• Wpisów: 27
  • Średnio co: 88 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:45
  • Licznik odwiedzin: 6 543 / 2470 dni
 
firsthand
 
Trzy miesiące później .


Z czasem dziadkowie Philipa zaakceptowali nas jako parę . Szczególnie zadowolony był Arnold , bo chyba ucieszył się , że jego wnuczek nie jest gwałcicielem tylko uwodzicielem . Ale zdanie ludzi na temat mojego związku najmniej się liczyło .
Miałam wyrzuty sumienia , ponieważ od trzech miesięcy nie kontaktowałam się z mamą . Nie dzwoniłam , czekałam na nią . Czyżby już o mnie zapomniała ? A może coś się stało ?Nawet Sophie nie zadzwoniła od tamtego czasu ani razu . Rozmawiałam o tym już z Sarah i Philipem ale oboje stwierdzili , że pewnie nie mają czasu . Nie uspokoiła mnie ta odpowiedź . Do tego Philip wcyciągnął mnie na imprezę do Harry'ego .  Był to jeden z jego najlepszych przyjaciół i nie mogłam mu odmówić lecz miałam ochoty na zabawę ani na wyjśćie . Wiem , że za każdym razem , gdy ktoś do mnie podejdzie będę musiała udwać zadowoloną . Okropne . Dlaczego nie mógł zrobić tej domówki kiedy idziej ? Przecież jego rodziców ciągle nie ma w domu, a z niego typ imprezowicza . Właściwie zawsze jak go widziałam tryskał pozywywną energią i pozytywizmem . Nie dziwię się , że Philip się z nim zaprzyjaźnił , bo też jest podobnym wesołkiem ale dziwni mnie fakt , że dołączyły do nich Jasmine i Ashley . Dwie rozsądne , spokojne , a kto by pomoślał umieją bawić się lepiej od chłopaków .
W ostatnim czasie poznałam wielu przyjaciół , kolegów , znajomych mojego chłopaka . Kto by pomyślał , że zaakceptują taką osobę jak ja . W końcu nie jestem taka jak oni i nigdy już nie będę .
Wybiła dziewiętnasta . Westchnęłam przed lustrem i ostatni raz nałożyłam puder . Następnie wstałam i więłam brązową kurtkę ze skóry . Nałożyłam na siebie i wyszłam. Nic dziś nie było takie jak trzeba . Nie mogłam znaleźć butów , więc złapałam czarne trampki . Przynajmniej pasowały do czarnych , obcisłych jesnów i bluzki z cekinami . Uprzedziłam domowników , że już wychodzę , a przed bramką czekała na mnie Chelsea .
- Cześć gwiazdko . - obdarzyła mnie promiennym uśmeichem .
- Cześć . - uniosłam tylko lekko kąciki ust do góy . Nie miałam specjalnie nastroju , żeby się uśmiechać .
- Stało się coś ? - momentalnie posmutniała .
- Nie tylko , nie chce mi sie tam iść .
- To po co idziesz ?
- Dla Philipa . To dla niego ważne .
- Twoje zdanie się już nie liczy ?
- Przecież korona mi z głowy nie spadnie jeśli zrobię chodź raz co on chce . - westchnęłam .
Na tym skończyłyśmy . Resztę drogi przebyłyśmy w milczeniu . Do Harry'ego miałyśmy kilometr , bo mieszkał w za tą wsią . Nie było to takie pokaźne miasto jak Litte Rock , ale też miało swój urok .
Z daleka było już słychać głośną muzykę , a podchodząc bliżej można było stwierdzić , że pali się ognisko.
Ciężko mi było w to uwierzyć , że nikt nie skarży się na hałas . W prawdzie była to końcówka miasta ale było kilka domów obok. Ten się wyróżniał . Widać , że właściciele byli bogaci . W sumie Harry nosił markowe ciuchy ale zbyt się nimi nie wyróżniał . Nie lubiał sie wywyższać , lecz luksusy mu nie przeszkadzały .
- Zapowiada się fajna zabawa . Może się rozluźnisz . - Chelsea przerwała ciszę .
- Może . - nie byłam tego pewna ale weszłyśmy do środka .
Kilka loków wypadło mi ze spinki , bo miałam spięte je prawie , że na czóbku głowy . Odgarnęłam je ze ucho . Wokoło było pełno ludzi . Poczułam się onieśmielona . Połowy z nich nie znałam , a raczej znałam tylko nielicznych . Chłopaków nigdzie nie było widać i nawet Chelsea zniknęła mi z oczu .
Podeszłam do barku . Był tam barman . No proszę fundnął sobie nawet barmana . Poprosiłam go o drinka . Był to chyba najgorszy alkogol jaki w życiu piłam ale on miał szczęście , bo był ładny i nawet młody . Zamieniłam to na piwo . Po kilku minutach rozmowy przyznał się , że nie ma pojęcia o mieszaniu trunków . Poczułam ręce na moich oczach .
- Cześć skarbie . - usłyszałam szept chłopaka . Chyba był jakiś wstawiony , bo nie rozpoznałam głosu . Odwróciłam się i ujrzałam Harry'ego .
- Cześć...- skrzywiła się lekko . - Gdzie Philip ? - przeszłam od razu do rzeczy .
- Nie cieszysz się , że ja tu jestem ? Lepiej powiedz jak się bawisz ? - położył rękę na moim prawym udzie .
- Gdzie jest Philip ? Bywało gorzej . Odejdź , jesteś pijany i zrobisz coś czego będziesz żałował . - strząsnęłam jego rękę .
- Nie wiem gdzie on jest . Możemy się nie skupiać na nim ? Nie podoba Ci się ? Nie jestem pijany . No i czego mam żałować ? - poruszył brwiami .
Oparł się jedną ręką o blat jednocześnie zagradzając mi drogę ucieczki . Kazał barmanowi podać dwa kieliszki whisky . Potem dał jeden mi i swój wzniósł w górę .
- Za nas . - uniósł kieliszek do góry i wypił . Wzięłam swój , żeby się nie czepiał i zrobiłam to samo . To było zdecydowanie lepsze niż te piwo. Harry wziął jeszcze jedną kolejkę , a potem jeszcze jedną , a potem wziął już całą butelkę . Byłam rozluźniona ale nie wstawiona chociaż musiałam pilnować mojego towarzysza , bo on był prawie zalany . Siedliśmy na szerokim fotelu . Nie oszczędzaliśmy się . Piliśmy i śmialiśmy się na przemian . Zapomniałam o wszystkim . Nawet o tych wszystkich ludziach .
- A wiesz co ? - zapytał Harry .
- No co ? - padałam już ze śmiechu .
- Jesteś już padnięta ? - przybliżył się do mnie .
- A co masz jeszcze jedną butelkę ? - wypiłam kolejny kieliszek .
- Nie , mam lepszy pomysł . - musnął mój policzek . Objął mnie ramieniem . Zbliżał się do mnie coraz bardziej i bardziej . Oboje przymknęliśmy oczy i nagle otrzeźwiałam . Odsunęłam go ręką . Uciekłam . Przedzierałam się przez tłumy spoconych ciał . Niektórzy zmęczeni tańcem i już po procentach całowali się na kanapach ,a nawet na podłodze . Co się tu dzieje  ? Dostałam się do wyjścia . Chwyciłam za klamkę ale powstrzymał mnie on . Korytarz był mały i ciemny chociaż kolorowe światła oświetlały trochę pomieszczenie .
- Philip nie odmówił Keri , a ty odmówisz mnie ? - zapytał oburzony . - Co Cię kosztuje jeden pocałunek . On i tak ma Cię gdzieś . Gdzie był przez cały wieczór ? Chcesz wiedzieć ? To chodź . - odwrócił się i poszedł w stronę ogrodu . Poszłam za nim . Na leżaku siedział mój chłopak razem z bandą dziewczyn i śmiał się w niebo głosy .
To znaczy , że wolał ich towarzysto zamiast mojego ? Chłopak doskonały . Prosi , żeby przyjść na imprezę kumpla abym popatrzyła sobie na niego otoczonego jakimiś lafiryndami ? Dosyć . Skoro tak się bawi to proszę . Jestem pewna , że zwali wszystko na alkohol . Też mogę tak zrobić . Złapałam Harry'ego za koszulkę i przyciągnęłam go do siebie jak najmocniej umiałam . Następnie wbiłam się w jego wargi . Chciałam,  żeby Philip  , więc całowałam go wystarczająco długo aby mógł spojrzeć conajmniej raz . Szkoda , że musiałam wykorzystać akurat tego chłopaka . Będzie żałował jak wytrzeźwieje . Chyba się zapędził , bo zaczął błądzić rękami nie tylko po moich plecach ale niżej . To był wystarczający moment aby to zakończyć . Puściłam go z gracją i rzuciłam Philipowi tryjumfalne spojrzenie . Plan się powiódł . Pośród niego siedziały Ashley i Jasmine , które skutecznie wskazały mojemu ukochanemu miejsce , w którym całuję jego najlepszego przyjaciela . Tak bywa . Jedni muszą poledz , żeby inni mogli wygrać .
Wyszłam z tej beznadziejnej imprezy . Bez Chelsea . Szłam sama . Czy byłam z siebie zadowolona ? I tak i nie . Spojrzałam na zegarek . Dwudziesta trzecia czterdzieści pięć . Powinno być już zimno , bo to końcówka sierpnia. Niedługo zacznie się rok szkolny ale szybciej będą moje urodziny . Dokładnie za piętnaście minut . Teraz pewnie sama zaśpiewam sobie wszystkiego najlepszego Blair .
W domu było ciemno . Trochę zbyt ciemno . Czyżby znowu ktoś czychał w salonie ? Nie weszłam do domu . Usiadłam na huśtawkę w ogrodzie . Patrzyłam w niebo . Teraz przydałaby się taka gumka, dzięki której mogłabym zapomnieć o wszystkim . Nawet nie wiedziałam kiedy moje powieki nie chciały się już otworzyć , bo zmożył mnie sen. (...)

Było tak gorąco . Nie mogłam wytrzymać . Nawet kręcenie się na tej huśtawce nic nie dawało . Słońce wzeszło szybko i paliło niemiłosiernie . Musiałam w końcu otworzyć powieki . Zauważyłam jedną zmianę . Byłam przykryta kocem , a przecież przed tem go nie było . Dziwne . Podniosłam się i usiadłam w pozycji pionowej . Spostrzegłam kopertę . Rozerwałam ją i wyciągnęłam list .

Los Angeles, 08.06.11r.
Kochana Blair !
Musisz mi wybaczyć , że się do Ciebie nie odzywałam . Z każdym dniem było coraz gorzej ale znalazłam wyjście . Dziś kończysz dwadzieścia jeden lat ! Czyż to nie wspaniałe ?
Wysłałam list odrobinę wcześniej , żeby nie zawieruszył się lub coś innego by się z nim stało . Kazałam Courtney dać go Ci jako pierwszy prezent . Nie bój się nikt stąd o tobie nie zapomniał . Wszystkie prezenty są gdzieś ukryte . Swój niestety musisz odebrać  aż w Europie . Dlaczego ? A dlatego , że przez ostatni czas zastanawiałam się jak Ci wynagrodzić ten okropny czas . Co nowego wprowadzić w twoje życie . Pewie myślisz , że nie wiem co się tam dzieje lecz  Sarah zdawała mi co tydzień szczegółowy raport . Życzę szczęścia Tobie i Philipowi . Nie sądziłam , że tak się pospieszycie ale bardzo się cieszę . A co do prezentu to wizyta w gabinecie doktora Colina . Jest to chirurg ale specjalizuje się też w przeszczepach . Rozmawiałam z nim chodź trudno go było znaleźć . Tyle naczyałam się o nim . Nawet rozmawiałam z jego pacjentami , żeby mieć pewność . To dobry doktor i chyba jedyny na świecie jaki mógłby się podjąć tak ryzykownej operacji . Chce Ci przeszczepić nogę . Znalazła się dawczyni . Niestety nie mogli podać nam jej danych , bo jeśli coś poszłoby nie tak to wiesz . Ich przepisy . Wszystko pójdzie dobrze , bo przygotowywaliśmy się do tego od dwóch miesięcy . Termin masz wyznaczony na czwartego września . Mam nadzieję , że zgodzisz się . Chyba chciałbyś się pozbyć się swojej protezy...Czy się mylę ? Odpowiadają Ci optarcia i bóle?
Gdy już to przeczytasz odezwij się jak najszybciej . Nie masz ani jedenj chwili do stracenia kohanie ! Tak jak Rose . Chciała mieć szczęście dla siebie , wiec pojechała do Nowego Jorku aby odnaleźć swojego męża . Teraz nawet kolejny raz zaszła w ciążę . Świeta wiadomość  nie uważasz ? Trochę to wszystko szybko idzie ale ona jest innego zdania . Wszystko jest takie jak powinno być . Teraz on troszczy się o nią i są szczęśliwi jak dawniej . Chyba też będę musiała ułożyć sobie życie na nowo . Chcę żebyć wiedziała , że rozwodzimy się z Richardem . To nie ma sensu . Ostatnio , gdy Mandy do rzuciła przychodził i przepraszał mnie za wszystko . Tylko go wyśmiałam . Bezczelny nie?
Sophie ciągle mówi mi , żebym nie pisała o takich rzeczach w twoje urodziny ale powinnaś wiedzieć o wielu sprawach . Teraz mówi , że mam Cię pozdrowić od wszystkich . Nawet chciała mi zabrać długopis . Co ja się z nią mam ? A więc pozdrawiamy się wszyscy . Przesyłamy buziaki u uściski . Tęsknimy .
WSZYSCY...z domu

Nie wiedziałam czy mam płakać czy śmiać czy robić obie rzeczy jednocześnie . Poczułam ból głowy . Chyba wczorajszy kac zaczął mnie dręczyć . Wyjęłam telefon aby zobczyć , która jest godzina . Było już po piętnastej . Wstałam . Wszystko mnie bolało . Ale lewa noga najbardziej . Chyba prostestowała przed zmianą albo dała mi do zrozumienia , że tego chce . Utykałam na jedną nogę. Było to nie do zniesienia . A jak mama się trzyma ? Może nie umiała się do mnie odezwać przez ten czas , bo mnie tak bardzo nienawidzi przez Richa ? I jakim prawem ten idiota się do niej czepił ? A Rosalie ? Nie mogę w to uwierzyć . Jednak to zrobiła . Czyli teraz była moja kolej chociaż zmarnowałam swój ruch . W sumie to była prowokacja z jego strony lecz nie mogę się usprawiedliwiać takim dennym tekstem .
Stanęłam przed drzwiami . Czy naprawdę chciałam tam wejść ? Nie lecz przydałoby się jakoś odświeżyć . Przypomniałam sobie o małej rzece za lasem . Poszłam tam .
Na wsi było pusto . Ani jednej żywej duszy . Coraz więcej mnie przeraża . Rozczarowałam się moimi małymi zapasami energi , bo po dwustu metrach padała z sił , a do celu pozostało mi jesze około stu .
Doszłam tam jakoś . Na szczęście było pusto . Skorzystałam z okazij i zanurzyłam się w wodzie lecz wcześniej oczywiście ściągnęłam ubrania . Woda była cudowna . Musi to być dziwne , że osoba , która nie umie pływać leży sobie w wodzie . Jest na to proste wytłumaczenie . W ostatnim czasie wzięłam kilka lekcji i okazało się , że ja też mogę pływać z małym obciążeniem , a po za tym było tu płytko . Nawet nie sięgało do kolan . Przychodziły tu często małe dzieci , żeby się trochę ochłodzić . Był to taki mały raj na ziemi . Pośród drzew taka rzeczka ? Rzadko się zdarza . Po porstu było tu pięknie . Po obu stronyach była równo ścięta trawa . Mieszkańcy dbali o to miejsce . Zawsze ktoś ją ścinał w pierwszym tygodniu miesiąca . Czesto odbywały się tu też zabawy , więc to dla mnie zaskoczenie , że nikogo tutaj nie było . Piękny dzień, ptaszki śpiewają , słońce świeci , a mi i tak mało .
Zadzwonił telefon . Przez chwilę się zawachałam ale podeszłam aby sprawdzić kto się do mnie dobija . Przyokacji sprawdziłam ile tutaj jestem . Już powyżej godziny i nawet tego nie zauważyłam . Na wyświetlaczu wyświetlił się numer Sarah... Odebrałam .
- Blair ! - zaczęła mamrotać coś przestraszona .
- Co się stało ? - zapadła chwila ciszy . Poczułam , że coś jest nie tak .
- Przyjdź po prostu . - rozłączyła się .
- Sarah , poczekaj ! Co się stało ?! - ciągle jakieś tajemnice . Nie wyjaśnione sprawy . Czemu ? Ubrałam się i wydostałam się z lasu najszybciej jak umiałam . Byłam cała mokra . To stawiało mi mały opór . Jednak dotarłam. Weszłam do środka i zaczęłam wołać Sarah .
- Sarah ! Gdzie ty jesteś ?! - rozejrzałam się wokoło . Pusto . Weszła zatem na górę . W końcu ją zanalazłam . Była w swoim pokoju . - Co się dzieje ?! Powiesz mi w końcu ?! - posłałam jej jedno z moich miażdżących spojrzeń .
- Powinnyśmy wracać do LA . - w jej oczach dostrzegłam łzy . Wiedziałam , że to nie będzie nic dobrego .
- Dlaczego ? - zapytałam bezbarwnym głosem . (...)
Pół godziny potem byłam już przebrana i spakowana . Nie mogłam wytrzymać ani chwili dłużej . Ciągle nie docierało do mnie co się tam stało . Przecież to nie możliwe .
Byłyśmy tylko my dwie w domu . Gdzie reszta nie miałam pojęcia . Tego mi nie powiedziała . Przekonała mnie tylko , żebyśmy wróciły wieczornym lotem . Czyli już za trzy godziny. Zamówia wcześniej bilety , bo Sophie zadzwoniła do nas z samego rana , więc jakieś zostarły.
Ktoś trzasnął drzwiami na dole . Usłyszałam wrzaski .
- Ty gówniarzu , jesteś taki nie odpowiedzialany ! Czego się dotkniesz to zepsujesz . Jesteś do niczego ! - wrzasnął Arnold .
- Powtarzacie mi to ciągle i jakoś nie da się o tym zapomnieć ! - odpyskował Philip .
- Nie powtarzalibyśmy Ci tego , gdybyś chociaż raz zrobił coś dobrze ! - nigdy nie słyszałam tak wściekłego Arnolda. Zawsze był taki spokojny i dobry , a z niego taki wulkan . Dostałam gęsiej skórki . Nie słyszałam Courtney .
- Trzeba było mnie już dawno wyrzucić skoro jestem takim ciężarem dla was !
- Szkoda , że nie obił ci tej twojej durnej gęby do końca , bo może być coś zrozumiał . - wrzasnął ostatni raz i kolejne drzwi trzasnęły .
- Chodź , opatrzę Ci to . - w końcu usłyszałam słaby głos starszej pani .
- Zostaw mnie . - usłyszałam kroki koło mojego pokoju .
Pewnie zauważył walizki , bo kroki ustąpiły . A może zwyczajnie to olał ? Jakoś nie miałam do tego głowy . Zauważyłam jakim potrafi być chamem w stosunku do swojej rodziny . Nie szanował jej chociaż ją miał . Ja już nie miałam nikogo . Siedziałam na łóżku patrząc tępo w przestrzeń .
- Skąd to się tu wzięło ?! - warknął.
- Wyjeżdżamy . - odpowiedziała krótko Sarah.
- Co ty mówisz kobieto ?!
- Puść mnie . - widocznie musiał ją trzymać .
- Philip ! Dość tego ! - chyba Courtney ich rozdzieliła . - Dziadek miał rację jesteś nieudacznikiem . Widocznie wdałeś się w ojca . Nigdy nie umiał zająć się swoimi sprawami . Dlatego matka was zostawiła ! A on uciekł od Ciebie . Widzisz ?! Zamieniasz się wtakiego samego potwora co on .
- Przecież ktoś musiał wychować takiego potwora .
- W wieku piętnastu lat szukał zajęcia dla siebie , więc razem z swoją dziewczyną poszli na jakąś zabawę i oto ich wpadka stoi przedemną. - cisza  . Tym razem zrobiło mi się szkoda jego . Nie powinna tego mówić . Znowu ktoś zszedł ze schodów , a obok zamnkęły się drzwi . Komu bym nie otworzyła tego bym musiała pocieszać . Wstałam . Wzięłam głęboki oddech i tak jak myślałam za drzwiami stał tam zszokowany Philip . Jego twarz była cała czekwona . Z łuku brwiowego małym strumieniem wydostawała się krew tak samo jak z wargi . Do tego miał podbite oko . Zostawiłam szeroko otwarte drzwi i stanęłem twarzą zwróconą do okna . Drzwi zatrzasnęły się , a on wszedł do pokoju . Cisza . Trudno mi było na niego spojrzeć . Każda myśl o nim bolała coraz bardziej . Wszystko bolało . Znowu . Znowu wszystko zaczęło się sypać . W tej chwili nie wytrzymałam . Odwróciłam się i przywarłam do niego . Nie mogłam nawet płakać . Czułam się taka samotna i zagubiona , a do tego ta wiadomość od Sarah...



Hej . : D
Rozdział miał być w piątek ale nie chciało mi się kończyć. XD
Wszystko jest ale i nie ma nic . Jeśli ktoś zrozumie o czym tu pisałam to gratulację dla niego . Okazało się , że będę musiała dodać troszkę rozdziałów , bo miałam skończyć na 16 . Może wyjdzie z 17/18 . O_o Nie wiem .
Trzymajcie się , mam nadzieję , że nie usnęliście z nudów . I wybaczcie za ortografię i resztę błędów nie chciało mi się znowu sprawdzać . :*
Do nastepnego .

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego