na zawsze . Trzeba było zachować zimną krew .
- Philip nie... - pokręciłam przecząco głową , wstałam i uciekłam . Zepsułam im święta . Zepsułam wszystko ale nie mogłam robić nic wbrew sobie . Bez protezy uciekało się o wiele szybciej i sprawniej . Zauważyłam , że często uciekam . Nie umiem stawiać czoła tak jak inni . Wolę uciec i nic nie pamiętać . Schowałam się w domku . Wydawało mi się , że chyba nikt tu nie zaglądał , że wszystko jest poukładane tak jak ostatnio .
- Mogę ? - na ton jego głosu przeszedł po mnie dreszcz . Co miałby mi do powiedzenia ?
- Przepraszam . - wyjąkałam nadal stojąc tyłem do niego .
- Nie sądziłem , że możesz się zgodzić ale miałem małą nadzieję , że jednak...Przyniosłem Ci coś .
- Skoro wiedziałeś to po co pytałeś ? I niby co ? - odwróciłam się .
- Nie wybaczyłbym sobie jeśli bym nie zapytał . Zbyt mocno Cię kocham . List . - podał mi starannie zaklejoną kopertę z moim imieniem . Nic nie mówiłam , więc wyjaśnił mi dlaczego mi go daje .
- Jest od Lewisa . Kazał mi ci go dać , gdyby coś miało się stać . - mruknął i odszedł . Byłam sama . Zawachałam się . Nie wiedziałam czy chcę wiedzieć co tam jest , a jednak go otworzyłam .


Kochana Blair .
Jeśli to czytasz to znaczy , że coś się stało . Tak ciężko mi o tym pisać . Chciałbym , żeby to nigdy się nie stało , to co musiało  się stać . Bardzo mnie to boli . Nawet nie wiesz jaki błąd popełniliśmy . Nie umiem zapomnieć tego , że Cię kocham , a jednak powinniśmy to zrobić. Zapomnieć o naszej miłości . Kilka dni temu dowiedziałem się, że jesteśmy...Rodzeństwem...Wiem dla mnie też to jest szokujące . Nie miałem innego wyjścia niż odejście z tego świata . Życie bez Ciebie nie istnieje . Musisz mi to wybaczyć . Zrobiłem to , żeby oszczędzić Ci rozczarowania . Przez przypadek podsłuchałem Richarda jak rozmawiał z moją matką . Potwierdziło się wszystko co miało . Nie było nam dane być razem. Proszę żyj tak jak żyłaś wcześniej . Nie rób nic głupiego , bo to i tak nic nie da .
Kocham Cie najmocniej na świecie .
Lewis .


...Ponownie pustka . Nic . Wszystko nagle stało się nie ważne . Nic nie znaczyło . Przeczytałam list jeszcze siedem razy i za każdym razem pisało w nim to samo . Rzuciłam kartkę w kąt . Położyłam się na podłogę i odpłynęłam . (...)



Rok później .

Dwudziestopięciolatka szła stosunkowo szybko przez dworzec kolejowy . Jej blada twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wyglądała jakby była z kamienia . Rude włosy miała spięte w kok . Czarny żakiet był dopasowany do jej szczupłej figury . Do tego czarna spódniczka przed kolano i czarne szpilki dodawały elegancji kobiecie . W ręce trzymała rączkę od walizki . Widocznie się spieszyła .  Ta kobieta to ja . Zgorzkniała , wredna , opryskliwa , irytująca ja . Nic z dawnej mnie nie zostało . Nawet imię i nazwisko . Teraz nazywam się Carmen Stewart , a raczej doktor Carmen Stewart . Blair umarła dwudziestego czwartego grudnia w dwatysiące piętnastym roku .
- Przepraszam . - ktoś szturchnął mnie ramieniem . Nie zwróciłam na to uwagi . Szłam dalej . -Poczekaj ! Blair ? -  na dźwięk mojego dawnego imienia zrobiło mi się nie dobrze . Od razu przypomniała mi się ta marna postać jaką kiedyś byłam . Teraz to całkowicie się zmieniło . Jak ktoś mógł mnie poznać . Przecież zmieniłam w sobie wszystko. Stanęłam aby przyjżeć się bliżej tej osobie .
- Blair to ty ?! - przedemną stanął zdziwony Philip razem z jakąś dziewczyną u boku . Widocznie szybko się pocieszył . Stałam nie wzruszona . Kiwnęłam tylko głową , żeby się odczepił .
- Ale się zmieniłaś . Miło mi Cię zobaczyć . -przytulił mnie lekko do siebie . Był cały czas uśmiechnięty , a ja potakiwałam tylko . - Co robiłaś przez ten cały czas ? Mam wrażenie jakbyśmy się lata nie widzieli .
- Teraz nie nazywam się Blair . Jestem Carmen Stewart . - sprostowałam . - Pracuję w szpitalu jako chirurg . A teraz...
- Pewnie jedziesz do męża ? - zaśmiał się wesoło .
- Nie . Jestem sama . Jadnę odnaleźć biologiczną matkę . - westchnęłam . Wtedy na mojej twarzy pojawiły się jakieś emocje , a mianowicie smutek .
- Przepraszam . Dlaczego zmieniłaś imię ? - spojrzał na mnie zaintrygowany .
- Nie chciałam wracać do przeszłości. Nie chcę , żeby kojarzono mnie z tą dawną 'osobą' . - powiedziałam ze wstrętem . - Chcę zapomnieć o tamtym okresie życia raz na zawsze . A ty co tu robisz ? - spytałam , aby wymigać się od dalszych pytań .
- Przyjechaliśmy , bo Scarlet zdaje egzaminy w Nowym Jorku . Pamiętasz ją ? Mówiłem ci o niej kiedyś . To niesamowita historia. Wtedy , gdy zostawiłem ci ten list pojechałem od razu na dworzec i spotkaliśmy się . Od tego się zaczęło , a teraz znouw jesteśmy razem . Zawsze zastanawiało mnie co było napisane w tym liście .
- Byliśmy rodzeństwem . - już raz na zawsze ucięłam ten tamet . Widać było , że się zmieszał .
- Wybacz , nie wiedziałem . Wiesz dzwoniłem do ciebie kilka razy potem , bo podobno coś dziwnego się z tobą działo . Niby znowu to co wcześniej wiesz . - zaczął się tłumaczyć .
- Wiem . Nie trzeba było . Umiem sobie sama poradzić . Wybaczcie teraz spieszę się na pociąg . - odeszłam jak najszybciej od nich .
Człowiek jest taki beznadziejny . Nie umie pozbyć się wspomnień , których nie chce , a one niepotrzebnie wracają , gdy się o nich mówi .Poczułam jak ktoś szarpie mnie za rękę .
- Kochałaś mnie kiedykolwiek ? - to był Philip . Sam , bez Scarlet . Patrzył na mnie tak jak wtedy , gdy mówiłam mu o śmierci rodziców . Po tej imprezie . Mówił serio . Więc też musiałam mu to powiedzieć .
-  Nigdy nie przestałam cię kochać...


...





Cześć . : d
W końcu go napisałam . Cieszę się . Ale nie wszystko mi się podoba , bo połowę zmieniłam . Jeszcze na początku miałam ją zabić ale chyba to nie ten czas . Dodam , że powstanie jeszcze epitolog , więc to jeszcze nie do końca koniec dziewczynki . :*
Mam do was prośbę, czy wszyscy czytelnicy mogli by się ujawnić pod tym rozdziałem ? Chcę wam wszystkim podziękować jeśli dla was to nie problem .

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego