• Wpisów: 27
  • Średnio co: 88 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:45
  • Licznik odwiedzin: 6 543 / 2470 dni
 
firsthand
 
- Philipie...Ja dłużej nie wytrzymam . - wyjąkałam wbijając paznokcie w jego ręce .
- Przepraszam cię . - powiedział po chwili .
- Za co ?
- Za to , że pojawiłem się w twoim życiu , za to , że wycierpiałaś przeze mnie,a to ,że musiałaś poznać kogoś takiego jak ja...-przerwałam mu , bo nie mogłam dłużej słuchać takich bredni . Stanęłam przed nim i popatrzyłam mu w oczy .
- Dlaczego tak sądzisz ? Wiesz co ? Przez te ostatnie trzy miesiące byłam naprawdę szczęśliwa . Nawet nie miałam czasu na smutek , a co dopiero na planowanie kolejnego samobójstwa . Jeśli nie zauważyłeś tego to znaczy , że przez cały ten czas nic o mnie nie wiedziałeś . Nawet nie wiem czy naprawdę kochałeś.
- Robiłem wszystko , żeby cię nie stracić , a teraz mówisz , że cię nie kochałem ? Wyjeżdżasz bez słowa ? Bez wyjaśnienia ? Bez pożegnania ? Przeze mnie ?- chwycił moje dłonie i przytknął je do swego serca .
- Nie zauważasz tego , że ja cię kocham . Nie chciałam , żebyś mnie dziś spotkał i to nie przez ciebie .
- Nadal ciężko mi w to uwierzyć. Czemu ? - zmierzył mnie wzrokiem .
- Myślisz , że kaleka nie umie kochać tak ? Przestań . Prędzej czy później i tak będziemy musieli to wyjaśnić . Teraz jest na to czas. - westchnęłam .
- Blair , nie mów tak . Wiesz , że to nie prawda . - spuścił głowę w dół . - Wrócisz ?
- Sama już nie wiem co jest prawdą . Nie mam pojęcia . Philip... - byłam już na skraju wytrzymałości . - Nie kłóćmy się już...Proszę . - cała się trzęsłam .
- Dobrze . - przytaknął . Nigdy mnie jeszcze nie widział w takim stanie . Wzięłam koleny głęboki oddech .
- Usiądź . - wskazałam mu krzesło przy toaletce . Sama poszłam po wodę utlenioną i bandarze .
Bez słowa zaczęłam wycierać mu jego rany na twarzy . Co on znowu zrobił ? Nie miałam siły nawet zapytać . Ciągle przed oczami miałam minę Sarah i jej słowa . Bolało coraz bardziej .
- Przepraszam . - odezwał się .
- Za co znowu ? - zmarszczyłam czoło .
- Za wczoraj . Nie sądziłem , że przyjdziesz . Harry powiedział mi , że dzwoniłaś i nie przyjdziesz . I chcę cię przeprosić za tą dwuznaczną sytuację . To znaczy wiesz . Nie zdradziłem Cię jeśli myślisz inaczej . Jasmine i Ashley mogą to potwierdzić , były ze mną cały czas . Potem przyszła Chelsea . Jak odchodziłaś to od razu poszedłem za tobą . Chciałem to wyjaśnić ale cię nie znalazłem . Szukałem Cię całą noc . Nigdzie Cię nie było , a rano gdy już nie miałem pojęcia gdzie możesz być poszedłem do Harry'ego . Siedział przy stole w kuchni . Przywaliłem mu , on mi i na małej wymianie ciosów się skończyło , lecz teraz będzie dobrze . Wiesz co on mi powiedział ? Że zrobił to , bo mu się podobasz ale dopóki będziemy razem wstrzyma ogień . Wybaczyłem mu...Chyba nie masz mi tego za złe ? - przez ten czas wcale się nie odzywałam . Byłam skupiona na jego delikatnych rysach twarzy . Jego perfekcyja twarz była teraz posiniaczona . Nie odpowiedziałam . Nie chciałam . Nawet nie umiałam się nad tym skupić . Cała ta sprawa stała się mało znacząca w tej chwili .
- Też przepraszam za to , że go  pocałowałam . Sam się dobierał do mnie przez cały wieczór , więc dałam mu tylko tego czego chciał, dzięki tobie . - wymamrotałam .
- Jak to cały wieczór ?
- Po prostu .
- A więc podobało Ci się tak ?! - wrzasnął . Teraz się zirytowałam .
- Siedziałeś sobie z panienkami cały wieczór , a ja byłam wtedy z Harry'm , który wolał moje towarzystwo niż kogoś innego . Dobrze się bawiliśmy i zaczął się zapominać wtedy chciałam wyjść i powiedział , że nie odmówiłeś jakiejś dziewczynie i potem zaprowadził mnie do ciebie . Oboje byliśmy zadowoleni . On z tego , że go pocałowałam , ja z tego , że w końcu zwróciłeś na mnie uwagę . Zadowolony ? Streściłam ci to dokładnie . Teraz nie osądzaj mnie ,bo nie jesteś święty . - rzuciłam wacik na stolik .
Ktoś zapukał do drzwi . Chwilę potem weszła Courtney . Powiedziała , że lot się przesunął o godzinę wcześniej . Musimy już wychodzić. Obdarzyła mnie tym swoim jednym z współczujących spojrzeń . Jakby wiedziała co się stało . Ruszyłam w stronę drzwi .
- Nadal nie powiedziałaś mi dlaczego wyjeżdżasz . - zauważył Philip dość ostrym głosem .
- Chcesz wiedzieć ? Proszę bardzo . Jadę na pogrzeb rodziców . Zadowolony ?! On zabił moją matkę , bo ułożyła sobie życie z kimś innym. Zazdrość znowu zarządziła . Potem zabił siebie . - wydusiłam to z siebie . Znowu wybuchłam . Rzuciłam wazonem w ścianę . Następnie kopęłam szafkę . Nie miałam nic więcej pod ręką więc oparłam się o ścianę i zsunęłam się w dół .
- Blair ?! - Philip podbiegł do mnie . Zrobiło mi się ciemno przed oczami . Więcej nie pamiętam.
Podobno obudziłam się po dziesięciu minutach . Chcieli dzwonić już po karetkę ale ciągle mieli nadzieję , że obudzę się , a więc tak się stało . Leżałam na swoim łóżku przykryta cieńkim , jasnym kocem . Wokoło mnie stali wszyscy domownicy . Onieśmieliło mnie to trochę ale przeżyłam .. Nikt nic nie chciał powiedzieć . Chyba czekali na mnie , więc to ja musiałam przejąć inicjatywę . Podniosłam się i chciałam wstać ale Courtney mnie zatrzymała .
- Nie , to już czas . - próbowałam się trzymać aby nie rozkleić się w którejś chwili . Odtrąciłam rękę kobiety i wstałam kierując się w stronę drzwi . Odprowadzili mnie wzrokiem . Czułam to . Za mną usłyszałam kroki reszty . Zauważyłam , że walizki były już na dole . Chwyciłam swoją i ruszyłam przed dom . Trzeba było się jeszcze pożegnać . To było przykre. Arnold poszedł do garażu aby wyprowadzić samochód . Wszyscy byli przybici .
- Skarbie...-to były ostatnie słowa Courtney , bo zaczęła płakać i mocno przytuliła się do mnie . Odwzajemniłam jej uścisk . Nie chciałam stąd wyjeżdżać ale mówi się trudno i żyje się dalej . Pewnie to dziwne słowa słyszane od osoby , która chciała się zabić . Uśmiechnęłam się mimowolnie .
- Będzie dobrze Courtney . - poklepałam kobietę po plecach , a ona również się uśmiechnęła i poszła do Sarah . Zdziwiło mnie ogromnie, że pośród nich nie ma Philipa . Może miał już dosyć ?
To był już ten czas . Walizki spakowane . Samolot już nie długo miał przylecieć . Westchnęłam .
Wsiedliśmy do samochodu . Niestety Court nie chciała jechać i została . Oparłam się głową o szybę i ruszyliśmy . Musiałam porzegnać się z tym domem . Szkoda , polubiłam go , nawet bardzo .
Czas wolno leciał . Droga wlokła się i wlokła . Do tego lot się opuźnił się o godzinę . Czekanie było okropne . Jednak doczekałyśmy się samolotu . Spojrzałam na telefon . Nic, ani jednej wiadomości . Więc wszystko jasne . (...)
Pilot ogłosił , że za piętnaście minut będziemy na miejscu . Żołądek podszedł mi do gardła . Nie czułam stresu związanego z przyjazdem ale teraz mi się udzielił . Wszystko zaczęłam czuć na nowo . Nie byłam jeszcze gotowa na to , a raczej nigdy nie będę . Raz kozie śmierć . Sarah widocznie wyczuła moje zdenerwowanie . Zdziwiło mnie to , bo nie uważałam jej za zbyt bystrą .
- Damy radę . - poklepała mnie po kolanie . Nie mogłam tego słuchać . Jak mogło być wszystko dobrze ? Była to prosta dziewczyna i raczej nie mogła odgadnąć moich myśli . Ciekawe czy ktoś mógłby . Swoją drogą to nawet interesujące . To znaczy ile osób przeżyłoby w mojej chorej wyobraźni .
- Damy . - odpowiedziałam jej , żeby nie martwiła się tak bardzo jak ja . Byłam kłębkiem nerwów. (...)
Sophie czekała przed lotniskiem . Uściskałam ją najmocniej jak umiem . Wtedy też zaczęłam płakać . W jej ramionach czułam się bezpieczna . Wiedziałam , że nie może zrobić mi krzywdy. W tym czasie nasze bagaże znalazły się w taksówce , a potem wsiadłyśmy . Tego mi było trzeba . Od razu poczułam się lepiej . Uwolniłam z siebie emocje .
W domu coś się zmieniło , tylko nie wiem co . Zaczęliśmy się witać , ściskać i całować . Na chwilę pomogło zapomnieć ale tylko chwilę . Rozejrzałam się po domu . Musiałam się jeszcze przebrać . Była dopiero siódma rano , a ja czułam się tak jak przed siódmą wieczorem . Chciałam się położyć i spać cały dzień . Wykańcza mnie to .  Pogrzeb miał zacząć się o czternastej po południu. Niestety i tak się położyłam , bo zmusiła mnie do tego rudowałosa . Oh ta Sophie . Zawsze robi to co chce ale za to ją kocham .
Zasnęłam bez problemu . Problem był po obudzeniu . Do wszystkiego została godzina , a mnie obudzono dopiero teraz . Musiałam wszystko robić w biegu . Jednak wyrobiliśmy się z czasem . Zapakowaliśmy się wszyscy do trzech taksówek i pojechaliśmy na miejsce .
Na początku myślałam , że pomyliłam miejsca ale jednak to było to . Wokoło było pełno ludzi z kwiatami , zniczami lub bez niczego . Kilkoro z nich , gdy mnie zobaczyło złożyło mi kondolencje . Poczułam się dziwnie . Nie chciałam tego . Chciałam , żeby oni żyli . Było tak jak dawniej . Nie było tych głupich problemów .
- Blair . - usłyszałam z tłumu poraz kolejny moje imię lecz tym razem się zatrzymałam . Zamurowalo mnie . Czyżby to oni ? Odwróciłam się i zobaczyłam siódemkę najbliższych przyjaciłół jakich zyskałam w Arkansas, a mianowicie Courtney , Arnolda , Harry'ego , Jasmine , Ashley , Chelsea i Philipa . Spotkaliśmy się wzrokiem . Niestety , żadne z nas nie zrobiło nic więcej .
- Blair . - kolejne głosy . Tym razem też znajome . Odwróciłam się . Za mną stała Rosalie , Lucas , Emily i Travis...Ale był taki inny odkąd go ostatnio widziałam . Widać , że wiele przeszedł . Mówiła o tym jego twarz . Uściskaliśmy się . Zauważyłam jeszcze ciotkę i wujka Lily i Edwarda , potem siostrę mamy Kelsi i dwóch braci ojca z żonami . Colina z Marią i Nicolasa z Naomi . Na końcu spotkałam się z babcią Grace .
Moje cudowne urodziny zamieniły się w koszmar . Musiałam to wytrzymać przynajmniej dla tych osób , które przy mnie były i nie zostawiły mnie . Uroczystość była piękna jak na swój ponury nastrój . Nie miałam siły na nic patrzeć . Pamiętam wszystko jak przez mgłę , bo ciągle miałam zaszklone oczy . (...)
Nadszedł upragniony wieczór . Musiałam ustalić z przybyszami jak to dalej będzie . Colin z Marią i Lily z Edwardem od razu wyjechali . W końcu mają małe dzieci. Nicolas z Naomi i babcia Grace zostali na noc . I została jeszcze sprawa rodziny Philipa i naszych znajomych . Nie chcieli zawrcać nam głowy ale i tak ich zmusiłam , żeby zostali . Nie mogłam się nimi zająć , więc poprosiłam Sophie i jej załogę , żeby pokazali im dom . Pewnie się ucieszą , bo wycieczka byłaby długa . Sama zaszyłam się w swojej sypialni .
Tym razem nie mogłam usnąć . Te wszystkie wydarzenia krążyły mi w głowie . Nie minęło chyba nawet pół godziny , a już ktoś zapukał do drzwi .
- Proszę . - wydukałam . Wszedł Philip . Usiadł na skraju łóżka i złapał mnie za rękę .
- Nie przeszkadzam ?
- Nigdy nie będziesz przeszkadzać . Połóż się obok mnie .
Zrobił tak jak mu kazałam . Od razu wtuliłam się w jego tors . Był tak przyjemnie ciepły . Nie liczyłam już nawet minut . Czas nie obchodził mnie w tej chwili . Wazny był on i te chwile spędzone z nim...


C.D.N.




Hej . : >
Rozdział miał być jutro ale Marlena męczyła mnie o niego i dodałam . Dlatego jest taki kiczowaty . XD
Wszystko jej wina . :D
Tylko moje są błedy ort. , wybaczcie nie chce mi się ich sprawdzać . O__O
Do następnego . Chyba ostatniego . Za tydzień . Baj . : - *

Nie możesz dodać komentarza.

 
  • awatar
     
     
    Marlena.
    Nie jest kiczowaty, mi się podoba, ale tyle tych imion i ludzi się pojawiło, że się już całkiem pogubiłam. XD