• Wpisów:27
  • Średnio co: 77 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 19:45
  • Licznik odwiedzin:6 062 / 2165 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
POCZĄTEK opowiadania o Blair i Philipie : http://firsthand.pinger.pl/m/9974861

Nie będę już tutaj pisać ale też nie chcę usuwać bloga.
 

 
Nie dokończę tego co zaczęłam. Nawet nie pamiętam o co w tym chodzi. Chociaż miałam plan. Teraz mam natchnienie i mogę napisać o czymś innym. Nie będę się wysilać na milion znaków tylko tyle ile mi się będzie podobać. A więc kończę tamto i zaczynam coś zupełnie nowego.
 

 
Już prawie nasze wargi się połączyły kiedy do domu wparowała ...Zoey. Nastała dość niezręczna sytuacja. Nigdy za mną nie przepadała. Nawet nie wiedziałam co jej takiego zrobiłam. Rzadko rozmawiałyśmy ale jej spojrzenie było przerażające. Ryan nie miał więcej rodzeństwa, a ona była starsza od niego o rok. Teraz pewnie nagrabiłam sobie jeszcze bardziej. Naga, owinięta tylko ręcznikiem, prawie całująca jej brata. Po co ja to właściwie zrobiłam? Wszystko przez te emocje. Już zaczynam tracić panowanie nad sobą. Muszę znowu racjonalnie myśleć.
Podniosłam się do góry. Najgorsze było to, że przejście do pokoju było po drugiej stronie sofy, a tam właśnie stała ona. Poczułam jak moje policzki nabierają kolorów. Spiekłam raka. Gdy spojrzałam na Ryana nie wydawał się zawstydzony albo zażenowany całym tym zdarzeniem, tak jak ja. Wydawało mi się, że upłynęło kilka wieków zanim coś powiedziała. Przez cały ten czas patrzyła na nas z kamiennym wyrazem na twarzy.
- Witaj braciszku. Nie będę wam przeszkadzać...Chciałam ci tylko przekazać, żebyś szykował się jutro na rodzinny obiadek. Bądź gotowy o siedemnastej. - równie szybko jak weszła tak i wyszła. Odetchnęłam z ulgą. Od razu pobiegłam do drugiego pokoju. Mały ciągle spał. Przebrałam się w moją koszulę nocną po czym usiadłam na skraju łóżka podpierając się rękami. Mokre włosy opadały mi na twarz. Do tego jeszcze pojedyncze krople wody zaczęły spływać po mojej skórze. Usłyszałam ruch w pokoju obok. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Szybko położyłam się obok Kevina. Do tego specjalnie na boku, plecami do drzwi. Wiedziałam,że zapuka i tak też się stało.
- Angie? - Nie odezwałam się. Przez to wszystko zapomniałam o Holly. Nawet nie wiedziałam kiedy usnęłam. Przez resztę nocy śniły mi się same koszmary. Po prostu miałam ciężką noc. (...)
Wstałam o siódmej rano. Kevin z dnia na dzień spał coraz dłużej. Nie trzeba było go uciszać ,bo nie budził się w nocy. Ubrałam na siebie szlafrok i wyszłam z pokoju. Zajrzałam do salonu. Mój wzrok od razu powędrował na kanapę. Miałam przy tym mieszane uczucia. Śpiący Ryan obejmował na niej, tak samo śpiącą Holly. Przynajmniej przyszła. Musiałam się odświeżyć. W międzyczasie maluch zdążył się obudzić,a razem z nim reszta. Od samego rana była zdenerwowana i każda mała rzecz wzbudzała we mnie złość. Bez słowa wyszłam z mieszkania razem z wózkiem. Przez cały spacer nie odezwał się ani razu. Próbowałam zacząć myśleć ale nie mogłam się opanować. Byłam strasznie wściekła. Chciało mi się krzyczeć. Usiadłam na ławce, a głowę podparłam o dłonie.
- Angie? - nawet moje imię mnie irytowało. Skoro ktoś wiedział kim jestem to po co się pytał? Nie rozumiem tego idiotycznego zwyczaju. Jeśli coś chcesz to mów od razu. Spojrzałam w górę opuszczając bezradnie dłonie. Takiego widoku się nie spodziewałam. Alison...Była moją najlepszą przyjaciółką. Poznałyśmy się w szpitalu, tzn. w pracy. Pewnie właśnie tam zmierzała.
- Nie pytaj, sama nie wiem co mi jest. - wypuściłam powietrze z płuc. Usiadła obok mnie i od razu objęła przytulając do siebie. Oparłam głowę o jej ramię. Nic nie mówiłyśmy. Po prostu tak siedziałyśmy przytulone do siebie. - Mam dosyć, nie daje rady. Przecież tak nie można żyć. Nie umiem już normalnie funkcjonować. Coś dziwnego się ze mną dzieje.
- Nikt nie jest normalny. Każdy ma jakieś dziwne zachowania, przeżywa co najmniej jeden kryzys, złamane serce lub po prostu wpada w depresję. Ze wszystkiego da się wyleczyć, trzeba tylko znaleźć odpowiednie lekarstwo.
- Lekarstwa na życie jeszcze nie odnaleziono. - mruknęłam pod nosem.
_ Jak to nie? A co z miłością? Przecież dzięki temu wszystko jest inne, znikają pewne problemy, człowiek staje się...
- Przestań. Wszyscy tak mówią. Niestety nie widzą, że się mylą. To tak nie działa. Wszystko jest już zaplanowane tam w górze i niektórym dostało się bardzo mocno w tyłek. Nie jestem chyba złym człowiekiem prawda? Znasz mnie trochę. Robię co mogę, staram się...- nie wytrzymałam, łzy same zaczęły płynąć. Ostatnio moja stabilność emocjonalna bardzo mocno się waha. Kolejna fala wspomnień zalała w tym momencie moje ciało. Powróciły wszystkie te chwile po śmierci mamy.
- Jedyne co robisz źle to, to że nie dbasz o siebie. Powinnaś to umieścić na pierwszym miejscu.
- Pani Garden, czy nie powinna pani być już w pracy?- słysząc ten męski głos od razu przeszedł mnie dreszcz. Alison spoważniała od razu. Wstała i rzuciła mi krótkie ''trzymaj się''.
Nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Miałam wrażenie, że jednym spojrzeniem prześwietliłby mi całą duszę. - Wstań.
Tak jak powiedział tak zrobiłam. Bez sensu było się opierać skoro i tak bym pewnie wstała. Otarłam jeszcze mokre oczy. Chwycił mnie za dłoń. Pociągnął lekko za sobą. Z tego co zauważyłam swoją aktówkę włożył do wózka. Stanął za nim, a ja obok niego. Zaczęliśmy iść do przodu. Znowu chciało mi się krzyczeć. Nagle ta cisza stała się nie do zniesienia. Travis szedł jakby nigdy nic z uśmiechem na twarzy, pogwizdując sobie od czasu do czasu. Stanęłam w miejscu.
- Dlaczego nic nie mówisz? Odezwij się do cholery jasnej! - gdy wydarłam się jak osoba, która właśnie uciekła z zakładu psychiatrycznego, stanął i zaśmiał się.
- Chcesz rozmawiać? Mamy ładny dzień nieprawdaż? - spojrzał na mnie z tym kpiącym uśmiechem na twarzy. Nabijał się ze mnie. Po chwili znowu chwycił mnie za dłoń. Tym razem stawiłam lekki opór ale był silniejszy ode mnie. Pociągnął mnie za sobą. Szliśmy tak może ze 20 minut. Koszmar. - Popatrz w górę. Widzisz ten balkon? - Nawet nie wiedziałam gdzie jesteśmy. Rozejrzałam się dookoła. Wydaje mi się, że nigdy tu jeszcze nie byłam. To może być dziwne, bo mieszkam tu całe życie i nie pamiętam tego miejsca. Widok u góry zrobił na mnie duże wrażenie. Na balkonie zwieszone były doniczki z różnymi odmianami roślin. Na ścianie również zwisały . Było tak kolorowo.
- Podoba ci się? - ścisnął mocniej moją dłoń. Zapomniałam właściwie dlaczego byłam zła. Ten widok działał na mnie kojąco. Spojrzałam na jego twarz. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie mogąc wykrztusić z siebie słowa kiwnęłam głową. - Jestem twoje. - oniemiałam. Na początku myślałam, że się przesłyszałam, lecz kiedy wyciągnął klucz i podał go mi nie wiedziałam co mam zrobić.
- Ale jak to?
- Jest twoje, to znaczy twoje i Holly. To prezent od twojej matki na dzień, w którym byś wzięła ślub...ale teraz bardziej wam się przyda. Przynajmniej tak uznałem. - poczułam na sobie jego niepewny wzrok. Co to miało znaczyć? On już od dawna wiedział kim jestem? Tylko dlatego miał ze mną rozmawiać, bo moja matka mu kazała przekazać jakiś durny kluczyk? Tak nie mogło być.
- Czyli teraz co? - wzięłam od niego kluczyk po czym zabrałam jego dłonie z wózka.
- Nie rozumiem?
- Co tu jeszcze robisz? Spełniłeś swoją misję, możesz iść. Szpital wzywa. - przewróciłam teatralnie oczami zabierając mu całkiem Kevina. Odwróciłam się do niego tyłem i zaczęłam iść przed siebie. Nagle jego silne, męskie ramiona objęły mnie od tyłu, a już po chwili obrócił mnie przodem do siebie. Nie umiałam panować nad sobą kiedy mnie dotykał albo patrzył. Przycisnął mnie do siebie naprawdę mocno, więc chwyciłam w dłonie jego koszulę i nieśmiało podniosłam głowę do góry. Był bardzo blisko, zdecydowanie za blisko mojej twarzy,ust...Nie wiedziałam co się właściwie dzieje. Czemu on to robi? Przecież ma rodzinę. W ostatniej chwili odchyliłam głowę do tyłu, lecz on nie zrezygnował i przybliżył ją do siebie dłonią. Oparł czoło o moje. Zauważyłam straszny smutek oraz pustkę w jego oczach...Nie chcąc dalej tego widzieć przymknęłam powieki. Jego wargi delikatnie dotknęły moich, próbując je rozchylić. Zrobiło mi się gorąco.
- Travis? Co Ty robisz? - usłyszałam za sobą łamiący się głos, jak się okazało później Stacy...






Nic nie dodawałam od tylu dni, ponieważ nie miałam czasu, przez pewien czas nie miałam internetu i dlatego też, że nie chciało mi się. ^^ Teraz mam tyle na głowie, że nie wiem kiedy następny. Chyba zostały jeszcze osoby, które to czytają co? Rozdział jest okropny, bo pisany na szybko ale cóż, tak bywa. Do następnego.;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
To był kolejny dzień, który chciałabym wymazać na zawsze z pamięci. Nawet teraz kiedy sobie o tym przypomnę mam łzy w oczach. Straciłam połowę swoich wspomnień. Połowę życia, które przeżyłam w tym domu. Gdy dotarliśmy samochodem Ryana pod mój dom,chociaż nie całkiem, ponieważ drogę zastawiały wozy strażackie, oniemiałam. Cały dobytek płonął na naszych oczach. Wybiegłam z auta jak najszybciej tylko mogłam. Niestety policjanci powstrzymali mnie przed podejściem bliżej. Już po chwili brunet trzymał mnie w swoich umięśnionych ramionach tuląc do siebie. Dlaczego?! Pytam się dlaczego mnie to spotyka?! Jestem aż takim złym człowiekiem? Nawet jeśli tak jest to czemu moi bliscy muszą cierpieć z tego powodu?
Gaszenie tej ruiny zajęło im około trzech godzin. Dom był dosyć pokaźny. Po wszystkim strażacy przynieśli dwa, duże worki. Zdołali uratować kilka przedmiotów. Były tam ubrania, mój laptop, torebka z dokumentami i do tego małe pudełeczko z oszczędnościami. Nie wiem jakim cudem to znaleźli ale to było jedynym pocieszeniem w tym momencie. Nie znali przyczyny pożaru. Nikt nic nie widział. Ulica była pusta,tak jak zwykle o tej porze. Podobno najpierw zapalił się dół, a potem ogień przedostał się na górę. Nic nie wskazywało na to,żeby coś się stało w domu. Żelazko nie było włączone, nie używam gazu. Żadna żarówka się nie spaliła. Policja podejrzewa podpalenie. Zabrali nas na przesłuchanie. Chyba nie docierało do niech,że nie było mnie w domu przez te kilka dni. Nie miałam żadnych wrogów...chyba. Może na Holly ktoś się mści. Siedziała tam strasznie długo. Nic dziwnego, przebywa tutaj prawie raz w tygodniu, więc trochę mogło jej się nazbierać. Chodziłam w kółko po korytarzu. Nie mogłam usiedzieć na miejscu. Kiedy znudziło mi się chodzenie opierałam się o ścianę tupiąc nogą. Tylko Ryan był opanowany. Trzymał Kevina na rękach. Tworzyli taki śliczny obrazek. W sumie byli nawet trochę podobni do siebie. Swoją drogą, wyglądał bardziej męsko z dzieckiem na rękach...
- Banda idiotów. - kto to mógł powiedzieć? Oczywiście kulturalna Holly. - Chodźmy stąd, bo mam już dosyć. - warknęła pod nosem i zabrała śpiącego malucha z rąk bruneta.
Każdy miał już dosyć. Był to zdecydowanie za ciężki dzień. Miałyśmy szczęście, że Ryan nas przygarnął. Jakiś czas temu, na jego dwudziestetrzecie urodziny otrzymał małą kawalerkę od swoich rodziców. Posiadała dwa pokoje, kuchnię i łazienkę. Nie wiem czy bez niego byśmy sobie poradziły. To naprawdę dobry człowiek. Rzadko się już takich spotyka. Znam też bardzo dobrze jego rodziców. Przyjaźnili się z moją mamą. Niestety musieli wrócić do Francji. Ryan wtedy studiował i nie chciał wyjeżdżać. To było jakieś dwa lata temu. Jak widać dobrze sobie radzi. Otrzymał stypendium sportowe i został mu ostatni rok.
Z tego co się dowiedziałam mój urlop trwa jeszcze tydzień. Miałam, więc więcej czasu na szukanie mieszkania, załatwianie reszty spraw.
Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce. Jakimś cudem weszliśmy po schodach na trzecie piętro z tymi wszystkimi rzeczami. Kevin spał jak zabity. Kiedy o tym pomyślałam przeszedł mnie dreszcz. Wzięłam go od niej i sprawdziłam czy wszystko jest w porządku. Jeszcze nigdy tak długo nie spał, dlatego się zaniepokoiłam. Jak na moje oko, wszystko było dobrze. Zaniosłam go do salonu. Jego rozsuwana kanapa w końcu się przydała. Pościeliłam ją. Następnie ułożyłam na niej wygodnie chłopca. Położyłam się obok niego. Holly poszła się wykąpać, a nasz wybawca robił kolację. Przymknęłam na moment swoje powieki i nie wiedząc kiedy przeniosłam się do krainy Morfeusza.

- Okej. Trzymaj się.
- Wy też. Wrócę po południu. - Obudziłam się wraz z trzaskiem drzwi zamykanych przez Ryana. Do tego cała obolała. Była taka twarda i niewygodna. Nie mam pojęcie dlaczego on ją dalej tu trzyma. Jeszcze nie widziałam takiego przywiązania pomiędzy człowiekiem,a jakimś meblem. Jęknęłam podnosząc się do góry. Na przeciwko zauważyłam Holly jedzącą śniadanie. Mały salon, był połączony z kuchnią. Siedziała przy stoliku.
- Która godzina ? - zapytałam leniwie rozciągając się.
- Dwunasta. Spałaś tak spokojnie, że nie chciałam cię budzić. Patrz, byłam w sklepie i kupiłam świeże pieczywo na śniadanie. - uśmiechnęła się promiennie. Machnęłam tylko ręką. Poszłam do łazienki. Moje włosy sterczały na wszystkie strony świata. Do tego zorientowałam się, że spałam w ubraniu. Wzięłam szybki prysznic. Po jakiejś godzinie wróciłam do życia. Zauważyłam, że Holly bawi się z Kevinem. Korzystając z wolnego czasu przejrzałam zawartość worków. Tak jak mówili, były tam ubrania. Na szczęście nie tylko moje. Odetchnęłam kiedy zauważyłam dokumenty w pudełku z pieniędzmi. Zapomniałam, że je tam wsadziłam. Jeden problem z głowy. Nie będę musiała wyrabiać nowych. Odłożyłam wszystko na miejsce. Wróciłam do siostry.
- Muszę się przejść. Byłaś już na spacerze? - pokiwała potwierdzająco głową. Na szczęście było ciepło. W końcu to lato. Wyszłam w koszuli w kratę oraz białą bokserką pod spodem. Nałożyłam czarne conversy. Dzielnica była spokojna. Plusem było to, że miałam bliżej do szpitala. Dawno nie byłam w tej okolicy. Z resztą nawet nie miałam po co. Mój dom, znajduje się, a raczej znajdował jakieś dwa kilometry stąd. To dosyć duże miasto, jedno z największych w Ameryce.
- Angie? - usłyszałam za sobą znajomy głos. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Doskonale wiedziałam do kogo należy.
- Dzień dobry doktorze.- odwróciłam się do niego. Przewrócił teatralnie oczami. Widząc co robi zaśmiałam się. Nawet bez tego swojego fartucha lekarskiego wyglądał dobrze. Zielone oczy, ciemne włosy, świetne ciało. Musiał gdzieś ćwiczyć. Uśmiechnął się. Wtedy poczułam jak ''niebo zwaliło mi się na głowę'' * .
- Mówiłem ci już, że jestem Travis. Doktorem jestem tylko w pracy. Jak się czujesz? - Spytał o to z taką troską w głosie, że nie wiedziałam co powiedzieć. Zaszumiało mi w głowie. Chyba nawet policzki mi się zarumieniły. Musiałam to jakoś ukryć.
- Dobrze. Co tu robisz? - odparłam krótko, nie chciałam zagłębiać się w temat. Przecież mogliśmy porozmawiać o czymś przyjemniejszym.
- Przyszedłem uporządkować myśli. Pokłóciłem się z żoną. - powiedział dosyć nieśmiało odwracając wzrok. Słysząc słowo ''żona'' wróciłam na ziemię. Przecież to było oczywiste, że taki przystojny, młody, wykształcony mężczyzna jest zajęty. - A ty?
- Nie uwierzysz ale ja też. Może usiądziemy? - kiwnął głową. Siedliśmy na ławce i rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym. Widziałam jak na mnie patrzy. Oczy mu błyszczały, a uśmiech nie schodził z twarzy. Tak się nie patrzy tylko na koleżankę. Czas leciał niemiłosiernie szybko. Nagle z godziny czternastej zrobiła się siedemnasta. W tak krótkim czasie poznał całe moje życie. Ciekawe, dwadzieścia dwa lata w trzy godziny. Travis nie został mi dłużny. Również mi o sobie opowiadał. Tak jak myślałam nie ma więcej niż trzydziści lat, ma dwadzieścia siedem. Wziął ślub pięć lat temu. Ma dwuletnią córeczkę Rachel. Stacy, jego żona jest strasznie zazdrosna. Nie dziwię jej się. Między nimi jest osiem lat różnicy. Pięknie o niej mówił. Zakochał się w niej kiedy jej dusza dotknęła jego. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Chociaż teraz przeżywają dosyć ciężki okres. Naszą rozmowę przerwał jego telefon. Dzwonili do niego ze szpitala. Przywieziono starszą dziewczynę potrąconą przez samochód. Musiał wcześniej zacząć dyżur. Na pożegnanie wymieniliśmy się numerami telefonów. Powiedział, że zadzwoni. Byłam strasznie podekscytowana. Znacznie poprawił mi humor. Do tego zaoferował się, że pomoże mi szukać mieszkania. Podobno jego kolega ma do sprzedania dom z trzema pokojami, kuchnią z łączonym salonem, łazienką oraz garażem. Musi się przeprowadzić do większego domu,bo jego dziewczyna jest w kolejnej ciąży. To będzie ich czwarte dziecko. Nie dziwię im się. Duża rodzina.
Wróciłam do mieszkania Ryana. Zastałam go samego z Kevinem. Kiedy usłyszałam gdzie jest Holly, mój dobry humor znikł od razu. Wybrała się do jakiegoś klubu. Czy do niej dalej nie dociera, że skoro policja ją obserwuje to powinna się pohamować? Nie wiem po kim ona to dostała w genach. Teraz pewnie będę musiała na nią czekać do rana. Przyjdzie napita i pójdzie spać albo zacznie wymiotować. Zapowiadała się powtórka z rozrywki. Oczywiście Ryan zaczął mnie uspokajać, lecz to nic nie dawało. Wtedy użył dosyć mocnego argumentu. Wystarczyło jedno słowo, żeby mnie uciszyć- ''Kevin''. Usiadłam zrezygnowana na łóżku. Z siedemnastej zrobiła się dwudziesta. Nadeszła pora na zajęcie się dzieckiem. Umyłam go, nakarmiła i położyłam spać w pokoju bruneta. Posłałam swoje łóżko i tym razem ja poszłam wziąć kąpiel. Musiałam się zrelaksować. Gdy wylegiwałam się w wannie wróciły wspomnienia o Travisie. Zarumieniłam się od razu. Znowu uśmiech przykleił się do mojej twarzy. Przecież nie mogę myśleć w taki sposób o żonatym mężczyźnie. To było niesprawiedliwe. Taki ideał zdarza się raz na milion lat i oczywiście nie mnie. Norma. Wszystko co najlepsze omija Angie Lautner.
- Ang, żyjesz tam? - byłam tak zamyślona, że nawet nie usłyszałam pukania oraz wołania. W tej chwili chciałam oddać się całkowicie mojej wyobraźni. Nie wydaje mi się, żebym kiedyś była taka rozmarzona. - Angie wchodzę. - drzwi się otworzyły, dopiero za drugim razem usłyszałam wołanie chłopaka. Na dodatek leżałam naprzeciw drzwi. Cóż, przynajmniej miał fajny widok. Cała piana praktycznie już znikła. Widząc jego minę zaśmiałam się cicho. Zrobił się cały czerwony i zakrył oczy dłonią wychodząc. To mnie chyba rozbawiło najbardziej. Po chwili wyszłam z wanny po czym otarłam się ręcznikiem, a gdy skończyłam owinęłam się nim . Mokre włosy związałam w kucyk. Wyszłam.
- Ryan ? - zapytałam roześmianym głosem rozglądając się po wąskim korytarzu. Siedział na skraju łóżka udając, że ogląda telewizor. Nie odpowiadał. Podeszłam więc do niego stając na wprost.
- Przepraszam, nie chciałem ale nic nie...- uniosłam jego podbródek do góry i uciszyłam go. Wyglądał tak niewinnie. Nadal miał zaróżowione policzki. Ukucnęłam przed nim kładąc dłonie na jego udach.
- Nie mów nic. - chyba chciałam go pocałować, przynajmniej w tej chwili wypadałoby to zrobić. Co mi szkodzi, przecież to tylko jeden pocałunek. Co mi jest? Nie mam pojęcia. Chyba przez moment poczułam się szczęśliwa. Uprzedził mnie...Chwycił moją twarz w te silne, męskie dłonie. Już prawie nasze wargi się połączyły kiedy do domu wparowała ...


~ * ~

* zacytowałam Barona.


Cześć. Nie wiem kiedy dodam coś jeszcze. Pewnie w czwartek, jeśli będę miała wenę. Dodam również, że dziękuję za te wszystkie miłe komentarze pod notką. Jeśli naprawdę tyle osób zacznie czytać to opowiadanie to doda mi to skrzydeł. Być może wtedy będę dodawała ''rozdziały'' częściej? Chciałabym tez przeprosić te osoby, które zirytowało to, że zaczęłam reklamować swój blog. Wybaczcie, lecz trzeba od czegoś zacząć.

+ Ryan.
  • awatar вℓα¢к σя ωнιтє .♥: Cudowne .*_* . + Wbij też piszę opowiadanie .Liczę na komentarz ;d >3
  • awatar KoModaa: zapraszamy na rozdanie http://komoda.opole.pinger.pl/m/18362872
  • awatar Gold thought.: @muszka_aguszka: Mi się nie wydaje, żeby to była Holly...:D Nigdy nie wiadomo, teraz żaden z nich nie jest pewny. Każdy z bohaterów ma jakiś sekret, który będzie powoli się ujawniał...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
- Dobrze, rozumiem. Zajmę się tym osobiście. Żegnam panów. - trzask drzwi. Nagle poczułam silny ból głowy. Otworzyłam natychmiast oczy. Nade mną stała przerażona Holly. Zauważyłam,że próbowała się uspokoić. Jej drobne ciało całe drżało. Z każdą kolejną sekundą strach ulatniał się z twarzy blondynki. Stała się bardziej poważna. Miałam już coś powiedzieć, lecz znowu w mojej głowie nastała ciemność. Ostatnie co usłyszałam to krzyk Holly, która wołała Ryana. Ponownie straciłam kontakt ze światem. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Jedyne co mnie zdziwiło to to, że nie panikowałam. Chociaż nie miałam na to czasu. Już nic nie czułam. Pogrążyłam się we śnie.
Kolejne co pamiętam to śmiech jakiś dzieci. Był bardzo donośny. Powoli wracałam do rzeczywistości. Przynajmniej świadomie, gorzej było z resztą. Tym razem całkowicie straciłam panowanie nad własnym ciałem. Czułam się jak sparaliżowana. Bez władzy nad niczym. Chciałam otworzyć oczy, lecz powieki stały się niewyobrażalnie ciężkie. Powrócił ból głowy. Gdybym tylko mogła mówić pewnie bym pisnęła, ale usta odmawiały mi posłuszeństwa. Już wiem jak czują się ludzie pozbawieni zmysłu wzroku. Jeśli nie doświadczy się tego na własnej skórze, na pewno trudno będzie to sobie wyobrazić. Nigdy nie sądziłam,że będę aż tak potrzebowała kontaktu z drugim człowiekiem. Może już nie żyje? Co za ironia losu. Jeszcze kilka godzin temu...Chwila, może już nawet nie godzin. Nie mam pojęcia gdzie jestem ani ile czasu ''śpię''. Te nurtujące pytania błądziły w mojej głowie, dopóki płacz Kevina nie przeszył mnie na wylot. Był taki charakterystyczny tak samo jak jego rodzicielki. Mama mówiła, że Holly darła się całymi dniami na oddziele. Wszyscy czekali, aż w końcu zaśnie lub całkiem opuści szpital. Przez te kilka dni, każdego ranka stawiała budynek na nogi.
Zaniepokoiło mnie to. Jestem przekonana, że mu zimno albo jest głodny. Gdybym tylko mogła odezwać się. Chociaż na moment...Dźwięk otwieranych drzwi. Do pomieszczenia ktoś wszedł, a za nim jeszcze ktoś.
- Ile jeszcze to potrwa? Przecież nie może tak leżeć wiecznie. - chciało mi się śmiać. Nie powinnam tego robić ale dało mi to nadzieję. Znaczyło, że moja siostrzyczka jest niewinna. Przecież, gdyby było inaczej zabrano by ją od razu na komisariat policji. Szesnastolatka nie może handlować narkotykami, to jeszcze dziecko. Nie wierzę. Owszem, trudno się z nią dogadać, pije alkohol, imprezuje całymi dniami, lecz nie ćpa. Kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży zaczęła racjonalnie myśleć. Rzuciła palenie i huczne imprezy. Z tego co mi wiadomo, do palenia nie wróciła.
- Spokojnie. Niedługo powinna się obudzić. - uspokajał gruby, męski głos. Na pewno nie należał do Ryana. Musiał być lekarzem. Co on sobie myślał? Przecież z tą dziewczyną nie da się wybrać. Sama nad tym pracuję już dobre kilka lat, lecz z marnym skutkiem. Jedyną osobą, której się słuchała była mama. Posiadała dar przekonywania do swoich racji. Dobrze ją wspominam. Inteligentna, troskliwa, błyskotliwa pani doktor. Kochała dzieci, dlatego została pediatrą. Po kilku latach dała za wygraną, rak ją zniszczył. To paskudztwo siedziało w niej już tyle czasu, a kiedy go odkryto było już za późno. Nie przejęła się tym. Między innymi w ostatnich słowach powiedziała, że dam sobie radę. Jestem taką zaradną dziewczyną. Wątpię w to. Wszystko runęło w gruzach. Straciłam kontrolę. Na początku sama nie umiałam sobie z tym poradzić, a co dopiero miała z tym zrobić czternastolatka? Moją małą ''depresję'' przerwał wtedy Ryan. Pamiętam to jak dziś. Siedziałam za domem. Wyszło słońce, więc postanowiłam wyjść, bo byłam jak wampir. Od dziecka byłam ''biała''. Kiedy się opalałam zawsze stawałam się burakiem. Skóra wtedy strasznie piekła. Nie lubiłam się opalać, z resztą do tej pory za tym nie przepadam. Wracając do historii, rozłożyłam przed sobą koc. Chwilę po tym jak się na nim położyłam, Ryan podszedł do mnie lekko speszony. Próbował coś mówić ale jego kompozycje nie były logiczne. Zirytowana postawą chłopaka przywróciłam go do porządku. Wziąwszy głęboki oddech kleknął przede mną.Z prawej kieszeni czerwonych spodenek wyciągnął malutkie pudełeczko. Wiedziałam już co się święci. Po chwili spytał czy za niego wyjdę. Podniosłam się i odsunęłam jego dłoń od siebie. Nigdy w życiu jeszcze nie widziałam tak smutnych oczu jak jego w tamtym momencie. Tak okropnie zrobiło mi się go żal, że zaczęłam płakać. Biedny nie wiedział co ma zrobić. Inny na jego miejscu już dawno by mnie zostawił samą, ryczącą na środku ogrodu ale nie on. Przytulił mnie i wyszeptał, iż ''zawsze będzie moim przyjacielem, oparciem w trudnych sprawach oraz że mnie nie opuści'' , bo oddał w tej chwili swoje serce w moje ręce. Od tamtego dnia wzięłam się w garść. Zaczęłam życie od nowa.
- To samo było wczoraj. Ukrywa pan coś przed nami?! Mamy prawo wiedzieć!...
- Mała, spokojnie. Zobaczysz, zaraz się obudzi. Może już nawet nas słyszy. - Ryan. Wszędzie poznam tą zrównoważoną, ciepłą, przyjemną barwę. Posiada niesamowity głos, którym czaruje wszystkich. Doradzałam mu nawet kiedyś, żeby poszedł na lekcje śpiewu, lecz wykręcał się brakiem czasu. Mogłam się spodziewać, że przyjdzie. Jeszcze mnie nie zawiódł. Zawsze jest kiedy go potrzebuję. Ogarnęło mnie przygnębienie.Być może liczył na coś w głębi duszy? Za każdym razem się nad tym zastanawiam, gdy jest za blisko. Kocham go jak przyjaciela, a on już tyle czasu zmarnował wzdychając do mnie.
- Twój chłopak ma rację. Bardzo możliwe, że nas słyszy. - Usłyszałam kroki, prawdopodobnie w moją stronę.
Niesamowite...znowu odzyskałam władzę nad wszystkim. Powoli uniosłam powieki przechyliwszy najpierw głowę w bok. Zobaczyłam młodego doktora, nie dałabym mu więcej niż trzydzieści lat, który wbijał igłę w wenflon. Uśmiechnął się łobuzersko, natomiast moja mina nie wyglądała atrakcyjnie. Skrzywiłam się, ponieważ zabolało. Powinnam być do tego przyzwyczajona. Takimi rzeczami zajmują się pielęgniarki. Dziwnie znaleźć się nagle na miejscu pacjenta.
- Angie...- wyszeptał uradowany brunet. Nie zdążyłam nawet przechylić głowy w drugą stronę, a już był przy mnie. Chwycił moją drobną dłoń i przyłożył do ust muskając delikatnie jej wierzch. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Ten drobny gest zrobił na mnie wielkie wrażenie....
Więcej już nie zasłabłam. Dostałam jeszcze kilka kroplówek, a dwa dni potem wypuścili mnie ze szpitala. Okazało się, że to nic poważnego. Travis, czyli mój tutejszy lekarz, kazał mi się nie denerwować i oszczędzać. Myślałam,że zrobię niespodziankę Holly kiedy wpadnę do domu bez zapowiedzi. Niestety to mi się nie udało, bo to oni zrobili niespodziankę mnie. Cała trójka czekała na mnie przed wejściem. Pokręciłam z niedowierzaniem głową spoglądając z góry na ich roześmiane twarze. Zrobili mi tym wielką przyjemność, poczułam się tak jakbym w końcu miała normalną rodzinę. Szkoda, że w domu czekał na mnie niemiły prezent...


~ * ~

Pinger szaleje i nie pozwala mi dodawać całych wpisów. Przez kilka dni nie mogłam nic dodawać. Nie wiem kiedy znowu coś napiszę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Znowu otwieram oczy chociaż chciałabym zamknąć je już na zawsze. Nie chcę wstawać z łóżka, chcę zasnąć i już nigdy nie obudzić się w tym świecie. To bagno, które pochłania mnie z każdym dniem coraz bardziej. Przecież miało być tak pięknie. Ci, którzy mówią, że nie należy planować przyszłości mają rację. Nigdy nie wiadomo co się stanie. Kiedy twoje marzenia stają się powoli rzeczywistością jesteś szczęśliwy, cholernie szczęśliwy, a nie powinieneś. Wtedy najbardziej boli. Ten ból niszczy człowieka od środka kiedy widzi, że jego plany legły w gruzach. W tedy nie ma już nic. Zostaje pustka. Dlatego realiści są najbardziej potrzebni temu światu. Chyba najtrafniej oceniają zaistniałą sytuację. Trzeba przecież jakoś żyć, przetrwać kolejny dzień. Gdybym była całkowitą pesymistką już dawno popełniłabym samobójstwo czy cokolwiek podobnego. Nie mogę sobie przecież na to pozwolić. A bycie optymistką w moim przypadku całkowicie do mnie nie pasuje. Za dużo dostałam w plecy, żeby teraz iść z podniesioną głową i być zadowoloną ze swojego losu. Kto by pomyślał, że dwudziestodwulatka będzie miała takie problemy. Teraz powinna jeszcze spać, a za kilka godzin wstać i leczyć sobotniego kaca. Następnie zjeść jakieś śniadanie i beztrosko znowu ruszyć w miasto. Cóż, to już od dawna mnie nie dotyczy...Właściwie wcale mnie nie dotyczyło. Byłam towarzyska, nawet bardzo ale to minęło. Chyba już dorosłam.
Odwróciłam głowę w bok i spojrzałam na mały, okrągły zegarek stojący na szafce nocnej. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona, bo była już jedenasta. Teraz moje wcześniejsze rozważania zniknęły błyskawicznie, a pojawiły się pytania. Dlaczego Kevin nie płacze? Czy śpi? Czy coś mu się stało? Czemu nie słychać telewizora z salonu? Zostawiając wszystko wyleciałam z pokoju i w samej dosyć krótkiej, ciemnoniebieskiej koszuli nocnej pobiegłam do pokoju dziecka. Cisza. Nikogo tam nie było. Przez moment nie wiedziałam co mam robić, lecz została jeszcze Holly. Otworzyłam drzwi naprzeciwko pokoju brzdąca. Stanęłam jak wryta. Łóżko było pościelone, chociaż rzadko to robiła. Żaluzja odsłonięta, ubrania poukładane, przynajmniej na zewnątrz. Poczułam się tak jakbym pomyliła pokoje. Zeszłam na dół po schodach i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Uśmiechnięta Holly karmiła Kevina. Oparłam się o futrynę i zaczęłam się temu przyglądać krzyżując ręce na piersiach. Wyglądało to dosyć niezdarnie w jej wykonaniu. Zawsze ja się nim zajmowałam. Karmiłam, przewijałam, myłam, chodziłam na spacery, ubierałam, zabawiałam. Kiedy blondynka wstała od krzesła również ogarnęło mnie wielkie zdziwienie. Nie miałam pojęcia, że moja siostra posiada w swojej garderobie takie skromne ubrania. Ciemne rurki i bladoróżowa koszula. Jeszcze więcej elegancji dodawały jej włosy spięte w kok.
- Jesteś głodna? Dla ciebie też coś się znajdzie. - powiedziała roześmianym głosem Holly. Widocznie dopiero zorientowała się,że ją obserwuję.
- Czy ja nie pomyliłam domów? - podeszłam bliżej i usiadłam obok malucha. Chwyciłam za chusteczkę higieniczną po czym wytarłam mu buzię upapraną kaszką. Jak na swój wiek dużo już umiał. Siedział, raczkował, a także już nie wyrywał się tak przy karmieniu.
- Bardzo śmieszne Angie.
- Co zrobiłaś? - w jednej chwili mnie olśniło. Przecież z dnia na dzień nie przechodzi się takiej przemiany. Musiała coś poważnego zrobić i nie chce mi powiedzieć. Zmierzyłam ją wzrokiem od stóp do głów.
- Nic nie zrobiłam. Dlaczego tak myślisz? Chciałam być po prostu miła ale tobie zawsze nic nie pasuje. - Spojrzała na mnie oburzona. Wiedziałam, że coś nie gra. Odwróciła się ode mnie naburmuszona i zaczęła myć brudne naczynia. W tej chwili zrobiło mi się jej trochę żal. Być może w końcu przemyślała pewne kwestie i zmądrzała? Chociaż wtedy nie nazywałaby się Holly. Przewróciłam teatralnie oczami, a w myślach skarciłam siebie za takie myślenie. Przecież to moja siostra. Podobno jest człowiekiem. Oni też popełniają błędy, nawet mnóstwo.
Już chciałam się odezwać kiedy powstrzymał mnie dźwięk dzwonka. Chciałam jakoś załagodzić zaistniałą sytuację. Nie brałam szlafroka, bo to był pewnie Ryan. Nie wstydziłam się przed nim, ponieważ był a nawet jest dla mnie jak brat. Z resztą już nie raz widział mnie w piżamie. Spojrzałam jeszcze raz na uśmiechniętego Kevina, który właśnie bił łyżeczką o stół. Otworzyłam drzwi.
- Cześć Ryan...- nie dokończyłam zdania, bo zabrakło mi słów. W jednej chwili też zaparło mi dech w piersiach. Jednak po krótkim czasie wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam. - Dzień dobry, o co chodzi? - przede mną stało dwóch grubych policjantów. Widać, że byli uzbrojeni. Jeden trzymał teczkę w dłoni. Kilka metrów dalej stał radiowóz. Siedział w nim ktoś jeszcze. Nie zastanawiałam się już dłużej nad tym. Nie mogłam mówić, czułam się tak, jakby coś mi ugrzęzło w gardle. Byłam naiwna, że uwierzyłam w te jej bajeczki o dobroci. Wiedziałam, że coś zrobiła i nie chciała się do tego przyznać.
- Nazywam się komisarz Smitch, a to mój asystent. Czy mieszka tutaj Holly Lautner? Mamy nakaz przeszukania pańskiego domu, ponieważ oto ta osoba jest podejrzana o handel narkotykami. - słysząc kolejne słowa policjantów zrobiło mi się słabo, a potem już tylko ciemno przed oczami i nic dalej nie pamiętam...

~ * ~


Nie wiem kiedy dodam kolejny, akcja jest jeszcze sztywna ale dopiero zaczyna się rozkręcać. Kiedy zobaczyłam tą dziewczyną od razu wiedziałam, że tak wygląda Angie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
- Nie musiałaś wcale po mnie przychodzić. Nikt cię o to nie prosił. - powiedziała jak zwykle naburmuszona Holly. To już kolejny raz w tym miesiącu. Nie zdziwiłabym się, gdyby przy następnym spotkaniu przydzielili nam kuratora. Nie mam już sił do tej dziewczyny. Ma szesnaście lat, a przeżyła więcej niż jakikolwiek dorosły. W sumie ja też nie mam lekko. Dobrze, że mama miała znajomych w policji. Za każdym razem kiedy po nią przychodzę na izbę wytrzeźwień bez słowa oddają mi ją patrząc tylko ze smutkiem w oczach. Nadal nie mogę uwierzyć, że zostałam z tym sama. Przecież jeszcze 3 lata temu było normalnie. Pamiętam te wspólne święta, zakupy, wycieczki, wyjścia do kina, spacery. Teraz to już tylko wspomnienia. Szkoda, że to już nigdy nie wróci. Teraz została nas tylko trójka. Ja, Holly i mały Kevin...jej syn. Zaszła w ciążę trzy miesiące po śmierci mamy. To był szok dla tak młodej dziewczyny. Wpadła w nałogi, zaczęły się imprezy, zaniedbała szkołę i do tego ciąża. Myślałam,że przez to się coś zmieni, lecz moje nadzieje były bardzo złudne. Wszystko spadło na moją głowę. Musiałam przerwać studia chociaż zostały mi już tylko dwa lata. Los chciał inaczej. Znalazłam w miarę dobrą pracę, nie zarabiam wiele ale starcza nam na godne życie. Z zamyślenia wyrwał mnie zapach papierosa. Od razu spojrzałam na Holly. Wyrwałam jej go z dłoni i rzuciłam na ziemię depcząc czubkiem buta. Reakcja była natychmiastowa. Zaczęła krzyczeć na całą ulicę.
- Teraz ty się zamknij. Nigdzie już nie wyjdziesz. Już ja o to zadbam. Zobaczysz. - powiedziałam mocniej ściskając jej nadgarstek, a kiedy przeszłyśmy na drugą stronę ulicy szarpnęłam ją dosyć mocno za sobą. Usłyszałam ciche syknięcie za plecami.
- I co? Znowu Ryan będzie mnie pilnował? - zaśmiała się kpiąco. Kolejny raz musiała mi przypominać o tej sytuacji. Ryan jest przyjacielem rodziny. Chociaż podkoc***e się we mnie już od dłuższego czasu. Nie odpowiadałam na jego zaloty, bo nie potrzebuję kolejnego problemu. Wracając do tamtego zdarzenia, Holly upiła go i uciekła z domu na jakąś imprezę. Wtedy akurat miałam nocną zmianę. Takie życie pielęgniarki.
- Nie sama o to zadbam...


~ * ~



Tak wyobrażam sobie Holly.
  • awatar julietka: bardzo mi się podoba to opowiadanie zaraz czytam 1 część :) mogłabyś wydać taką książkę ciekawy pomysł i fajnie piszesz lekko i wciąga :)
  • awatar Misiakowa. ♥_♥: czekam na dalszą część :)
  • awatar Gold thought.: @Spełniona miłość -prawdziwa miłość ... ♥: Tak, Holly zaszła w ciążę kiedy miała 14 lat. Urodziła kiedy miała 15, a teraz ma skończone szesnaście więc jej dziecko ma już roczek. Wyjaśniłam tak dla jasności. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Chyba zacznę znowu pisać. Na razie jeszcze nic konkretnego nie wymyśliłam ale chcę do tego wrócić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Siedem lat później . Gdzieś W Londynie .


- Widziałeś może Andy ? - spytałam zmartwiona . Było to żywiołowe dziecko . Wszędzie musiała zajrzeć . Jest taka sama jak jej babcia . Ciągle muszę się o nią martwić . Jej przeciwieństwem jest Ron . Grzeczniejszego chłopczyka w życiu nie widziałam na oczy . Czasami nawet uczę się więcej od niego niż on ode mnie .
- Nie . Może znowu poszła na łąkę . - mruknął głos spod gazety . - Wiesz , że znowu chcą podwyższyć podatki ?
- Co mnie obchodzą podatki skoro dziecko zginęło ?! - błądziłam po domu jak opętana .
- Nic się jej nie stanie . Umie sobie poradzić . - machnął ręką . Jego ignoracja i brak wyobraźni doprowadzały mnie do szału .
- Dłużej tego nie wytrzymam . Jest wieczór i zaraz zrobi się całkowicie ciemno . Idę jej szukać . - zabrałam chustę z krzesła i narzuciłam ją sobie na plecy . Na podwórku nie zostało ani jednego śladu po mojej córce . Kiedyś za to oberwie . Układałam sobie już kary w głowie lecz poczułam jak małe rączki oplatają moje nogi . Zza mojej szerokiej i długiej spódnicy wyłoniły się blond loczki .
- To dla Ciebie mamusiu . - Andy wręczyła mi mały bukiecik kwiatów. Groźna mina zeszła mi z twarzy i przytuliłam dziewczynkę do siebie .
- No i zguba się znalazła . - zaśmiał się Philip trzymając Rona na rękach . Następnie kląknął obok nas i objął mnie ramieniem .
- Obiecaj mi , że nigdy się nie zmienimy Blair .
- Nigdy...



Koniec .




Witajcie !
Właśnie po 77 dniach skończyłam pisać to opowiadanie . Chyba nie znajdę odpowiednich słów aby podziękować wszystkim którzy je czytali . Gratuluję wam odwagi , że postanowiliście przeczytać moje wypociny. : O
W pierwszej kolejności chciałabym oficjalnie podziękować Marlenie , która była tu już od początku i truła mi codziennie , żebym dodawała nowy rozdział.Musisz mi wybaczyć , ale nie napiszę Ci podziękowań na pół tego opowiadania . XD
W dalszej kolejności chcę wyróżnić :
- Duszyczka ,
- Rap_po_godzinach. ,
- trololo ,
- Anetta. ♥ ,
Wam też dziękuję , że zdobyłyście się na odwagę, żeby powiedzieć co myślicie o tym opowiadaniu.< 3

Do zobaczenia kiedyś . : )
  • awatar Anetta. ♥: Mi osobiście błędy nie przeszkadzają , jeżeli mogę się wtrącić do tej jakże interesującej wymiany zdań . ;D
  • awatar Gość: @WHERESYOURGODNOW: Z interpunkcją zawsze miałam problemy . Z ortografią trochę mniej . Szczerze to nie chce mi się sprawdzać błędów , bo nie piszę tego na jakiś konkurs tylko dla przyjemności . Nie jest to jakieś wybitne ale niektórym się to widocznie podoba i nie zwracają uwagi na błędy . Jeśli sama jakiś zauważę to od razu go poprawiam , a po za tym przeglądarka nie podkreśla mi błędów i nie mam tymczasowo worda . Dzięki za radę . ( ;
  • awatar Gość: Co mi się nie podoba? Interpunkcja, ortografia i kompozycja. Nie unoszę się. Wyrażam tylko swoje zdanie, a zwykłam wypowiadać się dosyć energicznie. Mam tylko taką małą radę: poczytaj o zasadach pisania i sprawdzaj słowa dwa razy, zanim ich użyjesz. I pisz dalej, bo praktyka czyni mistrza. Powodzenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Trzy lata później .


Grace , odsuń się ! - w kuchni panował haos . Ciągle jakieś krzyki i wrzaski . W sumie to nie powinno być nic dziwnego , bo to normale w wigilię . Ciotki gotowały , a babcia ciągle nimi dyrygowała . Kto by się nie zdenerwował , gdyby miał siedemdziesiąt cztery głowy do wykarmienia ? Tak , właśnie tyle .
W ciągu ostatnich lat wiele tu się pozmieniało . W moim życiu . Po tym jak dom został pusty i Sophie ze swoją załogą nie miały co w nim już kompletnie robić spotkałam się z nimi i z resztą rodziny , aby omówić pewne sprawy . Nie mieszkałam w nim , bo przeprowadziłam się na stałe do Arkansas...Ale o tym później . Żeby zrobić jakiś urzytek z domu , który i tak nikt nie zamieszkiwał i , żeby dziewczyny nie musiały się wyprowadzać oddałam go dla fundacji , którą prowadziła moja mama . Zatem mogłam w nim mieszkać ja i te wszystkie dzieci też .
Ile one wprowadziły tu radości . To było niesamowite . Było to chyba najlepsze co zrobiłam .
Zdałam maturę , właśnie jestem na ostatnim roku studiów. Również przyspieszonych . Zdaję na medycynę . Chcę być chirurgiem . Wszystko układa się w końcu tak jak powinno . Nadal jestem z Philipem . On niedługo też zakończy studia . Zostały mu dwa lata . Chce być kardiologiem . Poszedł w moje ślady . Też medycyna .Plaujemy wyprowadzić się od jego dziadków . Może do Europy . Tam gdzie będziemy mieć swoje prawdziwe miejsce .
- Carrie nie bij Fina ! - wrzasnęła Sophie .
Ona też miała dużo na głowie . Chyba najwięcej ze mną. Po tej operacji troszczyła się o mnie jeszcze bardziej . Nawet zrezygnowała z kierowania domu i pojechała ze mną do państwa Colins . Wszystko dobrze się skończyło . Przeszczep się udał . Nawet ja jestem zadowolona . Pewnie gdybym tego nie zrobiła żałowałabym do końca życia . Mogę robić teraz o wiele więcej rzeczy . Cieszy mnie to bardzo . Nawet już dobrze pływam .
- Siadajcie już do stło no ! - zaczęła wołać Karen .
W salonie ustawiono dwa stoły . Dla dzieci i dla reszty . Odmówiliśmy modlitwę , podzieliliśmy się opłatkiem i zabraliśmy się do jedzenia . Potem oczywiście były prezenty . Dzieciaki cieszyły się jak szalone . Osobiście dostałam wiele rzeczy lecz najważniejszy prezent był chyba od Philipa . Podarował mi bilet. Bilet na Hawaje . Był zarezerwowany na dwudziestego szóstego marca . Czyli za trzy miesiące . Czemu tak późno ? Nie wiedziałam .
- Proszę o uwagę . - poprosił Philip . - W ten wyjątkowy wieczór chcę wam coś powiedzieć . Nie sądziłem , że mógłbym się tu kiedy kolwiek znaleźć , lecz jestem tu razem z wami i moją ukochaną dziewczyną . - podszedł bliżej mnie i zatrzymał się metr przede mną - A więc przejdę od razu do sedna . - klęknął . Byłam w szoku . Wokoło słychać było piski .
- Blair Sophio Benett czy chciałabyś zostać moją żoną i spędzić swoje życie razem ze mną aż do końca naszych dni ? - spojrzał na mnie , a po chwili wyciągnął pierścionek z marynarki .
Nie wiedziałam co powiedzieć . Do tego przy tym tłumie trudno było mi się skupić . Zaczęło mi brakować powietrza , serce szybciej biło . Całe moje życie pojawiło mi się przed oczami i dotarło do mnie , że to nie ten czas. Lepiej powiedzieć mu to teraz niż miałby marnować się dalej ze mną u boku .Nie byłam gotowa . Bałam się tego lecz go kochałam. Może i całowaliśmy się i spaliśmy ze sobą ale tak na prawdę nie wiedziałem czy chcę być z nim na zawsze . Trzeba było zachować zimną krew .
- Philip nie... - pokręciłam przecząco głową , wstałam i uciekłam . Zepsułam im święta . Zepsułam wszystko ale nie mogłam robić nic wbrew sobie . Bez protezy uciekało się o wiele szybciej i sprawniej . Zauważyłam , że często uciekam . Nie umiem stawiać czoła tak jak inni . Wolę uciec i nic nie pamiętać . Schowałam się w domku . Wydawało mi się , że chyba nikt tu nie zaglądał , że wszystko jest poukładane tak jak ostatnio .
- Mogę ? - na ton jego głosu przeszedł po mnie dreszcz . Co miałby mi do powiedzenia ?
- Przepraszam . - wyjąkałam nadal stojąc tyłem do niego .
- Nie sądziłem , że możesz się zgodzić ale miałem małą nadzieję , że jednak...Przyniosłem Ci coś .
- Skoro wiedziałeś to po co pytałeś ? I niby co ? - odwróciłam się .
- Nie wybaczyłbym sobie jeśli bym nie zapytał . Zbyt mocno Cię kocham . List . - podał mi starannie zaklejoną kopertę z moim imieniem . Nic nie mówiłam , więc wyjaśnił mi dlaczego mi go daje .
- Jest od Lewisa . Kazał mi ci go dać , gdyby coś miało się stać . - mruknął i odszedł . Byłam sama . Zawachałam się . Nie wiedziałam czy chcę wiedzieć co tam jest , a jednak go otworzyłam .


Kochana Blair .
Jeśli to czytasz to znaczy , że coś się stało . Tak ciężko mi o tym pisać . Chciałbym , żeby to nigdy się nie stało , to co musiało się stać . Bardzo mnie to boli . Nawet nie wiesz jaki błąd popełniliśmy . Nie umiem zapomnieć tego , że Cię kocham , a jednak powinniśmy to zrobić. Zapomnieć o naszej miłości . Kilka dni temu dowiedziałem się, że jesteśmy...Rodzeństwem...Wiem dla mnie też to jest szokujące . Nie miałem innego wyjścia niż odejście z tego świata . Życie bez Ciebie nie istnieje . Musisz mi to wybaczyć . Zrobiłem to , żeby oszczędzić Ci rozczarowania . Przez przypadek podsłuchałem Richarda jak rozmawiał z moją matką . Potwierdziło się wszystko co miało . Nie było nam dane być razem. Proszę żyj tak jak żyłaś wcześniej . Nie rób nic głupiego , bo to i tak nic nie da .
Kocham Cie najmocniej na świecie .
Lewis .


...Ponownie pustka . Nic . Wszystko nagle stało się nie ważne . Nic nie znaczyło . Przeczytałam list jeszcze siedem razy i za każdym razem pisało w nim to samo . Rzuciłam kartkę w kąt . Położyłam się na podłogę i odpłynęłam . (...)



Rok później .

Dwudziestopięciolatka szła stosunkowo szybko przez dworzec kolejowy . Jej blada twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wyglądała jakby była z kamienia . Rude włosy miała spięte w kok . Czarny żakiet był dopasowany do jej szczupłej figury . Do tego czarna spódniczka przed kolano i czarne szpilki dodawały elegancji kobiecie . W ręce trzymała rączkę od walizki . Widocznie się spieszyła . Ta kobieta to ja . Zgorzkniała , wredna , opryskliwa , irytująca ja . Nic z dawnej mnie nie zostało . Nawet imię i nazwisko . Teraz nazywam się Carmen Stewart , a raczej doktor Carmen Stewart . Blair umarła dwudziestego czwartego grudnia w dwatysiące piętnastym roku .
- Przepraszam . - ktoś szturchnął mnie ramieniem . Nie zwróciłam na to uwagi . Szłam dalej . -Poczekaj ! Blair ? - na dźwięk mojego dawnego imienia zrobiło mi się nie dobrze . Od razu przypomniała mi się ta marna postać jaką kiedyś byłam . Teraz to całkowicie się zmieniło . Jak ktoś mógł mnie poznać . Przecież zmieniłam w sobie wszystko. Stanęłam aby przyjżeć się bliżej tej osobie .
- Blair to ty ?! - przedemną stanął zdziwony Philip razem z jakąś dziewczyną u boku . Widocznie szybko się pocieszył . Stałam nie wzruszona . Kiwnęłam tylko głową , żeby się odczepił .
- Ale się zmieniłaś . Miło mi Cię zobaczyć . -przytulił mnie lekko do siebie . Był cały czas uśmiechnięty , a ja potakiwałam tylko . - Co robiłaś przez ten cały czas ? Mam wrażenie jakbyśmy się lata nie widzieli .
- Teraz nie nazywam się Blair . Jestem Carmen Stewart . - sprostowałam . - Pracuję w szpitalu jako chirurg . A teraz...
- Pewnie jedziesz do męża ? - zaśmiał się wesoło .
- Nie . Jestem sama . Jadnę odnaleźć biologiczną matkę . - westchnęłam . Wtedy na mojej twarzy pojawiły się jakieś emocje , a mianowicie smutek .
- Przepraszam . Dlaczego zmieniłaś imię ? - spojrzał na mnie zaintrygowany .
- Nie chciałam wracać do przeszłości. Nie chcę , żeby kojarzono mnie z tą dawną 'osobą' . - powiedziałam ze wstrętem . - Chcę zapomnieć o tamtym okresie życia raz na zawsze . A ty co tu robisz ? - spytałam , aby wymigać się od dalszych pytań .
- Przyjechaliśmy , bo Scarlet zdaje egzaminy w Nowym Jorku . Pamiętasz ją ? Mówiłem ci o niej kiedyś . To niesamowita historia. Wtedy , gdy zostawiłem ci ten list pojechałem od razu na dworzec i spotkaliśmy się . Od tego się zaczęło , a teraz znouw jesteśmy razem . Zawsze zastanawiało mnie co było napisane w tym liście .
- Byliśmy rodzeństwem . - już raz na zawsze ucięłam ten tamet . Widać było , że się zmieszał .
- Wybacz , nie wiedziałem . Wiesz dzwoniłem do ciebie kilka razy potem , bo podobno coś dziwnego się z tobą działo . Niby znowu to co wcześniej wiesz . - zaczął się tłumaczyć .
- Wiem . Nie trzeba było . Umiem sobie sama poradzić . Wybaczcie teraz spieszę się na pociąg . - odeszłam jak najszybciej od nich .
Człowiek jest taki beznadziejny . Nie umie pozbyć się wspomnień , których nie chce , a one niepotrzebnie wracają , gdy się o nich mówi .Poczułam jak ktoś szarpie mnie za rękę .
- Kochałaś mnie kiedykolwiek ? - to był Philip . Sam , bez Scarlet . Patrzył na mnie tak jak wtedy , gdy mówiłam mu o śmierci rodziców . Po tej imprezie . Mówił serio . Więc też musiałam mu to powiedzieć .
- Nigdy nie przestałam cię kochać...


...





Cześć . : d
W końcu go napisałam . Cieszę się . Ale nie wszystko mi się podoba , bo połowę zmieniłam . Jeszcze na początku miałam ją zabić ale chyba to nie ten czas . Dodam , że powstanie jeszcze epitolog , więc to jeszcze nie do końca koniec dziewczynki .
Mam do was prośbę, czy wszyscy czytelnicy mogli by się ujawnić pod tym rozdziałem ? Chcę wam wszystkim podziękować jeśli dla was to nie problem .
  • awatar Gość: Świetne. ;d
  • awatar MrsTosziko: Ach, cudowne. :) .
  • awatar Gość: Świetny rozdział, myślałam, że będzie troszkę inny, ale i tak mi się podobał. Mam nadzieję, że wraz z tym opowiadaniem nie skończysz w ogóle pisać i będę nadal czytała Twoje opowiadania. :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Philipie...Ja dłużej nie wytrzymam . - wyjąkałam wbijając paznokcie w jego ręce .
- Przepraszam cię . - powiedział po chwili .
- Za co ?
- Za to , że pojawiłem się w twoim życiu , za to , że wycierpiałaś przeze mnie,a to ,że musiałaś poznać kogoś takiego jak ja...-przerwałam mu , bo nie mogłam dłużej słuchać takich bredni . Stanęłam przed nim i popatrzyłam mu w oczy .
- Dlaczego tak sądzisz ? Wiesz co ? Przez te ostatnie trzy miesiące byłam naprawdę szczęśliwa . Nawet nie miałam czasu na smutek , a co dopiero na planowanie kolejnego samobójstwa . Jeśli nie zauważyłeś tego to znaczy , że przez cały ten czas nic o mnie nie wiedziałeś . Nawet nie wiem czy naprawdę kochałeś.
- Robiłem wszystko , żeby cię nie stracić , a teraz mówisz , że cię nie kochałem ? Wyjeżdżasz bez słowa ? Bez wyjaśnienia ? Bez pożegnania ? Przeze mnie ?- chwycił moje dłonie i przytknął je do swego serca .
- Nie zauważasz tego , że ja cię kocham . Nie chciałam , żebyś mnie dziś spotkał i to nie przez ciebie .
- Nadal ciężko mi w to uwierzyć. Czemu ? - zmierzył mnie wzrokiem .
- Myślisz , że kaleka nie umie kochać tak ? Przestań . Prędzej czy później i tak będziemy musieli to wyjaśnić . Teraz jest na to czas. - westchnęłam .
- Blair , nie mów tak . Wiesz , że to nie prawda . - spuścił głowę w dół . - Wrócisz ?
- Sama już nie wiem co jest prawdą . Nie mam pojęcia . Philip... - byłam już na skraju wytrzymałości . - Nie kłóćmy się już...Proszę . - cała się trzęsłam .
- Dobrze . - przytaknął . Nigdy mnie jeszcze nie widział w takim stanie . Wzięłam koleny głęboki oddech .
- Usiądź . - wskazałam mu krzesło przy toaletce . Sama poszłam po wodę utlenioną i bandarze .
Bez słowa zaczęłam wycierać mu jego rany na twarzy . Co on znowu zrobił ? Nie miałam siły nawet zapytać . Ciągle przed oczami miałam minę Sarah i jej słowa . Bolało coraz bardziej .
- Przepraszam . - odezwał się .
- Za co znowu ? - zmarszczyłam czoło .
- Za wczoraj . Nie sądziłem , że przyjdziesz . Harry powiedział mi , że dzwoniłaś i nie przyjdziesz . I chcę cię przeprosić za tą dwuznaczną sytuację . To znaczy wiesz . Nie zdradziłem Cię jeśli myślisz inaczej . Jasmine i Ashley mogą to potwierdzić , były ze mną cały czas . Potem przyszła Chelsea . Jak odchodziłaś to od razu poszedłem za tobą . Chciałem to wyjaśnić ale cię nie znalazłem . Szukałem Cię całą noc . Nigdzie Cię nie było , a rano gdy już nie miałem pojęcia gdzie możesz być poszedłem do Harry'ego . Siedział przy stole w kuchni . Przywaliłem mu , on mi i na małej wymianie ciosów się skończyło , lecz teraz będzie dobrze . Wiesz co on mi powiedział ? Że zrobił to , bo mu się podobasz ale dopóki będziemy razem wstrzyma ogień . Wybaczyłem mu...Chyba nie masz mi tego za złe ? - przez ten czas wcale się nie odzywałam . Byłam skupiona na jego delikatnych rysach twarzy . Jego perfekcyja twarz była teraz posiniaczona . Nie odpowiedziałam . Nie chciałam . Nawet nie umiałam się nad tym skupić . Cała ta sprawa stała się mało znacząca w tej chwili .
- Też przepraszam za to , że go pocałowałam . Sam się dobierał do mnie przez cały wieczór , więc dałam mu tylko tego czego chciał, dzięki tobie . - wymamrotałam .
- Jak to cały wieczór ?
- Po prostu .
- A więc podobało Ci się tak ?! - wrzasnął . Teraz się zirytowałam .
- Siedziałeś sobie z panienkami cały wieczór , a ja byłam wtedy z Harry'm , który wolał moje towarzystwo niż kogoś innego . Dobrze się bawiliśmy i zaczął się zapominać wtedy chciałam wyjść i powiedział , że nie odmówiłeś jakiejś dziewczynie i potem zaprowadził mnie do ciebie . Oboje byliśmy zadowoleni . On z tego , że go pocałowałam , ja z tego , że w końcu zwróciłeś na mnie uwagę . Zadowolony ? Streściłam ci to dokładnie . Teraz nie osądzaj mnie ,bo nie jesteś święty . - rzuciłam wacik na stolik .
Ktoś zapukał do drzwi . Chwilę potem weszła Courtney . Powiedziała , że lot się przesunął o godzinę wcześniej . Musimy już wychodzić. Obdarzyła mnie tym swoim jednym z współczujących spojrzeń . Jakby wiedziała co się stało . Ruszyłam w stronę drzwi .
- Nadal nie powiedziałaś mi dlaczego wyjeżdżasz . - zauważył Philip dość ostrym głosem .
- Chcesz wiedzieć ? Proszę bardzo . Jadę na pogrzeb rodziców . Zadowolony ?! On zabił moją matkę , bo ułożyła sobie życie z kimś innym. Zazdrość znowu zarządziła . Potem zabił siebie . - wydusiłam to z siebie . Znowu wybuchłam . Rzuciłam wazonem w ścianę . Następnie kopęłam szafkę . Nie miałam nic więcej pod ręką więc oparłam się o ścianę i zsunęłam się w dół .
- Blair ?! - Philip podbiegł do mnie . Zrobiło mi się ciemno przed oczami . Więcej nie pamiętam.
Podobno obudziłam się po dziesięciu minutach . Chcieli dzwonić już po karetkę ale ciągle mieli nadzieję , że obudzę się , a więc tak się stało . Leżałam na swoim łóżku przykryta cieńkim , jasnym kocem . Wokoło mnie stali wszyscy domownicy . Onieśmieliło mnie to trochę ale przeżyłam .. Nikt nic nie chciał powiedzieć . Chyba czekali na mnie , więc to ja musiałam przejąć inicjatywę . Podniosłam się i chciałam wstać ale Courtney mnie zatrzymała .
- Nie , to już czas . - próbowałam się trzymać aby nie rozkleić się w którejś chwili . Odtrąciłam rękę kobiety i wstałam kierując się w stronę drzwi . Odprowadzili mnie wzrokiem . Czułam to . Za mną usłyszałam kroki reszty . Zauważyłam , że walizki były już na dole . Chwyciłam swoją i ruszyłam przed dom . Trzeba było się jeszcze pożegnać . To było przykre. Arnold poszedł do garażu aby wyprowadzić samochód . Wszyscy byli przybici .
- Skarbie...-to były ostatnie słowa Courtney , bo zaczęła płakać i mocno przytuliła się do mnie . Odwzajemniłam jej uścisk . Nie chciałam stąd wyjeżdżać ale mówi się trudno i żyje się dalej . Pewnie to dziwne słowa słyszane od osoby , która chciała się zabić . Uśmiechnęłam się mimowolnie .
- Będzie dobrze Courtney . - poklepałam kobietę po plecach , a ona również się uśmiechnęła i poszła do Sarah . Zdziwiło mnie ogromnie, że pośród nich nie ma Philipa . Może miał już dosyć ?
To był już ten czas . Walizki spakowane . Samolot już nie długo miał przylecieć . Westchnęłam .
Wsiedliśmy do samochodu . Niestety Court nie chciała jechać i została . Oparłam się głową o szybę i ruszyliśmy . Musiałam porzegnać się z tym domem . Szkoda , polubiłam go , nawet bardzo .
Czas wolno leciał . Droga wlokła się i wlokła . Do tego lot się opuźnił się o godzinę . Czekanie było okropne . Jednak doczekałyśmy się samolotu . Spojrzałam na telefon . Nic, ani jednej wiadomości . Więc wszystko jasne . (...)
Pilot ogłosił , że za piętnaście minut będziemy na miejscu . Żołądek podszedł mi do gardła . Nie czułam stresu związanego z przyjazdem ale teraz mi się udzielił . Wszystko zaczęłam czuć na nowo . Nie byłam jeszcze gotowa na to , a raczej nigdy nie będę . Raz kozie śmierć . Sarah widocznie wyczuła moje zdenerwowanie . Zdziwiło mnie to , bo nie uważałam jej za zbyt bystrą .
- Damy radę . - poklepała mnie po kolanie . Nie mogłam tego słuchać . Jak mogło być wszystko dobrze ? Była to prosta dziewczyna i raczej nie mogła odgadnąć moich myśli . Ciekawe czy ktoś mógłby . Swoją drogą to nawet interesujące . To znaczy ile osób przeżyłoby w mojej chorej wyobraźni .
- Damy . - odpowiedziałam jej , żeby nie martwiła się tak bardzo jak ja . Byłam kłębkiem nerwów. (...)
Sophie czekała przed lotniskiem . Uściskałam ją najmocniej jak umiem . Wtedy też zaczęłam płakać . W jej ramionach czułam się bezpieczna . Wiedziałam , że nie może zrobić mi krzywdy. W tym czasie nasze bagaże znalazły się w taksówce , a potem wsiadłyśmy . Tego mi było trzeba . Od razu poczułam się lepiej . Uwolniłam z siebie emocje .
W domu coś się zmieniło , tylko nie wiem co . Zaczęliśmy się witać , ściskać i całować . Na chwilę pomogło zapomnieć ale tylko chwilę . Rozejrzałam się po domu . Musiałam się jeszcze przebrać . Była dopiero siódma rano , a ja czułam się tak jak przed siódmą wieczorem . Chciałam się położyć i spać cały dzień . Wykańcza mnie to . Pogrzeb miał zacząć się o czternastej po południu. Niestety i tak się położyłam , bo zmusiła mnie do tego rudowałosa . Oh ta Sophie . Zawsze robi to co chce ale za to ją kocham .
Zasnęłam bez problemu . Problem był po obudzeniu . Do wszystkiego została godzina , a mnie obudzono dopiero teraz . Musiałam wszystko robić w biegu . Jednak wyrobiliśmy się z czasem . Zapakowaliśmy się wszyscy do trzech taksówek i pojechaliśmy na miejsce .
Na początku myślałam , że pomyliłam miejsca ale jednak to było to . Wokoło było pełno ludzi z kwiatami , zniczami lub bez niczego . Kilkoro z nich , gdy mnie zobaczyło złożyło mi kondolencje . Poczułam się dziwnie . Nie chciałam tego . Chciałam , żeby oni żyli . Było tak jak dawniej . Nie było tych głupich problemów .
- Blair . - usłyszałam z tłumu poraz kolejny moje imię lecz tym razem się zatrzymałam . Zamurowalo mnie . Czyżby to oni ? Odwróciłam się i zobaczyłam siódemkę najbliższych przyjaciłół jakich zyskałam w Arkansas, a mianowicie Courtney , Arnolda , Harry'ego , Jasmine , Ashley , Chelsea i Philipa . Spotkaliśmy się wzrokiem . Niestety , żadne z nas nie zrobiło nic więcej .
- Blair . - kolejne głosy . Tym razem też znajome . Odwróciłam się . Za mną stała Rosalie , Lucas , Emily i Travis...Ale był taki inny odkąd go ostatnio widziałam . Widać , że wiele przeszedł . Mówiła o tym jego twarz . Uściskaliśmy się . Zauważyłam jeszcze ciotkę i wujka Lily i Edwarda , potem siostrę mamy Kelsi i dwóch braci ojca z żonami . Colina z Marią i Nicolasa z Naomi . Na końcu spotkałam się z babcią Grace .
Moje cudowne urodziny zamieniły się w koszmar . Musiałam to wytrzymać przynajmniej dla tych osób , które przy mnie były i nie zostawiły mnie . Uroczystość była piękna jak na swój ponury nastrój . Nie miałam siły na nic patrzeć . Pamiętam wszystko jak przez mgłę , bo ciągle miałam zaszklone oczy . (...)
Nadszedł upragniony wieczór . Musiałam ustalić z przybyszami jak to dalej będzie . Colin z Marią i Lily z Edwardem od razu wyjechali . W końcu mają małe dzieci. Nicolas z Naomi i babcia Grace zostali na noc . I została jeszcze sprawa rodziny Philipa i naszych znajomych . Nie chcieli zawrcać nam głowy ale i tak ich zmusiłam , żeby zostali . Nie mogłam się nimi zająć , więc poprosiłam Sophie i jej załogę , żeby pokazali im dom . Pewnie się ucieszą , bo wycieczka byłaby długa . Sama zaszyłam się w swojej sypialni .
Tym razem nie mogłam usnąć . Te wszystkie wydarzenia krążyły mi w głowie . Nie minęło chyba nawet pół godziny , a już ktoś zapukał do drzwi .
- Proszę . - wydukałam . Wszedł Philip . Usiadł na skraju łóżka i złapał mnie za rękę .
- Nie przeszkadzam ?
- Nigdy nie będziesz przeszkadzać . Połóż się obok mnie .
Zrobił tak jak mu kazałam . Od razu wtuliłam się w jego tors . Był tak przyjemnie ciepły . Nie liczyłam już nawet minut . Czas nie obchodził mnie w tej chwili . Wazny był on i te chwile spędzone z nim...


C.D.N.




Hej . : >
Rozdział miał być jutro ale Marlena męczyła mnie o niego i dodałam . Dlatego jest taki kiczowaty . XD
Wszystko jej wina .
Tylko moje są błedy ort. , wybaczcie nie chce mi się ich sprawdzać . O__O
Do następnego . Chyba ostatniego . Za tydzień . Baj . : - *
  • awatar Gość: Nie jest kiczowaty, mi się podoba, ale tyle tych imion i ludzi się pojawiło, że się już całkiem pogubiłam. XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Trzy miesiące później .


Z czasem dziadkowie Philipa zaakceptowali nas jako parę . Szczególnie zadowolony był Arnold , bo chyba ucieszył się , że jego wnuczek nie jest gwałcicielem tylko uwodzicielem . Ale zdanie ludzi na temat mojego związku najmniej się liczyło .
Miałam wyrzuty sumienia , ponieważ od trzech miesięcy nie kontaktowałam się z mamą . Nie dzwoniłam , czekałam na nią . Czyżby już o mnie zapomniała ? A może coś się stało ?Nawet Sophie nie zadzwoniła od tamtego czasu ani razu . Rozmawiałam o tym już z Sarah i Philipem ale oboje stwierdzili , że pewnie nie mają czasu . Nie uspokoiła mnie ta odpowiedź . Do tego Philip wcyciągnął mnie na imprezę do Harry'ego . Był to jeden z jego najlepszych przyjaciół i nie mogłam mu odmówić lecz miałam ochoty na zabawę ani na wyjśćie . Wiem , że za każdym razem , gdy ktoś do mnie podejdzie będę musiała udwać zadowoloną . Okropne . Dlaczego nie mógł zrobić tej domówki kiedy idziej ? Przecież jego rodziców ciągle nie ma w domu, a z niego typ imprezowicza . Właściwie zawsze jak go widziałam tryskał pozywywną energią i pozytywizmem . Nie dziwię się , że Philip się z nim zaprzyjaźnił , bo też jest podobnym wesołkiem ale dziwni mnie fakt , że dołączyły do nich Jasmine i Ashley . Dwie rozsądne , spokojne , a kto by pomoślał umieją bawić się lepiej od chłopaków .
W ostatnim czasie poznałam wielu przyjaciół , kolegów , znajomych mojego chłopaka . Kto by pomyślał , że zaakceptują taką osobę jak ja . W końcu nie jestem taka jak oni i nigdy już nie będę .
Wybiła dziewiętnasta . Westchnęłam przed lustrem i ostatni raz nałożyłam puder . Następnie wstałam i więłam brązową kurtkę ze skóry . Nałożyłam na siebie i wyszłam. Nic dziś nie było takie jak trzeba . Nie mogłam znaleźć butów , więc złapałam czarne trampki . Przynajmniej pasowały do czarnych , obcisłych jesnów i bluzki z cekinami . Uprzedziłam domowników , że już wychodzę , a przed bramką czekała na mnie Chelsea .
- Cześć gwiazdko . - obdarzyła mnie promiennym uśmeichem .
- Cześć . - uniosłam tylko lekko kąciki ust do góy . Nie miałam specjalnie nastroju , żeby się uśmiechać .
- Stało się coś ? - momentalnie posmutniała .
- Nie tylko , nie chce mi sie tam iść .
- To po co idziesz ?
- Dla Philipa . To dla niego ważne .
- Twoje zdanie się już nie liczy ?
- Przecież korona mi z głowy nie spadnie jeśli zrobię chodź raz co on chce . - westchnęłam .
Na tym skończyłyśmy . Resztę drogi przebyłyśmy w milczeniu . Do Harry'ego miałyśmy kilometr , bo mieszkał w za tą wsią . Nie było to takie pokaźne miasto jak Litte Rock , ale też miało swój urok .
Z daleka było już słychać głośną muzykę , a podchodząc bliżej można było stwierdzić , że pali się ognisko.
Ciężko mi było w to uwierzyć , że nikt nie skarży się na hałas . W prawdzie była to końcówka miasta ale było kilka domów obok. Ten się wyróżniał . Widać , że właściciele byli bogaci . W sumie Harry nosił markowe ciuchy ale zbyt się nimi nie wyróżniał . Nie lubiał sie wywyższać , lecz luksusy mu nie przeszkadzały .
- Zapowiada się fajna zabawa . Może się rozluźnisz . - Chelsea przerwała ciszę .
- Może . - nie byłam tego pewna ale weszłyśmy do środka .
Kilka loków wypadło mi ze spinki , bo miałam spięte je prawie , że na czóbku głowy . Odgarnęłam je ze ucho . Wokoło było pełno ludzi . Poczułam się onieśmielona . Połowy z nich nie znałam , a raczej znałam tylko nielicznych . Chłopaków nigdzie nie było widać i nawet Chelsea zniknęła mi z oczu .
Podeszłam do barku . Był tam barman . No proszę fundnął sobie nawet barmana . Poprosiłam go o drinka . Był to chyba najgorszy alkogol jaki w życiu piłam ale on miał szczęście , bo był ładny i nawet młody . Zamieniłam to na piwo . Po kilku minutach rozmowy przyznał się , że nie ma pojęcia o mieszaniu trunków . Poczułam ręce na moich oczach .
- Cześć skarbie . - usłyszałam szept chłopaka . Chyba był jakiś wstawiony , bo nie rozpoznałam głosu . Odwróciłam się i ujrzałam Harry'ego .
- Cześć...- skrzywiła się lekko . - Gdzie Philip ? - przeszłam od razu do rzeczy .
- Nie cieszysz się , że ja tu jestem ? Lepiej powiedz jak się bawisz ? - położył rękę na moim prawym udzie .
- Gdzie jest Philip ? Bywało gorzej . Odejdź , jesteś pijany i zrobisz coś czego będziesz żałował . - strząsnęłam jego rękę .
- Nie wiem gdzie on jest . Możemy się nie skupiać na nim ? Nie podoba Ci się ? Nie jestem pijany . No i czego mam żałować ? - poruszył brwiami .
Oparł się jedną ręką o blat jednocześnie zagradzając mi drogę ucieczki . Kazał barmanowi podać dwa kieliszki whisky . Potem dał jeden mi i swój wzniósł w górę .
- Za nas . - uniósł kieliszek do góry i wypił . Wzięłam swój , żeby się nie czepiał i zrobiłam to samo . To było zdecydowanie lepsze niż te piwo. Harry wziął jeszcze jedną kolejkę , a potem jeszcze jedną , a potem wziął już całą butelkę . Byłam rozluźniona ale nie wstawiona chociaż musiałam pilnować mojego towarzysza , bo on był prawie zalany . Siedliśmy na szerokim fotelu . Nie oszczędzaliśmy się . Piliśmy i śmialiśmy się na przemian . Zapomniałam o wszystkim . Nawet o tych wszystkich ludziach .
- A wiesz co ? - zapytał Harry .
- No co ? - padałam już ze śmiechu .
- Jesteś już padnięta ? - przybliżył się do mnie .
- A co masz jeszcze jedną butelkę ? - wypiłam kolejny kieliszek .
- Nie , mam lepszy pomysł . - musnął mój policzek . Objął mnie ramieniem . Zbliżał się do mnie coraz bardziej i bardziej . Oboje przymknęliśmy oczy i nagle otrzeźwiałam . Odsunęłam go ręką . Uciekłam . Przedzierałam się przez tłumy spoconych ciał . Niektórzy zmęczeni tańcem i już po procentach całowali się na kanapach ,a nawet na podłodze . Co się tu dzieje ? Dostałam się do wyjścia . Chwyciłam za klamkę ale powstrzymał mnie on . Korytarz był mały i ciemny chociaż kolorowe światła oświetlały trochę pomieszczenie .
- Philip nie odmówił Keri , a ty odmówisz mnie ? - zapytał oburzony . - Co Cię kosztuje jeden pocałunek . On i tak ma Cię gdzieś . Gdzie był przez cały wieczór ? Chcesz wiedzieć ? To chodź . - odwrócił się i poszedł w stronę ogrodu . Poszłam za nim . Na leżaku siedział mój chłopak razem z bandą dziewczyn i śmiał się w niebo głosy .
To znaczy , że wolał ich towarzysto zamiast mojego ? Chłopak doskonały . Prosi , żeby przyjść na imprezę kumpla abym popatrzyła sobie na niego otoczonego jakimiś lafiryndami ? Dosyć . Skoro tak się bawi to proszę . Jestem pewna , że zwali wszystko na alkohol . Też mogę tak zrobić . Złapałam Harry'ego za koszulkę i przyciągnęłam go do siebie jak najmocniej umiałam . Następnie wbiłam się w jego wargi . Chciałam, żeby Philip , więc całowałam go wystarczająco długo aby mógł spojrzeć conajmniej raz . Szkoda , że musiałam wykorzystać akurat tego chłopaka . Będzie żałował jak wytrzeźwieje . Chyba się zapędził , bo zaczął błądzić rękami nie tylko po moich plecach ale niżej . To był wystarczający moment aby to zakończyć . Puściłam go z gracją i rzuciłam Philipowi tryjumfalne spojrzenie . Plan się powiódł . Pośród niego siedziały Ashley i Jasmine , które skutecznie wskazały mojemu ukochanemu miejsce , w którym całuję jego najlepszego przyjaciela . Tak bywa . Jedni muszą poledz , żeby inni mogli wygrać .
Wyszłam z tej beznadziejnej imprezy . Bez Chelsea . Szłam sama . Czy byłam z siebie zadowolona ? I tak i nie . Spojrzałam na zegarek . Dwudziesta trzecia czterdzieści pięć . Powinno być już zimno , bo to końcówka sierpnia. Niedługo zacznie się rok szkolny ale szybciej będą moje urodziny . Dokładnie za piętnaście minut . Teraz pewnie sama zaśpiewam sobie wszystkiego najlepszego Blair .
W domu było ciemno . Trochę zbyt ciemno . Czyżby znowu ktoś czychał w salonie ? Nie weszłam do domu . Usiadłam na huśtawkę w ogrodzie . Patrzyłam w niebo . Teraz przydałaby się taka gumka, dzięki której mogłabym zapomnieć o wszystkim . Nawet nie wiedziałam kiedy moje powieki nie chciały się już otworzyć , bo zmożył mnie sen. (...)

Było tak gorąco . Nie mogłam wytrzymać . Nawet kręcenie się na tej huśtawce nic nie dawało . Słońce wzeszło szybko i paliło niemiłosiernie . Musiałam w końcu otworzyć powieki . Zauważyłam jedną zmianę . Byłam przykryta kocem , a przecież przed tem go nie było . Dziwne . Podniosłam się i usiadłam w pozycji pionowej . Spostrzegłam kopertę . Rozerwałam ją i wyciągnęłam list .

Los Angeles, 08.06.11r.
Kochana Blair !
Musisz mi wybaczyć , że się do Ciebie nie odzywałam . Z każdym dniem było coraz gorzej ale znalazłam wyjście . Dziś kończysz dwadzieścia jeden lat ! Czyż to nie wspaniałe ?
Wysłałam list odrobinę wcześniej , żeby nie zawieruszył się lub coś innego by się z nim stało . Kazałam Courtney dać go Ci jako pierwszy prezent . Nie bój się nikt stąd o tobie nie zapomniał . Wszystkie prezenty są gdzieś ukryte . Swój niestety musisz odebrać aż w Europie . Dlaczego ? A dlatego , że przez ostatni czas zastanawiałam się jak Ci wynagrodzić ten okropny czas . Co nowego wprowadzić w twoje życie . Pewie myślisz , że nie wiem co się tam dzieje lecz Sarah zdawała mi co tydzień szczegółowy raport . Życzę szczęścia Tobie i Philipowi . Nie sądziłam , że tak się pospieszycie ale bardzo się cieszę . A co do prezentu to wizyta w gabinecie doktora Colina . Jest to chirurg ale specjalizuje się też w przeszczepach . Rozmawiałam z nim chodź trudno go było znaleźć . Tyle naczyałam się o nim . Nawet rozmawiałam z jego pacjentami , żeby mieć pewność . To dobry doktor i chyba jedyny na świecie jaki mógłby się podjąć tak ryzykownej operacji . Chce Ci przeszczepić nogę . Znalazła się dawczyni . Niestety nie mogli podać nam jej danych , bo jeśli coś poszłoby nie tak to wiesz . Ich przepisy . Wszystko pójdzie dobrze , bo przygotowywaliśmy się do tego od dwóch miesięcy . Termin masz wyznaczony na czwartego września . Mam nadzieję , że zgodzisz się . Chyba chciałbyś się pozbyć się swojej protezy...Czy się mylę ? Odpowiadają Ci optarcia i bóle?
Gdy już to przeczytasz odezwij się jak najszybciej . Nie masz ani jedenj chwili do stracenia kohanie ! Tak jak Rose . Chciała mieć szczęście dla siebie , wiec pojechała do Nowego Jorku aby odnaleźć swojego męża . Teraz nawet kolejny raz zaszła w ciążę . Świeta wiadomość nie uważasz ? Trochę to wszystko szybko idzie ale ona jest innego zdania . Wszystko jest takie jak powinno być . Teraz on troszczy się o nią i są szczęśliwi jak dawniej . Chyba też będę musiała ułożyć sobie życie na nowo . Chcę żebyć wiedziała , że rozwodzimy się z Richardem . To nie ma sensu . Ostatnio , gdy Mandy do rzuciła przychodził i przepraszał mnie za wszystko . Tylko go wyśmiałam . Bezczelny nie?
Sophie ciągle mówi mi , żebym nie pisała o takich rzeczach w twoje urodziny ale powinnaś wiedzieć o wielu sprawach . Teraz mówi , że mam Cię pozdrowić od wszystkich . Nawet chciała mi zabrać długopis . Co ja się z nią mam ? A więc pozdrawiamy się wszyscy . Przesyłamy buziaki u uściski . Tęsknimy .
WSZYSCY...z domu

Nie wiedziałam czy mam płakać czy śmiać czy robić obie rzeczy jednocześnie . Poczułam ból głowy . Chyba wczorajszy kac zaczął mnie dręczyć . Wyjęłam telefon aby zobczyć , która jest godzina . Było już po piętnastej . Wstałam . Wszystko mnie bolało . Ale lewa noga najbardziej . Chyba prostestowała przed zmianą albo dała mi do zrozumienia , że tego chce . Utykałam na jedną nogę. Było to nie do zniesienia . A jak mama się trzyma ? Może nie umiała się do mnie odezwać przez ten czas , bo mnie tak bardzo nienawidzi przez Richa ? I jakim prawem ten idiota się do niej czepił ? A Rosalie ? Nie mogę w to uwierzyć . Jednak to zrobiła . Czyli teraz była moja kolej chociaż zmarnowałam swój ruch . W sumie to była prowokacja z jego strony lecz nie mogę się usprawiedliwiać takim dennym tekstem .
Stanęłam przed drzwiami . Czy naprawdę chciałam tam wejść ? Nie lecz przydałoby się jakoś odświeżyć . Przypomniałam sobie o małej rzece za lasem . Poszłam tam .
Na wsi było pusto . Ani jednej żywej duszy . Coraz więcej mnie przeraża . Rozczarowałam się moimi małymi zapasami energi , bo po dwustu metrach padała z sił , a do celu pozostało mi jesze około stu .
Doszłam tam jakoś . Na szczęście było pusto . Skorzystałam z okazij i zanurzyłam się w wodzie lecz wcześniej oczywiście ściągnęłam ubrania . Woda była cudowna . Musi to być dziwne , że osoba , która nie umie pływać leży sobie w wodzie . Jest na to proste wytłumaczenie . W ostatnim czasie wzięłam kilka lekcji i okazało się , że ja też mogę pływać z małym obciążeniem , a po za tym było tu płytko . Nawet nie sięgało do kolan . Przychodziły tu często małe dzieci , żeby się trochę ochłodzić . Był to taki mały raj na ziemi . Pośród drzew taka rzeczka ? Rzadko się zdarza . Po porstu było tu pięknie . Po obu stronyach była równo ścięta trawa . Mieszkańcy dbali o to miejsce . Zawsze ktoś ją ścinał w pierwszym tygodniu miesiąca . Czesto odbywały się tu też zabawy , więc to dla mnie zaskoczenie , że nikogo tutaj nie było . Piękny dzień, ptaszki śpiewają , słońce świeci , a mi i tak mało .
Zadzwonił telefon . Przez chwilę się zawachałam ale podeszłam aby sprawdzić kto się do mnie dobija . Przyokacji sprawdziłam ile tutaj jestem . Już powyżej godziny i nawet tego nie zauważyłam . Na wyświetlaczu wyświetlił się numer Sarah... Odebrałam .
- Blair ! - zaczęła mamrotać coś przestraszona .
- Co się stało ? - zapadła chwila ciszy . Poczułam , że coś jest nie tak .
- Przyjdź po prostu . - rozłączyła się .
- Sarah , poczekaj ! Co się stało ?! - ciągle jakieś tajemnice . Nie wyjaśnione sprawy . Czemu ? Ubrałam się i wydostałam się z lasu najszybciej jak umiałam . Byłam cała mokra . To stawiało mi mały opór . Jednak dotarłam. Weszłam do środka i zaczęłam wołać Sarah .
- Sarah ! Gdzie ty jesteś ?! - rozejrzałam się wokoło . Pusto . Weszła zatem na górę . W końcu ją zanalazłam . Była w swoim pokoju . - Co się dzieje ?! Powiesz mi w końcu ?! - posłałam jej jedno z moich miażdżących spojrzeń .
- Powinnyśmy wracać do LA . - w jej oczach dostrzegłam łzy . Wiedziałam , że to nie będzie nic dobrego .
- Dlaczego ? - zapytałam bezbarwnym głosem . (...)
Pół godziny potem byłam już przebrana i spakowana . Nie mogłam wytrzymać ani chwili dłużej . Ciągle nie docierało do mnie co się tam stało . Przecież to nie możliwe .
Byłyśmy tylko my dwie w domu . Gdzie reszta nie miałam pojęcia . Tego mi nie powiedziała . Przekonała mnie tylko , żebyśmy wróciły wieczornym lotem . Czyli już za trzy godziny. Zamówia wcześniej bilety , bo Sophie zadzwoniła do nas z samego rana , więc jakieś zostarły.
Ktoś trzasnął drzwiami na dole . Usłyszałam wrzaski .
- Ty gówniarzu , jesteś taki nie odpowiedzialany ! Czego się dotkniesz to zepsujesz . Jesteś do niczego ! - wrzasnął Arnold .
- Powtarzacie mi to ciągle i jakoś nie da się o tym zapomnieć ! - odpyskował Philip .
- Nie powtarzalibyśmy Ci tego , gdybyś chociaż raz zrobił coś dobrze ! - nigdy nie słyszałam tak wściekłego Arnolda. Zawsze był taki spokojny i dobry , a z niego taki wulkan . Dostałam gęsiej skórki . Nie słyszałam Courtney .
- Trzeba było mnie już dawno wyrzucić skoro jestem takim ciężarem dla was !
- Szkoda , że nie obił ci tej twojej durnej gęby do końca , bo może być coś zrozumiał . - wrzasnął ostatni raz i kolejne drzwi trzasnęły .
- Chodź , opatrzę Ci to . - w końcu usłyszałam słaby głos starszej pani .
- Zostaw mnie . - usłyszałam kroki koło mojego pokoju .
Pewnie zauważył walizki , bo kroki ustąpiły . A może zwyczajnie to olał ? Jakoś nie miałam do tego głowy . Zauważyłam jakim potrafi być chamem w stosunku do swojej rodziny . Nie szanował jej chociaż ją miał . Ja już nie miałam nikogo . Siedziałam na łóżku patrząc tępo w przestrzeń .
- Skąd to się tu wzięło ?! - warknął.
- Wyjeżdżamy . - odpowiedziała krótko Sarah.
- Co ty mówisz kobieto ?!
- Puść mnie . - widocznie musiał ją trzymać .
- Philip ! Dość tego ! - chyba Courtney ich rozdzieliła . - Dziadek miał rację jesteś nieudacznikiem . Widocznie wdałeś się w ojca . Nigdy nie umiał zająć się swoimi sprawami . Dlatego matka was zostawiła ! A on uciekł od Ciebie . Widzisz ?! Zamieniasz się wtakiego samego potwora co on .
- Przecież ktoś musiał wychować takiego potwora .
- W wieku piętnastu lat szukał zajęcia dla siebie , więc razem z swoją dziewczyną poszli na jakąś zabawę i oto ich wpadka stoi przedemną. - cisza . Tym razem zrobiło mi się szkoda jego . Nie powinna tego mówić . Znowu ktoś zszedł ze schodów , a obok zamnkęły się drzwi . Komu bym nie otworzyła tego bym musiała pocieszać . Wstałam . Wzięłam głęboki oddech i tak jak myślałam za drzwiami stał tam zszokowany Philip . Jego twarz była cała czekwona . Z łuku brwiowego małym strumieniem wydostawała się krew tak samo jak z wargi . Do tego miał podbite oko . Zostawiłam szeroko otwarte drzwi i stanęłem twarzą zwróconą do okna . Drzwi zatrzasnęły się , a on wszedł do pokoju . Cisza . Trudno mi było na niego spojrzeć . Każda myśl o nim bolała coraz bardziej . Wszystko bolało . Znowu . Znowu wszystko zaczęło się sypać . W tej chwili nie wytrzymałam . Odwróciłam się i przywarłam do niego . Nie mogłam nawet płakać . Czułam się taka samotna i zagubiona , a do tego ta wiadomość od Sarah...



Hej . : D
Rozdział miał być w piątek ale nie chciało mi się kończyć. XD
Wszystko jest ale i nie ma nic . Jeśli ktoś zrozumie o czym tu pisałam to gratulację dla niego . Okazało się , że będę musiała dodać troszkę rozdziałów , bo miałam skończyć na 16 . Może wyjdzie z 17/18 . O_o Nie wiem .
Trzymajcie się , mam nadzieję , że nie usnęliście z nudów . I wybaczcie za ortografię i resztę błędów nie chciało mi się znowu sprawdzać .
Do nastepnego .
  • awatar Gość: To dobrze, że nie kończysz, przyjemnie sie czyta. Marlena daj mi Twoje gg. :3 usunęło mi sie.
  • awatar Gold thought.: @trololo: Kończę tą historię ale nie przestaje pisać , a po za tym to nie jest książka . XD Takie małe opowiadanie . Możesz nazwać ją sobie nowelą . Około piętku/soboty .
  • awatar Gość: ajć i co dalej?!. Szybko dodawaj następny. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Philip

Za kogo w tej chwili się uwarzałem ? Kretyn , palant , idiota , głupek , imbecyl ? Nawet te wszystkie epitety nie oddawały tego kim teraz jestem . Byłem skończony w oczach Blair . Zabiłem jej ideał , teraz chyba zabijam ją...
Nie mogłem stracić ani chwili dłużej , bo zatrzymała się . Nadal wołałem jej imię ale nie zareagowała . Dlaczego już się zatrzymała ? Opadła z sił ? Chwila , zrobiła krok do przodu. Do cholery tam była sadzawka ! Ciągle tam chodziłam lecz nie zdawałem sobie z tego sprawy , że jesteśmy tak daleko . Słyszałem dość dużo o depresji Blair i jej skłonnościach samobójczych ale naprawdę nie mogłem w to uwierzyć. Ruszyłem jak najszybciej umiałem.Po drodze zrzuciłem buty , spodnie i bluzę. Wskoczyłem do wody.
Jej ciało powoli spadało na dno. Nie oddychała. Chyciłem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Było tu dość głęboko. Zaczynało mi brakować powietrza. Jak najprędzej wydostałem się z nią z pod zimnej tafli wody. Wezbrałem powietrze w płuca. Spojrzałem na jej twarz . Była taka blada , a jej ciało było takie zimne. Klatka piersiowa nie unosiła się .
Wyciągnęłem ją na brzeg. Rozluźniłem uwierające ubrania i przystąpiłem do masażu serca na przemian z wdechami .
- Blair Benett nie rób mi tego ! Jeśli się nie obudzisz też się zabije ! - próbowałem ją szantażować . - Obudź się ! Tak bardzo Cię kocham . Nie możesz mnie zostawić.
Moje krzyki i błagania nic nie dawały.Była już na tamtym świecie. Mam chociaż nadzieję , że żyje się jej lepiej niż tu. Padłem na ziemię . Dokładnie obok niej . Chwyciłem jej martwą dłoń , przeszedł mnie lekki dreszcz. Pewnie wypadałoby zadzwonić po karetkę albo po jakąkolwiek pomoc lecz nagle zapomniałem o wszystkim . Czułem zwyczajną pustkę. Od razu wiedziałem , że nigdy nie będzie już tak samo .
Zamarłem . Chyba już do końca zwariowałem , bo wydawało mi się ,że jej palce się poruszyły. Odczekałem chwilę . Ponownie . Tym razem zerwałem się z mijesca . Nadal trzymałem jej delikatną dłoń. Kaszlnęła . Byłem wtedy w siódmym niebie .
- Blair , kochanie . - odgarnęłem włosy z jej czoła . - Oddychaj .
Nie otworzyła jeszcze oczu ale zaczęła się trząść . Widocznie było jej zimno . Zdjęłem z niej mokre ubrania i nakryłem ją swoimi . Objęłem ją swoimi ramionami . Szeptałem cicho jak bardzo ją kocham. Ile mogło minąć czasu ?
Kilka minut , godzin , a może to były tylko sekundy ? Siedziałem tak z nia na ziemi patrząc w niebo . Miałem tylko nadzieję , że nie zobaczę tam jej twarzy. Czułem jak wydychała powietrze na moją szyję . Były to krótkie oddechy ale ważne , że były . Z minuty na minutę stawały się coraz normalniejsze . To był chyba czas . Musiałem zadzwonić po kogoś . Nie chciałem , żeby mi ją zabierano jeśli to były jej ostatnie chwile życia . Tak . Niezły ze mnie egoista . Jednak wyciągnęłem telefon z kieszeni . Wybrałem numer i już miałem się łączyć lecz usłyszałem ciche 'nie' . Czyżby się obudziła ? Od razu spojrzałem na nią wyrzucając telefon na ziemie . Chwyciłem jej twarz w dłonie .
- Ty żyjesz...- patrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi szmaragdowymi oczami . Z moich popłynęły łzy radości . Nie mogłem ich powstrzymać . Ogarnęło mnie wielkie szczęście . Odzyskałem coś na co nie zasługiwałem . Co sam usunęłem ale jednak mnie nie zostawiło. Uczucie nie do opisania . Jeśli to była pełnia szczęścia to mógłbym umrzeć w tej chwili zadowolony ze swojego życia .
Podniosła rękę i starła łzy z moich policzków . Próbowała się lekko uśmiechać . Dotyk jej ręki sprawił , że przeszedł mnie lekki dreszcz . Oparła czoło o moje. Pocałowała mnie . Oddałem jej pocałunek . Chciałem przekazać jej w nim całą moją miłość do niej . (...)

Ten wieczór był idealny mimo fatalnego początku . Królewicz uratował królewnę , a teraz będą żyć długo i szczęśliwie w swoim zamku ? Jeszcze nie wiadomo . Na razie wolałem o tym nie myśleć . Leżeliśmy wtuleni w siebie pod gołym niebem .
- Uratowałeś mnie już trzeci raz , a ja nie dałam ci nic w zamian . - powiedziała po chwili milczenia .
- Jak to trzeci ?
- Dziś , w parku i w płonący domu . Nie pamiętasz już ? - zaśmiała się cicho .
- Jakim domu ? - spróbowałem kłamać.
- Nie udawaj , przecież wiem ,że to ty . Rozpoznałam twój głos . - spojrzała na mnie .
- Ale jak to , przecież byłaś nieprzytomna ?
- Jedno nie przeszkadza drugiemu . Słyszałam Cię po prostu . Nawet chciałam Cię odnaleźć ale dzwoniąć nie podałeś swoich danych .
- To było już tak dawno . Tyle czasu . - westchnęłem .
- Pamiętam to jak dziś . Dlaczego tak się poświęcasz dla mnie chociaż nic Ci nie obiecuję ?
- Miłość jest bezwarunkowa . (...)



Blair


Wróciliśmy o szóstej rano . Chyba wszyscy spali . Chcieliśmy narobić jak najmniej hałasu ale słabo nam to szło . Najpierw Philip potknął się o miskę i przewrócił dwa garniki na podłogę , a nastepnie ja przewróciłam krzesło . Śmialiśmy się jak opętani . Rzadne z nas nie mogło spać , więc po trzydziestu minutach Philip był już u mnie . Jakimś cudem chyba nikogo nie obudziliśmy .
Przebrałam się . Mam tyle rzeczy do poukładania . Chyba myliłam się co do Philipa . Był ze mną nawet w tych najgorszych chwilach . Czuwał nie licząc na nic więcej . Kochał choć nie umiałam mu odpowiedzieć tym samym ale czyżbym to teraz czuła ? Raczej tak . Nigdy nie przeżyłam piękniejszej w nocy w moim życiu . On jest taki cudnowny . Faktycznie się zakochałam . Nie mogę nadal uwierzyć , że mógł dotknąć taką kalekę . Miałam wrażenie , że sprawiało mu to przyjemność .
Tym razem zrezygnowałam ze spodni . Trzeba było skorzystać z lata . Maj był taki ciepły . Założyłam sukienkę . Jasno niebieską do kolan i upięłam włosy . Usiadłam na łóżku . Usłyszałam pukanie i tak jak mówiłam wcześniej po trzydziestu minutach pojawił się Philip . Wpuściłam go do środka . Stanął oniemiały patrząc na mnie . Zmieszałam się trochę . Nic nie mówił , więc chrząknęłam znacząco . Od razu obudził się .
- Cudownie wyglądasz . Powinnaś częściej eksponować swoje ciało . - uśmiechnął się szeroko i wszedł do środka . - Chyba nie przeszkadzam ? Widzę , że i ty nie masz ochoty na spanie . - uniósł brwi do góry , a potem poruszył nimi . Nie mogłam wytrzymać i zaśmiałam się cicho .
- Jak widać tak . - wystawiłam mu język . Usiadłam na łóżku . Patrzył na mnie . Chyba wiedziałam o czym myśli . O tym co się stało między nami . Nagle spoważniał .
- Blair...- wziął głęboki oddech i usiadł obok mnie . Chwycił mnie lekko za rękę , a potem spojrzał mi w oczy . - Czy ty nie żałujesz tego ? - widać , że mu zależało .
- Oczywiście , że nie . - uniosłam kąciki ust do góry .
- Mówisz prawdę ? - nadal patrzył mi w oczy .
- Tak , po co miałabym kłamać osobie, którą kocham ? - powiedziałam to na głos . On chyba też się zdziwił . W jego oczach pojawiły się małe iskierki szczęścia. Wiedziałam , że trzaba byłoby bardziej przypieczętować nasz 'związek' ? Chyba to się dzieje jak dwie osoby się kochają . Jednak on zrobił to za mnie . Pocałował mnie . Nie był to długi pocałunek , bo zaraz zaczął mnie łaskotać.
- Przestań . Pobudzisz wszystkich . - zaczęłam chichotać i mówić na zmiane .
- To oni będą mili problem nie my . - nie przestawał .
- Proszę , proszę . Posłuchaj chociaż raz swojej dziewczyny . - nagle przestał .
- Co powiedzałaś ? - zapytał .
- Proszę . - odpowiedziałam świadomo , że nie o to mu chodziło .
- To na końcu . - przewrócił oczami .
- Swojej dziewczyny . A czyż tak nie jest ? - spojrzałam na niego .
- Jest . Bardzo jest . Bardzo bardzo nawet .
Zanim się oberzeliśmy doszła ósma i Courtney zapukała do drzwi . Dzwinie bybyło , gdyby zobaczyła nas dwoje leżacych na jednym łóżku lecących sobie w ślinkę , więc jak najszybciej się od niego oderwałam . Nie byłam gotowa jeszcze im tego powiedzieć . Uciadłam na bujanm fotelu obok . Robiąc jak najmniej hałasu .
- Proszę . - weszła . Nie wyglądała na zdziwioną . Raczej jej mina wyrażała potwierdzenie . Może wiedziała , że Philip jest u mnie ?
- Śniadanie gotowe . - powiedziała kobieta wysilając się na uśmiech . Raczej na szczęśliwą nie wyglądała . Patrzyła cały czas na chłopaka leżącego na moim łóżku , któy był zawstydzony .
- Już idziemy . - podniosłam się z krzesła . Courtney zostawiła otwarte drzwi i zeszła po schodach . Wymieniliśmy się spojrzeniami .
- Będzie źle . - mruknął pod nosem .
- Czemu ?
- Nie widziałaś jak na mnie patrzyła . Ani razu nie spojrzała na Ciebie , a tak patrzy się tylko wtedy , gdy popełniłem jakąś straszną zbrodnię . Chociaż tym razem ją zrobiłem . - spuścił głowę .
- Nic nie zrobiłeś . - przytuliłam go . - Poradzimy sobie . W końcu jesteśmy drużyną ? - szturchnęłam go lekko w bok .
Zeszliśmy na dół . Sarah pomagała Courtney nosić herbatę . Siedliśmy przy stole , żeby nie przszkadzać . Dziadek Philipa siedział już na swoim miejscu i czytał gazetę .
- Może byś już skończył ślęczeć nad tą gazetą ? Jesteś przy stole . - warknęła starsza pani .
Widać , że nie była w humorze. Mieliśmy przechlapane . Postanowiłam wstawić się za Philipem .
Śniadanie trwało w ciszy . Mi dłużyło się okropnie . Chciałam stamtąd odejść . Gdzieś się przejść , cokolwiek byle z moim 'chłopakiem' . Jak to dziwnie brzmi . Zdążyłam się odzwyczaić . (...)
Jakie szczęście , że Philip nie musiał iść dziś do szkoły . Ten weekend nas uratował ale nie do końca . Niestety dzisiaj miałam zajęcia z Arnoldem . Mój ukochany musiał zostać sam na polu bitwy .
Dzisiejszy temat był okropnie męczący i nudny . Musiałam przetrwać cztery i pół godziny ględzenia o kulturze antycznej . Nerwowo stukałam opuszkami palców o fotel . Arnold nie zwracał większej uwagi co robię , bo był odwrócony do biórka i patrzył na książkę . Zadzwonił telefon . Podskoczyłam jak oparzona i poszłam odebrać . Nic nie powiedziałam nauczycielowi , bo nie był zainteresowany telefonem i mnią chyba też .
- Słucham ?
- Blair ? - w słuchawce usłyszałam głos mamy . Wzruszyłam się trochę . Byłam na nią zła lecz teraz czułam się zawstydzona tymi wszystkimi wydarzeniami .
- Tak mamo . Cześć . Jak się masz ? - nie mogłam pohamować radości .
- Cześć kochanie . Tyle rzeczy teraz mam na głowie . Chciałabym częściej dzwonić ale teraz w sądzie jest mnóstwo pracy . W fundacji są problemy i ten dom...Ale szkoda gadać . Mów co u Ciebie ? Podoba Ci się tam ?
- Dobrze . Jest fajnie . Nawet zaprzyjaźniłam się z Philipem . Niedawno poznałam nowe koleżanki.
- Bardzo się ciesze . A co u Sarah ? Courtney , Arnolda ? Dobrzy z nich nauczyciele ? I przepraszam Cię za to , że tak paskudnie wypchałam cię wtedy z domu . Przykro mi . - westchnęła .
- Przeżyłam jakoś . - to chyba nie było dobre określenie . W związku z tym co się działo nie powinnam używać takich słów . - A dobrzy . Sarah jak Sarah . Teraz opala się w ogrodzie , a ja mam lekcje .
- Przeszkadzam . Wybacz . I tak muszę kończyć . Kocham Cię . Pozdrów wszystkich.
- Kocham Cię . - rozłączyła się . Musiałam niestety wrócić do nauki . Została mi jeszcze godzina na powtórkę i pytania do tego tematu .
Wróciłam na fotel . Byłam zaskoczona faktem , że staruszek nie patrzy już w książkę tylko na mnie .
- Mama . Chciała porozmawiać . - wyjaśniłam swoją nieobecność .
- Blair...- zmarszczył czoło . Czyżby i mnie czekały kłopoty ? Przecież słuchałam... trochę . - Czy ty...Czy wy?
- Tak ? - nie byłam pewna o co chce zapytać .
- Czy Philip chciał Cię wykorzystać ? - zamarłam . Co to było za pytanie ? O czym on mówił ? Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć . Po jego minie było widać , że czuł się skrępowany tym pytaniem . Te czekanie coraz bardziej go dobijało . Zostaje tylko pytanie , czemu on tak pomyślał ? Przecież było nam z Philipem dobrze ale nie zrobił nic czego nie chciałam . To chyba nie jest nic złego jeśli obie strony chcą tego samego ?
- Oczywiście , że nie . Skąd to pytanie ? - spiorunowałam go wzrokiem .
- Widzisz . - westchnął . - Gdy przyjechaliśmy do domu świata się paliły , drzwi były zamknięte ale was nie było . Courtney spanikowała i poszła zapytać się sąsiadów czy nikt was nie widział . Wtedy spotkała Nelsona , który powiedział , że widział jak Philip gonił jakąś dziewczynę , która kuśtykała i chyba dobiegli do tego stawu pod lasem , a potem ta dziewczyna chyba tam skoczyła , a potem on . - coraz bardziej się krępował . - A potem nie widział nic oprócz Philipa , który wyciągnął tą dziewczynę .
Zastanawiałam się jak ktoś mógł to widzieć . Przecież było ciemno ,a w okolicy prawdopodobnie nie było nikogo . Nikogo oprócz niego . Idiota wszystko musiał wypaplać ale Arnold nie spuszczał oczu z podłogi . Ciągle bacznie go słuchałam .
- I potem Court wróciła do domu i powiedziała , że nie pójdzie spać dopóki Philip nie wróci albo Blair i siedziała tak całą noc . Myślała , że uciekałaś dlatego, że chciał Ci coś zrobić .
- Ależ to nie prawda . Pański wnuk to bardzo dobry człowiek . Jest świetnym przyjacielem . - chciałam jakoś załagodzić sytuację . Widocznie kamień spadł mu z serca .
- Dzisiaj chyba możemy skończyć wcześniej . - puścił do mnie oko . - A tak przy okazji ładnie wyglądasz . - uśmiechnał się szeroko .
- Dziękuję . - wstałam i jak najszybciej wyszłam na dwór .
Sarah leżała na leżaku . Courtney z Phil'em byli w ogrodzie . Plewili chyba . Podeszłam do nich . Teraz obje byli struci .
- Macie pozdrowienia od mojej mataki . - zaczęłam nieśmiało . Spojrzeli na mnie oboje . Tym spojrzeniem mogli by powalić conajmniej mamuta . Weszłam w niedopowiednim momencie.
- Dziękujemy , również ją pozdrów . - kobieta znowu wróciła do plewienia .
- Pić mi się chce . Pójdę się napić . - rzucił chłopak . Widać było , że coś go gryzie . Odwróciłam się od nich i ruszyłam w stronę altanki .
Usiadłam na wielkim fotelu . Było to zaciszne miejsce całkowicie za domem . Chwilę potem na kanapę położył się brązowo włosy . Nalał szklankę lemoniady i wypił za jednym zamachem .
- Nie mam do niej siły . - powiedział po chwili .
- Arnold wszystko mi powiedział . - spuściłam głowę .
- Ona jest chyba jakaś chora , żeby wierzyć w jakieś durne plotki . Jak ja mógłbym zrobić coś tobie.
- Wiem . Ale co zrobić ?
- Powiedziała ,że mam się trzymać od Ciebie zdaleka... - znowu mnie zatkało. Teraz zgodziłabym się , że ta kobieta jest chora . Chyba bym powidziała , że coś mi zrobił .
- Trzeba jej pokazać , że nie może być tak . - uśmiechnęłam się tajmniczo .
- Ale jak ? - uniósł brwi .
- Chodź , pokażę Ci . - chwyciłam go za rękę i wyszłam z altanki na sam środek podwórka. Tak się złożyło , że Arnold stał razem z żoną przy grządkach . Zrobiłam wtedy coś co zmieniło wszystko .
Chciałam , żeby wszyscy widzieli jak go całuję . Niech wiedzą , że ze mną się nie zadziera . Może jeszcze tego nie widzą ale potrafię walczyć o swoje . Philip nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony ale odwzajemnił pocałunek. Usłyszałam jakieś oklaski . Skupiłam się tylko na jednym czyli moim świecie...


C.D.N.


Nooo cześć .
Na początek , żebym nie zapomniała DEDYCZEK dla Anety .
Wybaczcie , że tak długo i pewnie z błędami ale pisałam go cały dzień prawie . *__*
Miał być inny trochę ale główna bohaterka miała żyć , więc wiecie . XD
Nastepny około piątku/soboty ale raczej w sobotę , bo ten tydzień też jest taki zawalony wszystkim . O_O
Niedługo dodam sąde , w której będzie mowa o tym czy nadal mam pisać , bo nie wiem właściwie kto to czyta. Jak na razie kojarzę tylko trzy osoby .
Do końca opowaidania pozostałty tylko dwa rozdziały . : )
Bywajcie .
  • awatar Gość: Zajebiście piszesz :D
  • awatar Gość: Kurczę jakie to urocze i Blair z Philipem są tacy słodcy ;D. Czekam na następny rozdział. Szkoda, że to już ostatnie rozdziały. :<
  • awatar Anetta. ♥: dzięki za dedykaa . <3 Szkoda , że niedługo kończysz tą historię , bo na prawdę bardzo związałam się z bohaterami . ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Courtney to bardzo miło kobieta. Oprowadziła mnie po swoim mieszkaniu. Mój pokój był prosty ale miał w sobie mały urok . Był na samym szczycie. Pamiętam , gdy weszłam do niego pierwszy raz i spojrzałam w okno. Chyba mam jakąś obsesje na jego punkcie lecz wydawało mi się , że w mroku widziałam Philipa. Nie pokazał mi się na oczy od trzech dni. Nie pytałam o niego . Chodź staruszkowie jakby wiedzieli o wszystkim co się dzieje we mnie i wmawiali mi , że w końcu się zobaczymy , bo ma dużo zajęć w tym tygodniu i wraca późno . Komu oni chcieli wkręcić te kity ? To było oczywiste , że nie chce mnie znać . Mógł się też znudzić ale wolałam pierwszą wersję.
Wybiła szesnasta i moja lekcja się skończyła . Courtney była dobrą nauczycielką z resztą jej mąż też był dobrym nauczycielem. Widać , że znali się na rzeczy.
Dusiłam się już w tym domu i wyszłam bardziej rozejrzeć się po okolicy . Jak na wieś to nie spotkałam tu wielu mieszkańców . Naliczyłam dwadzieścia jeden domów . W różnej odległości od siebie . Zdziwiło mnie to , że droga cały czas była prosta . Nigdzie nie było skrętów czy rozwidleń .
Przez drogę przebiegła mi kura . Darła się w niebo głosy ale i tak podskoczyłam z wrażenia , a następnie straciłam równowagę wpadając w wielką kałużę błota. Teraz to ja zaczęłam się drzeć. Emocje zbierały się we mnie od kilku dni , chyba teraz się uwolniły. Podniosłam kamień z ziemi i rzuciłam nim w kurę. Usłyszałam śmiechy za moimi plecami .
- Mi jakoś nie jest do śmiechu . - warknęłam . Przede mną pojawiła się jakaś dziewczyna , może w moim wieku . Za rękę trzymała jakąś małą dziewczynkę.
- Przepraszamy . Może Ci pomóc ? - wyciągnęła dłoń w moją stronę i uśmiechnęła się promiennie . Dziewczynka obok zrobiła to samo ale jej uśmiech był całkowicie inny . Widać , że nie pierwszy raz się tak uśmiecha i zna się na rzeczy. Wybaczyłam jej od razu . Chwyciłam dziewczynę za rękę i podniosłam się z kałuży.
- Dziękuję . - westchnęłam . Próbowałam wytrzeć spodnie z błota ale ono miało inne plany . Przyczepiło się na dobre .
- Jestem Chelsea , a to Grace . - wskazała na małą dziewczynkę obok siebie .
- Blair Benett . - próbowałam wysilić się na lekki uśmiech lecz to był raczej grymas .
- Nie widziałam Cię wcześniej . Przyjechałaś w odwiedziny do kogoś ? - w jej oczach dostrzegłam zainteresowanie . Zastanowiłam się co mogłam jej powiedzieć . W końcu i tak mnie nie znała , więc mogłam jej wcisnąć jakiekolwiek kłamstwo . Zdecydowałam się jednak na prawdę .
- Jestem tu tylko tymczasowo , ponieważ...To skomplikowane. Problemy rodzinne . - przełknęłam głośno ślinę . Nie przypuszczałam , że tak trudno będzie mi o tym rozmawiać. Chelsea zrobiła zatroskaną minę . Nie udawała . Umiałam czytać z oczu. Trudno było mnie okłamać . Blondynka zaproponowała mi , żebyśmy poszły do niej w ramach przeprosin za te śmiechy . Zawahałam się . Po rozważeniu wszelkich za i przeciw wmówiłam sobie , że jestem już dużą dziewczynką i mogę chodzić gdzie chcę .
Dziewczyny mieszkały na samym końcu tej malowniczej miejscowości. Ich dom przyozdobiony był kwiatami. Były wszędzie . Nawet na dachu. Wnętrze nie różniło się dużo od podwórka . Tam też poustawiano mnóstwo roślin . Wszystkie okna były otwarte . Kolorowe firanki bujały się na prawo i lewo kołysane przez wiatr.
- Na obiad mamy dziś zapiekankę z serem i makaronem. Co ty na to ? - pokiwałam głową . Usiadłam na puchate krzesło przy stole . Na przeciwko usiadła mała Grace .
Blondynka migiem wyjęła danie z piekarnika i postawiła na stół . Porozstawiała talerze , a następnie dosiadła się do nas.
Dawno nie jadłam takiego wspólnego posiłku . W takiej wesołej rodzinnej atmosferze . Dowiedziałam się , że reszta rodziny pojechała do chorej ciotki. Dziewczyny miały jeszcze trzech braci , a więc duża rodzina .
- A co z wami ? - zapytała Chelsea . Nie do końca ją zrozumiałam . - Z Tobą i Philipem . Podobno jesteście razem . - zakrztusiłam się . Mogłam od razu o tym pomyśleć . Zmieszałam się . Dziewczyna wyraźnie to zauważyła , bo zaczerwieniła się lekko . Postanowiłam ją uratować .
- Nie jesteśmy razem . Nie widziałam go nawet jeszcze.- ucięłam temat . Dziewczyna otworzyła lekko usta ale je zamknęła . Cóż , kto po takiej odpowiedzi nie miałby pytań ?
Odsunęłam talerz od siebie .
- Dziękuję . - uniosłam kąciki ust do góry.
Po obiedzie pozmywałyśmy naczynia . Nie spodziewałam się ,że przy tym można było się bawić ale one miały w sobie mnóstwo energii i pozytywizmu.
Było już koło osiemnastej . Na drogę zapakowały mi kawałek ciasta . Mój nastrój całkowicie uległ zmianie . Czułam się lepiej . Nie chciało mi się stamtąd wychodzić .
Na podjeździe jeszcze nikogo nie było. Światła były zgaszone . Arnold mówił , że wybierają się na zakupy do Litte Rock .
Drzwi był jednak otwarte . Z salonu usłyszałam czyjeś głosy .
- Do kiedy mamy wolną chatę ? - dziewczyna zaśmiała się beztrosko .
- Skoro wyjechali o siedemnastej to tak do dwudziestej . Babcia nie wyjdzie ze sklepów prędzej niż przez godziną . Wiecie , chce być na czasie . - ktoś zakpił.
- A co w tym złego , że kobieta w każdym wieku chce wyglądać dobrze ? - zaprotestował kolejny głos .
- Nic ale to dziwne . - odpowiedział .
- Więc uważasz , że powinna chodzić w jakimś worku po kartoflach z garnkiem na głowie ? - wszyscy wybuchnęli śmiechem .
- Zobaczcie co mam . - odezwał się jakiś chłopak .
- Ja nie piję .
- Jasmine , mamy weekend . Nic ci nie będzie po jednym . - zachęcał któryś z głosów .
- Mówi , że nie chce pajacu . - głos , który kpił wstawił się za dziewczyną .
- Coś ty taki sztywny ostatnio co ? To przez tą twoją dziunię ta ? - zaśmiał się męski głos .
- Uważaj na słowa Harry . - to chyba był Philip . Już w miarę rozpoznałam głosy , a więc prawdopodobnie były tam cztery osoby .
- Wyluzuj . Ciągle chodzisz jak zbity pies . Odpręż się . Wrzuć na luz . - uspokajał go Harry .
- On ma rację Philip . Przez te ostatnie dni jesteś taki przygnębiony . Co się dzieje ? - zapytała z troską któraś z dziewczyn .
- A co byś zrobiła , gdyby dziewczyna którą kochasz olała cię ,bo woli twojego przyjaciela trupa ?! - warknął .
- To odpuść ją sobie . Na świecie jest wiele innych foczek . - zaśmiał się chłopak .
- Jak ty możesz tak mówić ? Nie widzisz jak cierpi ? - oburzyła się Jasmine .
- On ma rację . Powinienem ją sobie odpuścić raz na zawsze . Jestem skazany na porażkę . Przecież kochany Lewis zawsze był lepszy . Musiał mieć wszystko . I nawet teraz , gdy go nie ma też musi się we wszystko wpieprzać .
- Nie mów tak. To nie jego wina...
- Ash , jak to nie jego wina ? Wszystko mi zabrał ! Dziewczynę , stypendium , znajomych , Scarlett...Zawsze myślała , że jest taki święty ale nie . Pan idealny zabawiał się z moją dziewczyną na boku ! - wrzasnął Philip .
Złapałam się z serce . Czy to co on mówił to jest prawdą ? Rzuciłam reklamówkę na podłogę i wybiegłam jak najszybciej z mieszkania zatrzaskując drzwi . Ciekawe ile teraz ta durna proteza wytrzyma . Byłam kompletnie załamana . Przecież to nie mogła być prawda .
- Blair ! - usłyszałam w oddali . Koniec . Koniec wszystkiego . Koniec mojego świata...Bolało to czego dawno nie czułam . Bolało to czego się bałam . Widać budzi się tylko wtedy , gdy chce abym cierpiała . Tak bardzo tego pragnie . Moje serce, nie ma dla mnie litości . Zawsze chciało mnie zabić.
Może to już czas spełnić jego prośbę ? Stanęłam nad brzegiem sadzawki . Jedna z łatwiejszych śmierci . Utopię się . Nawet nie będę próbowała się wydostać. Nie umiem pływać. Zrobiłam krok do przodu.
- Blair ! - wrzaski był coraz bliżej . Powiedziałam sobie teraz albo nigdy. Wskoczyłam do niej. Woda była taka zimna...




C.D.N.


Witajcie .
A więc wszystko co dobre szybko się kończy. Znowu jest krótki ale nie mam gdzie pisać , bo World mi nie działa , a tutaj nie lubię pisać .
To jest jeden z ostatnich rozdziałów . ^____^
Do końca zostanie jeden albo dwa . Zależy jak to rozegram .
Podoba mi się w miarę ale mało się dzieje . Jest lepszy od poprzedniego . O__O Tamten to dnno .
Do następnego . : - *
 

 
Przynajmniej lot nie był taki zły . Kupiła nam bilety pierwszej klasy ale to nie znaczy , że ma prawo się tak zachowywać . Od razu wypchnęła nas za drzwi ! To , że ma problemy nie znaczy , że musi się na wszystkich wyżywać . Może ma mnie też dosyć dlatego tak szybko chciała , żebym wyleciała ? Przynajmniej jedno jest pewne . To wina tego dupka , Richarda , który tylko na papierku był moim ojcem .Nie mogę już nawet o tym myśleć. Jestem zmęczona tym wszystkim . To zdecydowanie za dużo informacji jak na jedno życie .
Blondynka zajmująca siedzenie obok spała jak zabita . Może mnie też przydałby się sen ? Ostatnie noce nie należały do przyjemnych . Westchnęłam i odchyliłam głowę w tył .
Próbowałam zasnąć . Właśnie , próbowałam . Kręciłam się , obracałam , układałam poduszkę w różne strony i nic. Beznadzieja . Stewardessa na okrągło jeździła wózkiem po pokładzie i nie dawała zmrużyć oka . Ciągle pytała się pasażerów czy czegoś im nie trzeba . Całkowicie niepotrzebnie , bo przecież można było nacisnąć guzik i wtedy by przyszła , a nie ciągle truła pasażerom . (…)
Po jakiś kilku godzinach , a może nawet kilkunastu dotarliśmy na miejsce . Nic specjalnego . Zwykłe miasto . Taksówka już na nas czekała . Kierowca pomógł nam z bagażami i ruszyliśmy . Dotąd nie zastanawiałam się gdzie jadę . Rozbolał mnie brzuch . Poczułam straszne mdłości . Czyżbym miała już jakiś odruch na to miasto ?
Taksówkarz wlókł się niemiłosiernie . Po dwudziestu minutach wyjechaliśmy z miasta ale drugie tyle było jeszcze przede mną . Oczywiście bez niespodzianek się nie odbyło . Staliśmy z dziesięć minut czekając aż stado krów wyjdzie na pastwisko . Próbowałam je policzyć ale zgubiłam się po pięćdziesięciu . Im też się nie śpieszyło .
Siedem kilometrów przed celem złapaliśmy gumę . Wtedy myślałam , że wyjdę z siebie i stanę obok . Czy ja jestem jakimś chodzący nieszczęściem ? Zabrałam walizki z bagażnika i ruszyłam przed siebie , ponieważ nie było żadnego koła zapasowego w pobliżu , a pomoc miała nadejść za najwyżej trzy godziny . Nie mogłam tyle czekać . Dobrze , że miałam walizki na kółkach . Sarah drobnymi krokami szła za mną również z walizkami .
Było tu okropnie gorąco . Wokoło nie było żadnej żywej duszy oprócz nas . Ściągnęłam płaszcz i sweter . Jak na początek maja słońce dawało popalić . Otworzyłam walizkę , żeby sprawdzić co w niej jest . Rozejrzałam się jeszcze raz dookoła . Nadal pustki . Nie zostawało mi nic innego niż przebranie się tutaj . Stanęłam za drzewem i jak najszybciej spróbowałam naciągnąć koszulkę z krótkim rękawkiem na siebie . Sarah osłaniała mnie z tyłu . Akcja chyba się udała , bo jak rozejrzałam się kolejny raz i też nikogo nie znalazłam . Resztę rzeczy wsadziłam do walizki i ruszyłyśmy dalej .
Chociaż była to wieś to jak do tej pory było mało lasów . Tylko poszczególne drzewa . Ogólnie to teren zajmowały w większości pastwiska i łąki . Bezchmurne niebo dodawało temu miejscu tylko uroku .
- Blair , ja już nie mam siły . – powiedziała Sarah po czwartym kilometrze . W sumie ja też byłam wykończona . Siadłyśmy na bagaże .
– Może zadzwonimy po nich i przyjadą po nas ? – spiorunowałam ją wzrokiem . Mogłyśmy tak zwyczajnie po nich zadzwonić aby odebrali nas , a ona nic nie mówiła ? Dlaczego Sophie nie mogła ze mną jechać , Tylko jakaś beznadziejna blondyna o małym móżdżku ?
- Dzwoń ,na co czekasz ? – warknęłam na nią .
Po chwili niezdarnie wyjęła komórkę z kieszeni i zaczęła naciskać klawisze . Zdenerwowała mnie . Był już wieczór . Słońce dawno zaszło , a ja planowałam przybyć tam jeszcze dzisiaj , a nie za rok . Wyrwałam jej telefon z rąk i nacisnęłam zieloną słuchawkę . Po dwóch sygnałach odezwała się kobieta.
- Courtney Collins , słucham . – Skądś znam to nazwisko , ale skąd ? Nie miałam czasu na zastanowienie , w końcu rozmawiałam .
- Dobry wieczór , nazywam się Blair Benett… - przerwała mi w połowie zdania .
- Och Blair ! Myślałam , że już nie dojedziesz . Gdzie jesteś ? – spytała podekscytowana kobieta . Jak na nauczycielkę chyba była wesoła . Przynajmniej tak brzmiał jej głos .
- Właściwie to nie wiem gdzie . W taksówce została przebita opona tuż przed siedmioma kilometrami i ruszyłyśmy razem z Sarah na pieszo i już nie mamy sił , a zostały nam do przejścia trzy…
- Trzeba było dzwonić od razu ! Pewnie jesteście wykończone . Ten lot , droga . – wyliczała kobieta . – Zaraz wyśle do was mojego męża. On się wami zajmie .
- Dziękuję , do zobaczenia . – rozłączyłam się . Byłam wściekła na siebie , że nie wpadłam na to aby zadzwonić do nich szybciej .
Usiadłam na walizce i oparłam łokcie na kolanach , a dłonie położyłam na twarz . Nadal było tu gorąco , a moja złość jeszcze bardziej dodawała temperatury . (…)

Philip

‘’Chcę o Tobie zapomnieć,
Ale jakoś nie mogę,
Wciąż uśmiechasz się do mnie,
Ciągle wchodzisz mi w drogę.’’

Jak mam dać odpocząć myślą ? Jak mam przestać myśleć o niej ? Jak zapomnieć ? Jak uwolnić serce ? Jak żyć normalnie ? Jak funkcjonować bez niej ? Jak być tu i czuć się szczęśliwym ? Nigdy się nie dowiem. Za bardzo ją kocham . Z każdym dniem coraz więcej , mocniej , silniej . To boli . Okropnie mnie boli , że nie ma jej przy mnie , że nie mogę jej dotknąć , pocałować , patrzeć na nią , oddychać tym samym powietrzem . Czuję się jak na odwyku albo jak gdyby ktoś zabrał mi moją ukochaną zabawkę , którą miałem od kilkunastu lat . To uczucie niszczy mnie od środka . Chcę mojego tlenu , narkotyku . Chociaż na chwilę . Hmm… Zachowuję się jak jakiś idiota marząc i fantazjując o dziewczynie , która nigdy nie będzie moja , która mnie nie kocha . I co ja sobie myślałem ? Pocałuję ją i poleci za mną do tej nory ? Przecież ma swoje bogate życie. Po co jej taki ktoś jak ja ? Jestem beznadziejny .
Oparłem się o stóg siana . Chyba się stąd już nie ruszę . Skatuję się tu i będzie dobrze . Nie wrócę dziś. Nie umiem spojrzeć dziadkom w oczy. Co ja im powiem , ‘’Wybaczcie , zakochałem się i musicie znosić moje humorki .’’? Bez sensu . Już wolę spanie na łące niż konfrontację z nimi . To jest zdecydowanie łatwiejsze .
Pamiętam jak kiedyś siedziałem tu z Scarlett. Oglądaliśmy zachody słońca , piliśmy do rana , byliśmy wolni . Nie musieliśmy niczego . Zatem wszystko co dobre szybko się kończy . Nie chcę powtórki z rozrywki . Nie byłem wtedy gotowy na nic więcej niż na wolny związek . Straciłem ją . Odebrał mi ją świat . Wyrwała się stąd . Mieliśmy być przyjaciółmi ale nie mogłem znieść jej widoku z innym . Tych jej szczęśliwych oczu wpatrzonych w niego . Żałowałem . Uciekłem z LA . Nie mieliśmy już więcej kontaktu ze sobą .
Teraz wiem , że jestem gotowy i będę walczył . Nie ważne ile będę musiał czekać . To już mój ostatni rok. Wyjadę znowu do LA . Chcę żyć , normalnie , z nią .
Podskoczyłem jak oparzony, gdy poczułem dźwięk mojego dzwonka . Zawahałem się czy odebrać telefon. Jednak po dłuższej chwili pozostawiłem go w kieszeni. Dziś nie będę się tłumaczył . Przymknąłem na moment oczy , żeby odtworzyć w myślach jej idealne rysy twarzy ale kolejny telefon mi przeszkodził . Co się dzieje no ? Jednak go odebrałem .
- Co ? – warknąłem zirytowany do słuchawki . Nie sądziłem , że ten telefon może być jednym z najważniejszych w moim życiu .
- Jakie co ?! Nie rozłączaj się . Mamy gościa . To znaczy jeszcze jej tu nie ma ale… - przerwałem jej w połowie zdania .
- Daj mi dziś spokój dobra ? Nie mam nastroju do gości . – chciałem się już rozłączyć ale ostatnie dwa słowa zamurowały mnie .
- To Blair Benett. – nie pamiętam co się wtedy działo ale miałem wrażenie , że serce stanęło mi na chwilę . Moja dziewczyna o twarzy bogini tu jest ? Jedzie do mnie ? Będzie ze mną ? Kocha mnie ?
-… - Babcia się rozłączyła . Chyba wiedziała o co chodzi . Ona zawsze wie. Czuwa nade mną . Taki mój prywaty anioł stróż . Zaśmiałem się pod nosem . Wstałem i wsadziłem telefon do kieszeni . Do domu miałem jakiś kilometr . Ruszyłem do biegu. Chciałem jak najszybciej ujrzeć mój narkotyk…
Ujrzałem światła na podjeździe . Czyżby faktycznie tam była ? Podszedłem bliżej . Światło z lampy padało na jakąś kobietę , która niosła za sobą walizkę . Blair nie było . W oddali zauważyłem babcię . Jakby się rozglądała . Poczekałem aż wszyscy wejdą do środka . Dziwne . Przecież to był mój dom , a wstydziłem się do niego wejść .
Opłacało się czekać . Światło w pokoju na poddaszu zapaliło się . Stanęła w oknie . Spojrzała w moją stronę…


C.D.N.


Hmm.... Minął już tydzień , więc postanowiłam coś dodać . Taaa , następnym razem się postaram , bo planuję wielką akcję . ^____^
Ten to jest chyba najgorszy z możliwych i krótki taki . - .-
Następny niedługo i z dedykacją dla Anetty . : D
Ciał . : - *
  • awatar Gość: Ej nie mogę dodać komentarza w tym 13 rozdziale -,-. To dodaję tutaj. ^__^ Jak zwykle świetny (; . Mam nadzieję, że nie będziesz chciała jej utopić, nie rób tego :< .
  • awatar Gość: Fajniusi, zaraz się zabieram do czytania rozdziału trzynastego, bo dzisiaj sobie wchodzę i patrzę, że aż dwa rozdziały napisałaś, huhu rozpędziłaś się (;
  • awatar Anetta. ♥: huehue . ! :D będee czekała na tego dedyczkaa.. ;-) a teraz potrzebne jest wielkie BUUM .! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Zaczęłam się rozglądać . Nigdzie go nie było ale przecież go widziałam .
- Philip ! Philip ! – zaczęłam wołać go po imieniu . Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli . Może dlatego , że byłam w rozpiętym płaszczu , a moje włosy potargane przez wiatr wyglądały jak u czarownicy ? Nie obchodziło mnie to . Teraz skupiłam się na Philipie . Tylko gdzie On jest ?
- Isabel wchodź do taksówki .
- Nie tam jest moja torebka . – rzuciła urażona kobieta .
- Dobrze dziadku , wyjmę ją . – z taksówki wyszedł on . Wsadził babcię do samochodu .
Stałam nieruchomo cały czas . Miałam lekko rozchylone wargi . Całe ciało z resztą odmówiło mi posłuszeństwa . Podniósł wzrok z chodnika i wyprostował się . Wyglądał na zaskoczonego i patrzył na mnie . Te jego piękne ciemne oczy obserwowały mnie . Nie byłam mu dłużna . Żadne z nas nie wykonało ruchu. Zastanawiałam się o czym myśli w tej chwili . Jednak chwila . Ruszył się , ja nie mogłam . Całą mnie ogarnął paraliż . Stawiał kroki coraz szybciej rozpychając się między ludźmi . Niby odległość była mała , a sprawiała wiele problemów .
Zatrzymał się pół kroku przede mną . Co miałam zrobić ? Ledwo przełykałam śliną , a moje serce pracowało na najwyższych obrotach .
- Philip . – wydusiłam nieświadoma swoich własnych słów . Dopiero po chwili dotarło do mnie , że powiedziałam jego imię .
Chwycił moją twarz w swoje dłonie i zrobił mały krok do przodu . Nasze ciała od siebie dzieliły małe centymetry . Zaczął przybliżać swoją twarz do mojej aż nasze czoła się dotknęły . Słyszałam jak przyspiesza mu oddech . Zamknął oczy i stało się . Pocałował mnie . Nie tak normalnie tylko najpierw musnął moje wargi jakby bał się jak zareaguję , a potem całował mnie jakbym była ostatnią kobietą na ziemi . Przynajmniej tak się czułam . Odwzajemniłam jego pocałunek .
Cały paraliż odpuścił. Odsunął się ode mnie. Poczułam zawód . Przez ten moment byłam szczęśliwa ? Nie , to nie mogło być tak . Spojrzałam na niego najpierw z wyrzutami ale potem znowu poczułam to dziwne zjawisko . Co to mogło być ? Nie przypominam sobie tego wcześniej .
- Dziewczyno o twarzy anioła , a raczej niewiasto o twarzy bogini musiałem to zrobić . – odwrócił się i odszedł . Tak po prostu . Zostawił mnie . Paraliż powrócił . Philip wsiadł do taksówki i odjechał zostawiając mnie na środku chodnika . Z oczu popłynęły mi łzy . Mogłam się poruszać . Nie dlatego , że byłam szczęśliwa tylko dlatego , że byłam załamana .
Niby mi na nim nie zależało ale poczułam to . Czyżby moje serce powróciło ? A może zawsze tam było tylko nie chciałam się do tego przyznać ?
- Blair ? Co ty tu robisz ? – usłyszałam kobiecy głos za sobą . Nie odwróciłam się , w końcu to ona coś ode mnie chciała , a nie ja od niej . Tak jak myślałam , była to Rose . Tylko ona ma tak charakterystyczny głos . Stanęła przede mną . Wyglądała na zaskoczoną. Nie pytała o nic . Złapała taksówkę i kazała mi iść za nią. Wsiadłyśmy do pojazdu . Podczas drogi do jej domu nie zamieniłyśmy ani słowa ze sobą .
Gdy byłyśmy już na miejscu uspokoiłam się trochę , a Rosalie zapłaciła kierowcy . Dalszą drogę do wnętrza domu też odbyłyśmy w milczeniu . Nie miałam nawet ochoty rozmawiać . Ściągnęłam z siebie płaszcz i buty . Poszłam do salony . Znałam ten dom jak własną kieszeń . Przecież często tu kiedyś bywałam . Nic się nie zmieniło . Czarnowłosa poszła do kuchni i migiem z niej wróciła . Niosła na tacy dwa kubki kakao . Postawiła jeden przede mną . Spuściłam głowę w dół . Wokoło nadal panowała cisza .
- Rose . – nie miałam już siły . Musiałam uwolnić emocje . Łzy znowu popłynęły ale zaczęłam się śmiać. Może to już koniec ? Zwariowałam do reszty ? Chciałam tylko uporządkować sobie na nowo życie . Czy to takie złe ? Przecież kiedyś byłam nawet miłą dziewczyną , kochającą życie takie jakim jest i cieszącą się nim po prostu . Taką szczęśliwą . Z Lewisem . Jak zwykle wszystko poszło nie tak . Za moją niewdzięczność dostałam jeszcze więcej batów od Tych z góry .
- Mów skarbie , mów . – przytuliła mnie do siebie .
- Wiesz to jest takie… Właściwie to nawet nie wiem. Wszystko tak…
- To wszystko nagle zwaliło się na ciebie i to nie jest takie proste . – ona zawsze wiedziała . Była jak siostra , której nigdy nie miałam . Nawet przyjaciółki mnie tak dobrze nie znały , właściwie to nikt oprócz niej . Nie musiałam mówić , żeby wyczuła , że coś jest nie tak .
- Ta przeprowadzka źle na ciebie wypływa . Wnioskuję , że już o niej wiesz nie ?
- Tak. – to było jedyne co mogłam w tej chwili wydobyć z siebie.
- Tłumaczyłam Andrei , że jak wyjedziesz to będzie jeszcze gorzej . W końcu nikogo tam nie znasz ale ona chciała ci zafundować nowe życie daleko stąd . – podniosłam się odruchowo . Wszystko stanęło . Moje emocje się wyłączyły . Przez moment myślałam , że moje serce też ale znowu je poczułam . Czy ona sugeruje , że jadę tam sama ?! Jakie nowe życie ?! Ilu rzeczy jeszcze nie wiem ? Niedługo pewnie dostanę zawału serca albo gorzej , nie dostanę go .
- To jeszcze nie wiesz ? – zmarszczyła lekko czoło .
- Myślałam , że jedziemy razem , a nie , że tylko ja . – złapałam się za głowę i odgarnęłam włosy do tyłu . Ciekawe jak długo to wytrzymam zanim znowu nie postanowię się zabić ? Może tym razem się utopią skoro ogień nie działa ?
- Rozmawiałam z nią wczoraj i powiedziała mi , że to postanowiła . Znalazła jakąś miejscowość za tym miastem i wynajęła dla ciebie pokój u jakiś emerytów . Kobieta jest byłą nauczycielką matematyki lecz specjalizuje się też w chemii i fizyce inaczej przedmioty ścisłe . Jej mąż to były polonista . Dobrali się nie ? – zaśmiała się cicho . – Ich dzieci poszły na studia ale mieszka z nimi jakiś chłopak , chyba w twoim wieku .To jest siostrzeniec tej nauczycielki .
- Rose . – całkowicie mnie to dobiło . Przypomniałam sobie o Philipie . Musiałam komuś to powiedzieć , a tylko ona potrafiła znaleźć lekarstwo na wszystko . Spojrzała na mnie . – Wtedy , gdy mnie tam znalazłaś to żegnałam się z kimś i teraz…
- To chłopak . – uniosła brwi i uśmiechnęła się lekko .
- Ale to nic z tych rzeczy . Znamy się jakieś dwa dni .
- A czy to przeszkadza zauroczeniu ? Miłość od pierwszego wejrzenia ? – zaśmiała się melodyjnie .
- Ale nie mogę się zakochać . Oszalałaś . – oburzyłam się na dźwięk jej słów .
- Dlaczego ? Jesteś jeszcze młoda . Chcesz spędzić życie jako stara panna z kotem ? – położyła przede mną jakiś magazyn , na którym kobieta siedziała na krześle , a wokół niej było pełno kotów . Nagłówek brzmiał : ‘’ Najważniejsi mężczyźni mojego życia’’ . Tym razem to ja się zaśmiałam .
- Nie przesadzajmy , będę miała chyba jakiś znajomych jeszcze . – wytknęłam jej język .
- Ty się boisz !
- Nie prawda . Moje serce należy do jednego mężczyzny i jest nim Lewis . – westchnęła .
- Kochanie , przecież on chciałby , żebyś była szczęśliwa . Bolało by go to , że się ograniczasz . Kiedyś powiedział mi , że… - przełknęła głośno ślinę. – że , gdyby coś się stało miałabym dopilnować , żebyś nie zrobiła czegoś głupiego . I pilnuję tego właśnie .
- Miałabym się zakochać w jego najlepszym przyjacielu , który uratował mnie przed tymi samymi ‘dresami’ , które wywiozły mnie do tego starego domu i chciały zabić i który spędził ze mną całą noc na rozmowie i który pocałował taką wiedźmę jak ja i odjechał mówiąc , że jestem niewiastą o twarzy bogini ?! Czyś ty oszalał .
- Mmm . Jakie to słodkie . Nie pamiętam , żadnego tak romantycznego przyjaciela Lewisa . – jak mogła tak lekko o tym mówić . Przecież to niedopuszczalne . Ja ? Zakochana ? Nie mogę .
- Uważasz , że Philip jest romantyczny ? – zmierzyłam ją wzrokiem . – Jak możesz mówić takie rzeczy Rosalie !?
- Philip Collins ? Jak ja dawno go nie widziałam . Zawsze wysyła mi kartki na święta z tego Arkansas . Świetny wybór . Bardzo miły chłopiec .
- Słyszysz siebie ? Bo ja Cię słyszę i nie brzmisz dobrze .
- Twoje objawy wyraźnie wskazują na stan zakochania . Nie powstrzymuj się od tego , bo może być za późno jak się opamiętasz . – kiwnęła palcem i znowu pokazała mi magazyn .
- Nie lubię kotów . – warknęłam . – Co Travis powiedziałby na twoją gadaninę? A właściwie gdzie on jest . – zmieszała się trochę . Chyba powiedziałam coś nie tak . Znowu zawaliłam .
- Travis wyjechał się leczyć jakieś trzy lata temu . Popadł w alkoholizm . Mieszkam sama z Lucasem .
- Przepraszam . – zaczerwieniłam się .
- Nic się nie stało . Przecież to nic złego . W tamtym tygodniu nawet do mnie zadzwonił . Mówił , że znalazł pracę ale w Nowym Jorku .
- Wyjechał aż tam ?
- Tak . Podobno znał tam jakiegoś dobrego specjalistę . - wzruszyła ramionami.
- Tęsknisz ?
- Trochę . – ciemna grzywka spadła jej na twarz . Tym razem to ja ją przytuliłam . Obie tęskniłyśmy za czymś czego nie było w tej chwili . Taka pusta tęsknota . Brakowało nam tego czegoś , nieosiągalnego ale dającego szczęście .
- Pojedź do niego . – zasugerowałam . Cisza . Czyżby nie przemyślała takiej opcji ?
- Nie mogę . – odpowiedziała po chwili .
- Czemu ?
- A jak sobie to wyobrażasz ? Przecież praca , dom , Lucas i inne sprawy no i Ty i Andrea . Nie mogę tak tego zostawić .
- Nie powstrzymuj się od tego , bo może być za późno jak się opamiętasz . – zacytowałam ją . Zaśmiała się .
- Oszalałaś . – śmiałyśmy się teraz obie . Od dawna brakowało mi tego luzu . Ciągłe życie w stresie i odkrywanie coraz to dziwniejszych rzeczy wykańcza .
- Blair ? – zmieniła ton głosu na bardziej poważny .
- Tak ? – zapytałam .
- Zrobię to ale ty też to zrobisz . – wiedziałam o co jej chodzi . W końcu kto by nie wiedział po takiej rozmowie ? Co miałam jej powiedzieć ? Że nie pomogę jej w jej marzeniu ? Muszę to jakoś zrobić . Zajmuje większy kawał mojego życia . Zawsze mogę na nią liczyć , więc chyba czas się odwdzięczyć ? Może miała rację , że boję się na nowo zakochać . Nie chcę tego na razie . Najpierw muszę mieć wszystko poukładane i wyjaśnione , żeby działać . I ciekawe co tam u mojego ‘chłopaka’ . To też już przydałoby się wyjaśnić .
- Spróbuję . – nie obiecałam , że się uda . Gdyby tak naprawdę to się udało to co ? Może wyszłabym za mąż i żyłabym długo i szczęśliwie z piątką dzieci ? Rose poczochrała mnie po głowie . – Lucas jest w domu ? – zapytałam .
- Nie przypomina mi się , żeby wychodził . – wstała i zabrała kubki po pustym kakao . Poszłam za jej przykładem i również się podniosłam . Weszłam po schodach na górę i stanęłam przed jego pokojem . Cóż chyba wypadałoby zapukać ale z drugiej strony jestem jego ‘dziewczyną’ i niby po co miałabym to robić ? Otworzyłam tak po prostu drzwi i zrobiłam krok do środka . Natychmiast tego pożałowałam . Czy ja muszę tak często żałować i nie myśleć co robię ? Cofnęłam się jak najszybciej umiałam i zatrzasnęłam drzwi . Owszem był tam Luck ale nie sam . Towarzyszyła mu Emily i wyglądali na zajętych . Trudno załatwię to kiedy indziej . Doszłam do drzwi . Z kuchni wydobył się głos Rosalie .
- Już wychodzisz ? – odkrzyknęłam coś , że tak i na schodach pojawił się On . Wzięłam płaszcz i nie zważając na jego zakłopotanie wyszłam .
Cały dzień pełen atrakcji . Czy kiedyś zdarzy mi się nudny dzień , w którym będę siedzieć nad jakąś książką albo będę oglądać jak normalny człowiek telewizję ? Życzę sobie tego z całego serca , bo te rewelacje są coraz bardziej beznadziejne .
- Blair , czekaj ! – męski głos wołał mnie z tyłu . Nie mogłam udawać , że nie słyszę , bo był dość blisko , a po za tym nikogo nie było w pobliżu .
Stanęłam . Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do niego . Nie odezwałam się pierwsza . Przecież to on czegoś chciał , a nie ja . Chwila milczenia . Skoro nie miał mi nic do powiedzenia , to chciałam się odwrócić ale mnie zatrzymał .
- Poczekaj. – próbował utrzymać ze mną kontakt wzrokowy . Jak on mógł po tym wszystkim patrzeć mi w oczy ?
- Słucham ? – zapytałam oschle .
- To nie tak jak myślisz . – on chyba sobie żartował ? Stać go tylko na taką śpiewkę ? Każdy amator tak mówi . Odwróciłam się znowu . Nadal nie dał mi odejść . Tym razem przyciągnął mnie do siebie i dotknął moich ust tymi swoimi kłamliwymi wargami . Odepchnęłam go z całej siły i zanim się zorientował o co chodzi dałam mu w twarz .
- Jesteś zwykłym kłamcą . Myślałeś , że nie wiedziałam ? Daj mi spokój palancie . Mógłbyś dać sobie spokój i nie pokazywać mi się więcej na oczy . – złapałam taksówkę i wróciłam do siebie . Niestety tam było jeszcze więcej niespodzianek . (…)

Otworzyłam drzwi i pierwsze co zobaczyłam to walizki stojące w korytarzu . O ile pamiętałam miałam takie same . Weszłam dalej ściągając płaszcz i rzucając go na którąś z półek . Buty też tam zostawiłam.
- W końcu jesteś . – podskoczyłam przerażona . Za mną stała matka . Pojawiła się jak duch , stąd moja reakcja . Brzmiała jakoś dziwnie .
- Ty również . – zmierzyła mnie wzrokiem . Była taka zimna i nieprzyjemna .
- Ubieraj się . – rzuciła tylko i wybrała jakiś numer na komórce .
- Jak to ? Po co ? Nie zasługuję na jakieś słowa wyjaśnienia ? – powiedziałam poirytowana .
- Podobno już wiesz , że wyjeżdżasz do Arkansas . Nie pamiętasz? Dzwonię po taksówkę . – w jej głosie było tyle jadu . Co się stało z tą kobietą ? I co ona sobie myśli !? Nigdzie nie jadę . Jestem pełnoletnia . Podeszła bliżej i wcisnęła mi bilet do dłoni .
- Sarah ! – wrzasnęła , a tamta pojawiła się . Trzymała walizkę i była ubrana w płaszcz . Chwila ? Czy ona jechała ze mną ?
- Wytłumacz mi to wszystko do cholery ! – warknęłam .
- Wyjeżdżacie z Sarah do tej miejscowości za Litte Rock . Proste . – odwróciła się .
- Spytałaś się mnie o zgodę ? – rzuciłam oburzona .
- Jesteś pod moją opieką , musisz się mnie słuchać . Jedziesz i koniec . Wszystko jest już załatwione . Dołączę do ciebie jak będę mogła . A teraz żegnajcie . Taksi już jest .
Trzasnęłam tymi drzwiami i właściwie nie wiedziałam co powiedzieć. Czyżby matka wyrzuciła mnie z domu ? O co tu chodzi ? Kolejne pytania bez odpowiedzi . Wcisnęłam bilet do kieszeni . Sophie wyszła , żeby się z nami pożegnać . Jej matczyne oczy były pełne łez . Reszta też wyszła oprócz Andrei . Jakby specjalnie chciałaby się mnie pozbyć . Wariactwo . Samochód ruszył na lotnisko . Mam nadzieję , że to tylko sen , bo to koniec. Zostałam z niczym , będę z niczym i byłam z niczym . Co mnie spotka w Arkansas ? Jeśli tam dolecę oczywiście . Niech samolot się gdzieś rozbije . Chcę aby to był koniec…


C.D.N.




Jeju , pisałam go dwa dni . O___O
Zają aż 5 stron w Wordzie . Jest taki całuśny i taki o niczym . : d XD
Osobiście początek jest fajny , reszta Hah jest hmm nie za dobra ale nie chce mi się poprawaić. : D
Jest najdłuższym rozdziałem , bo następny będzie około wtorku / środy . : - *
  • awatar Anetta. ♥: cudoo . :* teeż chce dedyczka lala . <3 ;D
  • awatar Gość: cudowny :)
  • awatar Gość: Kolejny świetny rozdział, czekam na więcej. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zupełna pustka i ciemność . Ilu ludzi to spotyka ? Wydawałoby się, że wielu , ale tamci pewnie chcieliby się tego pozbyć , a ja nie umiałam . Nie chciałam myśleć o niczym i nikim . Pragnęłam , żeby to odrętwienie trwało jak najdłużej . Aby ten paraliż myśli został już na zawsze . Nie musiałam pamiętać wszystkich szczegółów z życia , żeby stwierdzić , że było ono do bani .
- Sophie, pani Benett już wyjechała .
- Dobrze Karen . - westchnęła rudowłosa .
Jak to wyjechała ? Przecież powinna się przejąć swoją córką , a przynajmniej osobą , którą wychowywała przez dwadzieścia lat . Czy to już nic nie znaczy ? Wszystko się pieprzy .
Otworzyłam powieki . Sophia porządkowała jakieś kartki papieru . Cóż tu nie grało . To nie była moja jaskinia . Byłyśmy w innym pokoju . Ktoś musiał się odezwać , a ona na pewno by tego nie zrobiła .
- Dlaczego nie jestem w swoim pokoju ? - Oparłam się łokciami o materac . Mój głos zabrzmiał okropnie oschle .
- Remont . - rzuciła tylko jakby na odczepkę .
Podniosłam się . Poczułam przeszywający ból . Bolało . Odkryłam się i spojrzałam na nogi . Lewa była czerwona . Jakby krew nie miała się gdzie wydostać ale najbardziej mnie ruszyło to , że mam inną protezę . Co się działo przez ten czas ? Ile ja tu leżę ? Co to ma być do cholery ?! Nie mogłam wstać , wszystko mnie bolało .
- Sophie co się dzieje ? - opadłam na łóżko .
- Tym ciągłym chodzeniem i nadwerężaniem nogi załatwiłaś ją . To znaczy , po tak długiej przewie tak nagle zaczęłaś chodzić i nie wytrzymała takiego obciążenia stąd to omdlenie i zmiana protezy . Po za tym była już zużyta i mocno obdarta . Dano ci wygodniejszą .
- A ile ja tu leże ?
- Około tygodnia . Nie martw się możesz poleżeć jeszcze długo , bo w twojej przyszłej szkole jest awaria , a po za tym chyba z tego wyjdą nici .
- Dlaczego ? To przez ten wyjazd ?
- Podsłuchiwałaś ? - spiorunowała mnie wzrokiem .
- Nie , dobudzałam się . - w końcu to była jednak prawda .
- Tak . Wyprowadzacie się stąd . Twoja matka chce to wszystko sprzedać i wynieść się do jakiegoś małego miasteczka .
- Co ?! - mało co , a oczy nie wypadłby mi z orbit. - To niemożliwe .
- A jednak . - podała mi karteczkę . Otworzyłam ją pośpiesznie i zaczęłam czytać . To wszystko było po prostu bez sensu . Najpierw musiałam sobie przypomnieć co było kiedyś , a teraz mam to stracić ? I tych wszystkich ludzi ? Co z Anną , Julią , Carmen , Sophie , Rosalie nawet Lucasem i resztą ? To nie mogło się tak skończyć .
Karteczka była od ojca . W sumie mógł pisać do mamy . On dla mnie nie istniał . Nie umiał nawet przyjść tu osobiście i spojrzeć mi w oczy .
- Był tu ktoś ? - zapytałam ją po chwili milczenia.
- Tak . Lucas i twoje przyjaciółki .
- A czy On... Wiesz . - trudno mi było wymówić jego imię .
- Kłócili się kilka dni temu , bo chciał spokojnie porozmawiać . - prychnęła . - Lecz Andrea nie miała na to ochoty i go wyprosiła jeśli można to tak nazwać . - zaśmiała się pod nosem. - Potem zaczęła załatwiać formalności związane z domem i pracą .
- Gdzie konkretnie się przenosimy ? - zapytałam .
- Do Arkansas . Gdzieś za Little Rock .
- A czy Ty ? - zapytałam słabym głosem .
- Nie mogę . Tego już jest za dużo jak na mnie . - westchnęła . Zabierając niezgrabnie z półki kartki papieru wyszła.
Miałam chwilę , żeby przemyśleć sobie to wszystko . Wszystko byłoby prostsze , gdybym mogła normalnie funkcjonować . Chyba ktoś był w złym humorze , gdy się rodziłam dlatego postanowił mi tak spaprać życie . Ale okej , żyję... jeszcze .
Co się tyczy Lucasa , zostawię go sobie , bo nigdy nie wiadomo co się zdarzy . Może jednak się nie wyniesiemy , a zemsta jest słodka . Swoją drogą dlaczego On to zrobił ? Chciał się zemścić na bracie ? Ale on był starszy , 23 lata chyba powinny mu coś mówić . Ja niedawno skończyłam swoją dwudziestkę , a on zbliżał się do dwudziestki czwórki . Czyżby chciał mnie tylko wykorzystać ? Wyglądał na miłego i z tego co pamiętam zawsze taki był . Co go mogło zmienić ? A może ktoś to zrobił ? W każdym razie szkoda chłopaka.
Skoro był Lucas to pora na Lewisa . Moje serce. Nigdy się nie zastanawiałam czemu mnie zostawił . Byliśmy przecież szalenie zakochani . Coś musiało stanąć na drodze . Czy to Luck go do tego zmusił ? Ale podobno on wyjechał gdzieś do Nowego Jorku . Nie wiem co się stało . Kolejna sprawa do wyjaśnienia . Mam przeczucie , że Philip wie coś , więcej . Przyjaźnili się . Tyle dobrych rzeczy o nim słyszałam ale widziałam go tylko kilka razy i to przelotnie . Czemu nie chciał mnie bliżej poznać? Przecież wtedy byłam normalna .
Philip och Philip . Tylko namącił mi w głowie ale ma fajną babcię . - zaśmiałam się .
Ta noc był jak sen . Super bohater , który uratował księżniczkę uciekł od niej , bo tamta chciała jego brata . Nic dziwnego ,że się na mnie obraził . Może liczył na więcej ? W tej chwili nie mogłam mu nic obiecać ale ukrywał coś . Dałabym sobie drugą nogę uciąć, że coś wie . Musi , inaczej sama sobie tą nogę odetnę . Pozostaje jeszcze jedna rzecz dotycząca jego osoby. Nie dowiedziałam się czemu mnie uratował . Przecież mógł przejść obojętnie udając , że nikogo nie widzi . Wiem idiotyczne . Nie wygląda na egoistę ale myślę , że to coś więcej . Ten głos wydał mi się znajomy i sposób w jaki mnie dotykał... Coś w tym jest ale nic do niego nie czuje. Po prostu jest taki inny . Chociaż może kiedyś , gdy... Nie ! Na razie mam na głowie inne sprawy , a nie miłostki .
Następny problem to mój kolejny wybawca . Ten z płonącego domu . Kim on mógł być ? Nikogo wtedy nie było, a żaden z tamtych tępych typków nie odważyłby się sprzeciwić przywódcy stada baranów . Więc kto ? Podobno nie było nikogo innego ale musiał być . Dom spłonął żywcem , a ja byłam w tej piwnicy i chciałam wyjść , a potem ciemność. Odgłos karetki i szpital . Ktoś musiał pomóc mi się stamtąd wydostać. Przecież gdy się dzwoni na pogotowie to trzeba podać swoje dane . Chyba odbędę wycieczkę do szpitala .
Dalej Richard zwany Rickim . Tak jak wspominałam jest dla mnie skończony jako człowiek i ojciec. Przecież zmarnował tej kobiecie taki kawał życia .
A Andrea ? Co z tego , że nie jest moją biologiczną matką ? Przecież próbowała mnie trochę wychować , chociaż większą robotę odwaliła Sophie bo ich w domu nie było . Ciągle praca , imprezy charytatywne i znajomi .
Sophie . Moja biedna Sophie . Wypełniła tyle mojego życia światłem i co za to dostała ? Zwolnienie na koniec . Może gdyby dałoby mi się ją namówić to pojechałaby z nami ?
Nie chcę wyjeżdżać . Może to już czas aby rozprostować skrzydła ? Boję się tego ale chyba nadchodzi na to czas . Ciekawe czemu ona podjęła taką decyzję beze mnie ? Trzeba będzie to wyjaśnić.
Podsumowując jest do dupy .
Musiałam się podnieść . Nie ważne jak noga bolała . Musiałam wstać . Przypomniało mi się coś . Przed ucieczką z domu miałam odwiedzić Rosalie . Niby się widziałyśmy ale jej nie pamiętałam . W tym drobnym ciele zawsze było mnóstwo energii .
Rozpoznałam pokój , w którym byłam . Tu mnie kiedyś zamykali jak nie chciałam jeść brokuł . Stąd te zielone ściany . Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym . Nadal nie przepadam za tym warzywem .
Otworzyłam drzwi swojej sypialni i oniemiałam . Pokój był tak różnorodnie zbudowany. Wielkie okno po prawo miało szeroki parapet i mnóstwo poduszek . Cała rama była w różowo czerwone paski , a obok były szklane drzwi wychodzące na balkon . Łóżko stało tam gdzie przedtem ale baldachim był inny . Całkowicie biały. Ściana była oklejona tapetą w biło czarne paski . Spoglądając w górę można było dostrzec małe lampki i również tapetę ale tym razem granatową . Razem kompozycja tworzyła niebo . Za wielkim parapetem było wcięcie i biurko . W tym kącie wisiały też zdjęcia . Z dzieciństwa jak i inne . Na końcu obok wejścia do łazienki stała ogromna szafa z lustrami . Całość była świetna .
Z nowo kupionych rzeczy wygrzebałam coś cieplejszego , bo pogoda nie dopisywała .
Po jakiś trzydziestu minutach poszłam najpierw do szpitala .
Przy recepcji stała jakaś stara pielęgniarka i nie wyglądała na miłą . Gawędziła sobie razem z młodszą od siebie blondynkę . Chyba też pielęgniarką . Musiałam chrząknąć trzy razy , żeby zwróciły na mnie uwagę . Zirytowałam się .
- Czy mogę się czegoś dowiedzieć ?
- Dzień dobry . Zależy czego . - zmierzyła mnie wzrokiem .
- Chcę się dowiedzieć kto zadzwonił po karetkę wtedy , gdy ten stary dom za LA się palił . To jest ten wypadek , w którym uczestniczyła Blair Benett .
- Wybacz skarbie ale nie możemy udzielać takich informacji . - odwróciła się do mnie tyłem i zaczęła znowu śmiać się z drugą .
- Czy ty wiesz kim ja jestem ? - zapytałam oburzona .
- Zdesperowaną nastolatką . - prychnęła .
Wyciągnęłam swój dowód osobisty i rzuciłam go pod ten jej wielki nochal . Od razu stała się milsza i zrobiła to czego chciałam .
Na stoliku obok leżało dzisiejsze wydanie dziennika . Podniosłam go i pożałowałam tego .
- Wielkie małżeństwo Andrea i Richard rozpada się ? - przeczytałam na głos . Nie mogłam w to uwierzyć . Cisnęłam gazetą w kąt . Zebrani ludzie zaczęli się na mnie gapić . - Długo mam czekać ? - warknęłam na pielęgniarkę .
- Niestety , osoba nie podała swoich danych osobowych , przykro mi . - posłała mi sztuczny uśmiech . - I przykro mi też z powodu twoich rodziców . - teraz byłam pewna , że chciała się odegrać .
- Nie musi ci być przykro , bo to tylko gazeta .
- W każdej plotce musi być ziarno prawdy . - uderzyłam ręką o stolik .
- To zwykła plotka .
Wyszłam zdenerwowana ze szpitala . Jak ona śmiała się do mnie tak odzywać ? Kim ona jest , że na tyle sobie pozwala . Zołza . Nie miałam już sił iść do Rose , więc poszłam do kawiarni . Przynajmniej tam mogłam odpocząć popijając kawę .
Gapiłam się w okno jak ludzi idą w różne strony i jak jadą samochody . Wzięłam łyk gorącej cieczy do ust i zakrztusiłam się , bo zobaczyłam Philipa z parą starszych ludzi . Wyjęłam banknot z kieszeni i wyszłam z kawiarni jak najszybciej umiałam...


C.D.N.


Napisany na życzenie Marleny . Masz co chciałaś . Przynajmniej będziesz miała małą przyjemność po tym dentyście . XD
Rozdział jest do bani jak poprzedni ale cóż , macie Philipa . : D
  • awatar MrsTosziko: To jest dentystka XD. Co?! Rozdział do bani? . pfi. chyba oszalałaś, jest świetny jak cała reszta, ten dziewiąty to aż 3 razy przeczytałam. XD. Chcę już jedenasty rozdział. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Co ja sobie myślałam prowadząc za sobą nieznajomego mężczyznę, którego znałam ledwie pół godziny ? Sama nie wiem . Po prostu musiałam odreagować ale czy musiałam go wykorzystać ? Cóż jedynie on był pod rękę , a z Lucasem policzę się kiedy indziej . Co się tyczyło matki , powinna dać sobie radę . Chyba nie musiałam meldować się co godzinę skoro mam już dwadzieścia lat ?
Czułam się jak pijana . Emocje targały mną na prawo i lewo. Tylko On wyglądał na zadowolonego . Nie miałam pojęcia czemu . Przecież nie znał mnie wcześniej , a może czuł się jak bohater ? Pewnie Go rozczaruję samą sobą jeśli już tego nie zrobiłam . Właściwie nawet nie znam jego imienia . Ciągnęłam go nadal za sobą aż doszliśmy do domku. Przecież do ‘prawdziwego’ domu nie mogłam Go wziąć . Na szczęście nie zadawał pytań . Posłusznie powędrował za mną na górę . Usiadłam wygodnie w pierwszym fotelu i zaczęłam go obserwować . Rozglądał się . Chyba nie wiedział co jest grane . Nie wyglądał to jak zwykły domek na drzewie . Może to przez te meble . Swoją drogą , ciekawe dlaczego to wszystko nadal się tak solidnie trzyma . Te drewno ma już kilka lat , a meble lżejsze się nie stają , lecz wróćmy do sytuacji . Usiadł naprzeciwko . Nastała krępująca cisza. Zawstydziłam się . O czym mieliśmy rozmawiać ? Byłam pewna , że w jego głowie roi się nie jedno pytanie . Postanowiłam mu pomóc .
- Pytaj .
- O co ?
- Nie chcesz nic wiedzieć ? – zmarszczyłam czoło . Co z nim jest nie tak ? Czy codziennie ratuje takie beznadziejne osoby jak ja i siedzi z nimi w domku na drzewie ? Wydawało mi się , że chyba ja powinnam zapytać go skąd On tam się wziął .
- Nie muszę . – kolejna dziwna odpowiedź . O co mu chodziło ? To ja się tu miałam bawić .
- Ale ja muszę . Skąd się wziąłeś w parku ? Śledziłeś mnie ? Dlaczego mnie uratowałeś ? – zaczęłam wymieniać je wszystkie po kolei ale uciszył mnie gestem dłoni .
- Nie tak szybko . – zaśmiał się cicho , lecz w tej ciszy brzmiało to raczej głośniej niż planował . Zirytował mnie . Próbowałam wytrzymać te jego aroganckie spojrzenia wmawiając sobie , że sama go tutaj sprowadziłam . Wydawał się miły lecz teraz miałam co do tego wątpliwości . – Wybrałem się na spacer i doszedłem do klubu , następnie zauważyłem jak oddalasz się w stronę parku . Nie wyglądałaś na głupią osobę ale jednak poszłaś tam sama i co cię spotkało ? Właśnie . – skrzywił się lekko .
- A więc mnie śledziłeś . – wysunęłam język w jego stronę . Wybuchnął tak beztroskim śmiechem , że moja cała złość na niego minęła . Wpatrywał się we mnie . Tak inaczej niż przedtem . Zatkało mnie ale znowu się zirytowałam . W co on pogrywa ?
- Podoba mi się twój uśmiech . – powiedział po dłuższej chwili . Uśmiechnęłam się w duchu lecz na zewnątrz postanowiłam zostać nie ugięta .
- Nie odpowiedziałeś na ostatnie pytanie . – zaznaczyłam .
- Dlaczego cię uratowałem ? – spojrzał na mnie, a ja tylko pokiwałam głową . – A dlaczego nie ? – znowu to zrobił . Stał się taki arogancki . – Mogłaś być przypadkową osobą .
- Niby mam uwierzyć w bajeczkę o dobrym uczynku ? – wstałam .
- O co ci chodzi ? Dlaczego to do ciebie nie dociera ? Ludziom pomaga się bezinteresownie. – odpowiedział sucho .
Zrobiło mi się słabo. Głowa zaczęła mnie boleć . Opadałam z sił. W końcu to był dzień pełen wrażeń. On wstał . Próbował mnie złapać , żebym nie spadła i udało mu się to . Podniósł mnie i posadził delikatnie na fotelu , a sam przyklękną obok .
- Już dobrze . – przemawiał do mnie równocześnie gładząc moje włosy . Wszystko będzie dobrze , uspokój się .Minęło kilka minut za nim całkowicie doszłam do siebie . Może w pewnym sensie doszłam do siebie , bo na pewno nie do końca .
Nie spuszczał ze mnie oka . Ciągle był przy mnie .
- Wszystko dobrze ? – zapytał z troską w głosie. Odpowiedziałam coś niezrozumiale ale chyba uznał to za tak . Spojrzał na sufit . Przez moment bacznie go obserwował . Na jego twarzy zagościło zdziwienie . – Ty na prawdę nazywasz się Blair Benett ? – zaskoczył mnie . Nie wyjawiałam mu swojego nazwiska , a jest mała szansa na to , żeby je skądś znał .
- Skąd wiesz jak mam na nazwisko ? – zagrałam w otwarte karty . Nie miałam siły już udawać . Usiadłam prosto na fotelu i spojrzałam prosto w jego oczy . Te głębokie ciemne , czarujące oczy .
- Prawdopodobnie cię znam. – wydusił .
- Tak samo jak Lewisa ? To ty jesteś tym jego kolegą co mieszka w Arkansas ? – zmierzyłam go wzrokiem . Pokiwał potakująco głową . Wiedziałam ale czemu mi tego wcześniej nie powiedział . To by tylko wiele wyjaśniło .
- A więc to ty jesteś tą jego byłą dziewczyną ?
- Tak. – zmieszał się .
- Muszę już iść .
- Dlaczego ? - nie chciałam , żeby odszedł . Po tym co powiedział nie wytrzymałabym bez wyjaśnienia.
- Jutro , a raczej dzisiaj wyjeżdżam . Dziadkowie się pewnie martwią . – wyciągnął komórkę z kieszeni . Na wyświetlaczu były 3 nie odebrane połączenia . – Wybacz , muszę iść .
- A gdybyś tak został ? Przynajmniej na noc ? – spytałam z nadzieją . Teraz on zmierzył mnie wzrokiem . Uśmiechnął się .
- Przecież jestem nienormalny , więc chyba powinienem zostać z tak paskudną i złośliwą niewiastą . – zaśmiał się . Przytuliłam go . Dzięki niemu poczułam się lepiej i przecież to on mnie uratował , więc nie mogłam go tak łatwo wypuścić . Uniósł kąciki ust do góry .
- Mam dwa warunki . – powiedział poważnym głosem . – Po pierwsze dzisiaj już żadnych pytań o Lewisie .
- Dobrze , a drugi ? – posmutniałam trochę , ale to nie koniec . Możemy jeszcze rano porozmawiać.
- Ty dzwonisz do mojej babci .
- Co proszę ? – zaśmiałam się melodyjnie .
- To co słyszałaś Blair . – podał mi telefon z wybranym numerem . Położyłam go na ziemi i włączyłam głośnik . Pod drugim sygnale odezwał się głos .
- Philipie czy ty wiesz , która jest godzina ?! Ty przeklęty szczeniaku !
- Przepraszam panią , to moja wina . – zawstydziłam się . Poczułam rumieńce na policzkach . Nie widziałam tej kobiety , a już jej się bałam i Philip . Ładne imię .
- Powiedz mu , że jak zabawia się z prostytutkami to mógłby dać znać gdzie jest . – myślałam , że dostanę zawału . Kim był ten chłopak , że ona go o takie rzeczy podejrzewała . Spojrzałam na niego . Świetnie się bawił . Brakowałoby jeszcze chwili , a posikałby się ze śmiechu.
- Babciu , spokojnie . To nie jest żadna prostytutka . – zaśmiał się . – Poznałem ją przez przypadek w parku , bo jacyś kolesie się do niej przystawiali , a ona w podzięce zaprosiła mnie na… rozmowę .
- Wesoło wam . – rzuciła oskarżycielskim tonem . – Mogłeś zadzwonić .
- Ależ dzwonię . Nie jestem już małym chłopcem .
- Zrozum , że jesteś . To , że prowadzasz się już z panienkami to nie znaczy , że jesteś duży . – tym razem to ja uniosłam się śmiechem .
- Dziękuję , od bohatera spadłem do zera babciu . Kończę . – rozłączył się .
- Co cię tak śmieszy ? – warknął .
- Nic . – nadal się śmiałam .
- Tak ci wesoło ? – zacytował babcię . – No to proszę . – zaczął mnie łaskotać .
- Poddaje się . – to niesprawiedliwe , że miałam łaskotki . Odegram się za to . Ziewnęłam .
- Śpiąca królewna ? – zakpił .
Było koło pierwszej w nocy , więc nie dziwię się sobie . Lubiłam się wysypiać . Wygrzebałam koce z szafek . Okazało się , że za firanką było składane łóżko . Niestety tylko jedno osobowe , więc trzeba było sobie radzić , a nikt nie chciał spać na podłodze. Złożyliśmy kilka mebli do siebie i w pewnym sensie powstało łóżko . (…)
Obudziłam się nad ranem . Obróciłam się , żeby zobaczyć Philipa ale spotkał mnie zawód . Nie było go . Została tylko mała karteczka .
Żegnaj Blair .
Do oczu napierały mi łzy . Jak on mógł mnie tak zostawić ? To niesprawiedliwe . Podniosłam się stąd . Noga zaczęła mnie boleć . Coś było nie tak . Gdy mnie uwierała działo się coś niemiłego . Poszłam do domu . Cisza .Myślałam , że wszyscy śpią ale pomyliłam się .
- Gdzieś ty była ?! – obróciłam się w stronę salonu . Tyłem na fotelu siedziała mama . Nie mogłam udawać , że tego nie słyszałam , więc odpowiedziałam .
- Od kiedy to ja musze się tłumaczyć ? Przecież ty możesz wyprawiać głupstwa bez mojej zgody . – poszłam do swojego pokoju . Musiałam się położyć . Ból stał się nie do zniesienia . Otworzyłam drzwi , stał tam ktoś , ale znowu pojawiły mu się mroczki przed oczami i padłam na ziemię…


C.D.N.


Z serii rozdział na szybko , chociaż długo go pisałam . O___o
Tym razem postanowiłam sprawdzić błędy , więc jeśli coś pominęłam to przepraszam .
Poprawię się w pisaniu , bo ten to wgl. nie powinien się tu pojwaić , miał zupełnie inczej wyglądać . : )
Następny może niedługo ? ; - *

+ za tak kiepski rozdział dodoaje zdj. chłopaka , któy może wygądać jak Philip tylko ma trochę za jasne włosy .

+ zdj. , które w miarę opisuje Blair . Możecie ją sobie tak wyborazić .

Te zdjęcia nie są idealne , bo nigdzie nie mogłam znaleźć osoby , która mogłabybyć Philipem albo Blair .
  • awatar Gość: No, no fajne :D
  • awatar Gość: kurde zarąbisty jest ten rozdział, taki uroczy :> . właśnie szkoda, że uciekł Philip. xd Mam nadzieję, że ich nie pokłócisz ani nic z tych rzeczy :)
  • awatar Gość: Super, tylko, że szybko się skończyło. :P :P Czekam na ciąg dalszy. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Nieznajomy *

Nadchodził ostatni dzień mojego pobytu tutaj . Już jutro wyjeżdżaliśmy. Mam kilka rzeczy do spakowania i już jestem gotowy nie wiem jak reszta . Pewnie wyjazd się przeciągnie . Pewnie powinienem teraz pójść wcześniej spać ale wolałem jeszcze trochę pospacerować . Spodobało mi się to miasto… Ma w sobie tyle uroku , jest piękne , cudowne , ale czy ja nadal mówię o mieście ? W głowie nadal siedzi mi ta dziewczyna o twarzy anioła . Nawet jej nie znam, a czuje , że mogłoby nas coś łączyć. Tylko jest mały problem . Szansa , że zobaczę ją ponownie wynosi zero. Nawet mniej . Oddałbym wszystko , żeby chociaż ostatni na nią spojrzeć.
Niebo tej nocy było wyjątkowo puste .Tylko gdzieniegdzie można było spostrzec jakąś gwiazdę . Patrzyłem się tępo w nie w duszy czekając , że któraś mogłaby mi spełnić to jedno małe życzenie . Zacząłem się śmiać, ponieważ przed moimi oczyma pojawiała się spadająca gwiazda . Myślałem , że to są jakieś omamy, albo , że jestem już jakiś zdesperowany . Mogłem też już kompletnie ze świrować. Nie czekałem ani chwili dłużej i pomyślałem życzenie.
- Chcę ją zobaczyć , chcę ją zobaczyć , chcę ją zobaczyć . – te trzy słowa były wtedy dla mnie jak modlitwa do Boga . Już nie do gwiazd ale właśnie do Niego .
Otworzyłam oczy . Nic . Byłem wściekły , że mogłem pomyśleć o spełnieniu mojej beznadziejnej prośby. Kopnąłem kamień leżący pod moimi nogami i ruszyłem zły przed siebie . Chyba powinienem wrócić do dziadków . Pewnie się martwią.
Chciałem przejść przez ulicę , ale jakiś pirat drogowy prawie mnie przejechał.
Los Angeles . – prychnąłem i poszedłem dalej ale przez moment coś niedobrego zaczęło dziać się w mojej głowie . Przecież to on ją porwał . Przecież to on podpalił ten dom i czy z nim nie było jej ? Był tam jeszcze jeden człowiek na pewno. Pobiegłem za samochodem . Zatrzymał się przy klubie . Oboje wyszli z niego . Miałem rację to on i ona . Ale co ona robi z nim ?! Obrócili się w moją stronę , a jak idiota schowałem się za drzewem . Przecież ona mnie nie pamiętała . Tym bardziej on nie pamiętał. Nawet mnie nie widział . Teraz najwyżej pomyśleć może , że jestem jakimś psycholem . Są jednak jakieś plusy . Pomyśli o mnie w ogóle . Byłem teraz w krainie wiecznego szczęścia . Czułem się jak naćpany . Przebudziłem się tak nagle jak wstąpiłem w ten stan . Przecież ona musi mieć jakiś powód , żeby tu być. Wszedłem za nimi do tego paskudnego pomieszczenia. Zaczepiła jakąś kobietę z tatuażem. Obok stała taka krótko ścięta i jakieś inne .Obserwowałem całe zdarzenie tylko jako widz nic więcej . Chyba się kłóciły. Oboje próbowali zabrać kobiety do domu. Ta z tatuażem i czarnej opinającej sukience zdecydowanie nie chciała wychodzić. Może były siostrami , ale tamte były jakieś stare , tamta przeciwnie . Chyba , że jest już po jakiś operacjach czy coś . Ten kryzys wieku średniego. To jest koszmar dopiero . Chyba tamte kobiety się poddały , bo potulnie jak baranki wyszły z pomieszczenia . Podążyłem za ich przykładem . Znowu stanąłem w jakimś dyskretnym miejscu. Weszły do samochodu oprócz dziewczyny o twarzy anioła. Została na tutaj . Podeszła do tamtego kolesia i chyba coś uzgadniali. Po chwili tamci odjechali , a tamta zaczęła się rozglądać. Może to była moja szansa ? Ta jedna na milion . Podszedłem do niej i chciałem się już przywitać ale poszła sobie . Nic żadnej reakcji z jej strony . Może dlatego ,że stała tyłem do mnie . Poszedłem za nią. Ulice są o tej porze niebezpieczne. Weszła do parku . Czy ona mało się nauczyła po ostatnim zdarzeniu , że w parku roi się od bandziorów ?! Faktycznie niesamowita. Usiadła na pierwszej lepszej ławce z brzegu i schowała twarz w dłonie. Możliwe było , że szlochała. Koniec . Muszę do niej zagadać , bo nigdy się nie uda . Zrobiłem krok do przodu ale ktoś mnie ubiegł. Z tamtej strony nadchodzili oni. Dlaczego ona ma takie szczęście ?! Schowałem się za krzakami. Nie wyglądałem teraz na bohatera ale po co od razu interweniować ?
- Witaj maleńka . – podniosła głowę do góry . Osłupiała. Jej mina nic nie wyrażała oprócz zdziwienia.
- Jesteś wodoodporna ? – zakpił jeden z dryblasów, a reszta się zaśmiała.
- Spokojnie . Nic ci tym razem nie zrobimy , chyba , że nie będziesz odpowiadać . – uśmiechnął się ten pierwszy. Ona znowu nic . Nadal tak tępo się na nich gapiła.
- Coś mi się nie wydaje , żeby ona chciała z nami rozmawiać . – powiedział jeden do drugiego.
- Widocznie ta kaleka chce zdechnąć. – mruknął pod nosem ten pierwszy.
- To na co czekasz . Zabij mnie . Czekam . – przemówiłam . Tym razem ja osłupiłem . Czy to był typ samobójczyni ? Przynajmniej nie wyglądała , ale życie musiało jej dać popalić.
- Twoje życzenie jest dla nas rozkazem . – najmniejszy od lewej wyciągnął nóż. Tego było już za wiele . Rozejrzeli się dokoła. Dziewczyna tylko szeroko się uśmiechnęła i zaczęła zachęcać ich do zbrodni . Uznali , że nikogo nie ma w pobliżu więc podnieśli ją za włosy i przystawili nóż do gardła. Śmiali się radośnie jak przy jakiejś grze to było chore !
- Żegnaj skarbie . – wyskoczyłem tyłu i rzuciłem się na niego. Troje spadliśmy na ziemię , a nóż wypadł mu z ręki .
- Co się tu do cholery dzieje ?!
- Przecież nikogo nie było , sprawdzałem . – zaczęli obwiniać się siebie nawzajem.
Chwyciłem dziewczynę i narzędzie .
- Macie problem chłopaki ? – warknąłem . Cofnęli się do tyłu. Strach ich obleciał .
- Spokojnie młody . Tylko rozmawialiśmy . – zaczął mnie uspokajać.
- Może tym razem porozmawiamy z policją. – wyciągnąłem telefon z kieszeni i już ich nie było . Roześmiałem się . Dziwny sposób na odreagowanie ale zadziałał . Co za tchórze.
Nadal czułem jak brunetka ściska moją dłoń . W końcu musiałem się odwrócić i zrobiłem to wtedy , gdy tamtych już nie było widać.
- Czy wszy… - dziewczyna nie dała mi dokończyć zdania , ponieważ przytuliła się do mnie tak mocno , że sprawiało mi to lekkie trudności z oddychaniem . Nie wiedziałem jak na to zareagować. Wielką niespodzianką było dla mnie to , że ją zobaczyłem . Nie byłem przygotowany na nic więcej . Po chwili namysłu objąłem ją delikatnie . Cała się trzęsła ale nie płakała. Oparłem podbródek na jej głowie . Próbowałem cicho uspokajać i kołysałem ją w swoich ramionach. Jak dla mnie mogliśmy tam stać całą wieczność.
- Przepraszam . – wyszeptała. Za co miała przepraszać ? Za to , że spełniła moje najskrytsze pragnienie ? Za to , że chciałem żeby na zawsze ze mną była ?
- Za co ? – mój głos zabrzmiał jakoś dziwnie .
- Za wszystko. – opuściła ręce w dół ale nadal była przy mnie . Nie pozwoliłbym jej teraz odejść. Nie ma takiej opcji.
- Nie masz za co . – odparłem spokojnie. Nie podziałało . Wyrwała się z mojego uścisku i zaczęła krzyczeć.
- Jak to nie mam za co ?! Ty mi właśnie uratowałeś życie! Nie dociera to do ciebie ?! Dlaczego właściwie to zrobiłeś ?! Nie znamy się nawet ! – coraz więcej emocji wkładała w swoje słowa.
- Dobrze , już dobrze. Pozwolisz mi się ciebie odprowadzić i będziemy kwita. W końcu to niebezpieczna okolica. – rzuciłem bezmyślnie . Zmierzyła mnie wzrokiem . Było w nim coś takiego innego niż we wszystkich jej spojrzeniach razem wziętych. Patrzyła na mnie jak na idiotę i jak na bohatera ? Nie rozumiałem tego . Roześmiała się . Teraz to ja powinienem krzyczeć . Co ona sobie wyobraża ? Wrzeszczy , a teraz śmieje się ?!
- Co ?! – wrzasnąłem poirytowany jej zachowaniem .
- Zgadzam się .
- Ale na co ? – jeszcze bardziej się pogubiłem . Co ona sobie właściwie myśli ?
- Żebyś mnie odprowadził . Chyba , że nie chcesz . – na dźwięk tych słów na moje serce zaczęło coraz szybciej bić . To bicie raczej przypominało walenie dzwonu . Uśmiechnąłem się do niej .
Dowiedziałem się , że ma na imię Blair. Piękne imię , doskonale dopasowane. Mieszka na Toluca Lake . Bogata dzielnica. Pewnie musi mieć nadzianych rodziców. Zauważyłem coś dziwnego w jej twarzy , gdy wspomniałem , że jutro wracam do domu. Jakby smutek ? Nie , widocznie mi się zdawało.
- To już tu . – spojrzała na mnie tymi cudownymi szmaragdowymi oczami.
- Chyba czas się pożegnać . – zmarszczyłem lekko czoło .
- Jeśli nie chcesz…
- Co takiego masz na myśli ? – nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu. Rozbawiło ją tą.
- Ty faktycznie jesteś nienormalny . – złapała mnie za rękę i poprowadziła w głąb ogrodu...


* jest to chłopak , który uratował Blair z płonącego domu .


C.D.N.





No cześć . : d
Dodałam wcześniej niż planowałam . Troszczeczkę miało to inaczej wyglądać ale tak też może być .
Co sądzicie ?
+ wybaczcie literówki , nie chce mi się sprawdzać . XD
  • awatar Gość: Cudne :D
  • awatar Anetta. ♥: Świetnee . ! <33
  • awatar Gość: Dziewczyno masz talent. Nie doczekam sie następnej części. ^.-
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Położyłam rękę na klamce i gdy chciałam ją nacisnąć poczułam dłoń na ustach i na brzuchu , która skutecznie powstrzymała mnie od otwarcia drzwi. Nie krzyczałam , bo na moim ramieniu zwisał rudy lok i poznałam Sophie . Byłam na nią potwornie zła. Dała mi znak dłonią , żebym była cicho i poszła za nią . Przez całą drogę na dół gotowały się we mnie emocje i w każdej chwili mogłam wybuchnąć. Wydawało mi się ,że mnie ignoruje , bo nie odezwała się do mnie ani słowem dopóki nie weszłyśmy do kuchni .
- Dlaczego to zrobiłaś ?! – krzyknęłam w progu idealnie czystej , wyłożonej kafelkami kuchni . – Przecież wiesz co tam się dzieje ! Jak możesz pozwolić na to , żeby tak krzywdził Andree ?
- Uspokój się dziecko . To nie jest takie proste .
- Myślisz , że krzywdzenie niewinnych osób przez tak długi czas jest fair ?Dwadzieścia lat Sophie ! Czy ty to sobie wyobrażasz ?!
- Wiem co musisz czuć . To nie jest fair , ale to nie od nas ona powinna się tego dowiedzieć . – westchnęła .
- A niby od kogo ? Przecież on jej tego nie powie . – usiadłam na krzesło przy stoliku . – Sophie nie mam już siły na to wszystko . To co się dziś dzieje przechodzi ludzkie pojęcie .
- A co się jeszcze dziś stało ?
- Dowiedziałam się co się działo w moim poprzednim życiu .
- Blair .
- Nic nie mów i nie bój się . Chcę żyć normalnie , nie rozpamiętywać starych spraw .
- Postawa godna dojrzałej osoby , niewielu istnieje takich ludzi . – podeszła do mnie i przytuliła do siebie . Potrzebowałam tego . Potrzebowałam czuć , że komuś na mnie zależy , że nie jestem sama .

(…)

Siedziałam przed telewizorem oglądając jakieś badziewie programy telewizyjne . Zbliża się dziewiętnasta , a mamy nadal nie było w domu , a miała być godzinę temu . Bałam się o nią . Niby była twarda w na zewnątrz , ale w środku była krucha . Tak jak z porcelaną . Wlejesz do niej gorącej cieczy i to wytrzyma , ale gdy ją opuścisz pobije się i nigdy już nie będzie taka sama . Pół godziny temu Richard odprowadził swoją ‘klientkę’ , która miała poważny problem, do drzwi . Teraz siedział nadal w swoim gabinecie. Dla mnie był już skończony . Nie było dla niego wytłumaczenia .
Usłyszałam kobiecy śmiech i dźwięk otwieranych drzwi. Zeszłam z sofy i pobiegłam jak najszybciej umiałam . Z wielkim uśmiechem na ustach zobaczyłam mamę z Rose . Jak się już dowiedziałam była ona matką mojej drugiej połówki . Rzuciłam się Andrei na szyję . Widać , że była zdziwiona , bo dopiero po kilku sekundach mnie przytuliła .
- Dlaczego tak późno wróciłaś ?! – zadałam jej oskarżycielskie pytanie . Mój ton głosu brzmiał trochę ostro i rodzicielka trochę się zmieszała .
- Cóż . Zapisałam cię do szkoły . Będziesz chodzić do klasy razem z twoimi koleżankami . Tylko przedtem będziesz musiała zaliczyć jakieś kursy . Zaczynasz od poniedziałku . – uśmiechała się i uśmiechała , a ja patrzyłam na nią z szeroko otwartymi oczyma . Nie wiedziałam co powiedzieć . Nie pomyślałam , że weźmie moje słowa na serio .
- Ojej , to super . – wydusiłam z siebie powoli .
- A pamiętasz Rose ? To mama Lucasa . – wskazała na kobietę obok .
- Tak , dzień dobry pani .
- Witaj Blair . – uniosła kąciki ust do góry .
- Chodźmy do salonu , Nikki zrobi nam herbaty.
Przeszłyśmy do salonu . Kobiety rozmawiały i śmiały się jednocześnie . Takiej rozmowy chyba jeszcze nie widziałam . Nikki po chwili przyszła z herbatą i słodkościami . Postawiła wszystko na stoliku i odeszła . W drzwiach stanął Rich . Zmierzył nas wzrokiem .
- Dzień dobry Rose , mogę cię na chwilę prosić Andreo ? – miał nieprzyjemny wyraz twarzy . Oznaczało to raczej jakieś kłopoty niż szczęście .
- Dobrze , zaraz wracam . – rzuciła do nas i ruszyła za mężem . Gdy drzwi gabinetu zatrzęsły się przeprosiłam siedzącą na sofie Rosalie i weszłam na górę. Już z końca korytarza było słychać kłótnię .
- Dlaczego ?! – wrzasnęła mama .
- Bo cię już nie kocham . – powiedział niewyraźnie Rich . Podeszłam bliżej , żeby lepiej słyszeć .
- To co ja ci takie zrobiłam , że już się odkochałeś ?
- Nic. To samo minęło . Wybacz .
- Wybacz ? Ty chyba sobie żartujesz ?! Po tylu wspólnych latach , chcesz nas zostawić ? Mogłeś od razu mi powiedzieć, że nie chcesz mieć nic do czynienia z bezpłodną skoro to dla ciebie taki problem . – zatkało mnie . Ale jak to bezpłodną ? Przecież jestem ich dzieckiem…
- Ale to nie o to chodzi . Przecież mówiłem ci , że to nie ma dla mnie żadnego znaczenia .
- Nie dotykaj mnie ! Jesteś dla mnie niczym . Żałuję , że cię poznałam . Nie jesteś tym kimś kogo pokochałam . Tamta osoba nie zostawiłaby swojej rodziny .
- Posłuchaj mnie . Blair się poprawiło . Masz szansę odbudować swoje życie od nowa i jej też .
- Kim ona jest ? Czyżby to któraś z tych twoich pilnych klientek ?!
- Przestań , to nie ma nic wspólnego z tym o czym myślisz .
- Tak to powiedz mi dlaczego nie chcesz już nadal z nami być ? Któraś była lepsza ? Wolałeś mieć dziecko z nią , a nie z jakąś surogatką ? Myślałeś, że nie boli mnie to , że nie mogę sama urodzić dziecka ?! Przecież się zgodziłeś . Pokochałam ją jak swoją ale tobie to nie wystarcza najwyraźniej .
- Uspokój się . To nie ma nic wspólnego z twoim… stanem . Zakochałem się w kimś innym .
- Mandy .
- Co ?
- …
Cisza . Chyba ktoś upadł na ziemię . Co tam się do cholery dzieje ?! Czy ona go zabiła ? Czy może on ją zabił ? Ktoś złapał za klamkę . Zbiegłam po schodach jak najszybciej umiałam . Weszłam do salonu . Ona wciąż tam siedziała . Usiadłam i nastąpiła chwila ciszy .
- To już ? – spytała zmartwionym tonem . Nie wiedziałam o co jej chodzi , przecież skąd mogła wiedzieć co się tam dzieje .
- To znaczy co ?
- Rzuciła tego palanta czy nie ? – kolejna wiadomość , która wprawiła mnie w osłupienie . Dlaczego wszyscy o wszystkim wiedzą oprócz mnie ?!
- Nie wiem . – spojrzałam w okno . Było już ciemno ale blask lamp oświetlał podjazd i ogród . Zauważyłam też ubrania ? Podeszłam bliżej okna i z góry leciały męskie ubrania .
- Wynoś się stąd ! To mój dom ! Idź do tej swojej kochanki ! – z sypialni dało się słyszeć krzyki Andrei. Znaczyło to , że żyła i on chyba też . Pod oknem była już góra tych ubrań . Ze schodów zszedł ten zdrajca . Spojrzał tylko na nas i wyszedł z tego domu .
- Jeszcze tu wrócę ! – wrzasnął z podwórza . Cała się trzęsłam . Nienawidziłam tego domu . Był okropny . Rose wstała i weszła na górę .
Czekałam i czekałam aż zejdą . Po godzinie zauważyłam jak skierowały się z małą walizeczką do wyjścia .
- Mam nadzieję , że sobie poradzisz . – powiedziała Rosalie . Co to miało być ? Gdzie one się wybierały ? Przecież w gniewie mogły zrobić coś głupiego .
Wybrałam numer telefonu do Lucasa . Wolo odebrał Chyba był zajęty, bo słyszałam śmiech kogoś w pobliżu .
- Pomożesz mi ?
- Blair ? Co się stało kochanie ? – jego głos spoważniał .
- Przyjedź do mnie , musisz mnie gdzieś zawieść . Czy twoja matka wybiera się gdzieś wieczorem ?
-Poszła do was . – zirytował mnie . Przecież wiedziałam , że była u mnie .
- Przyjedź . – rozkazałam mu i rozłączyłam się , żeby nie zaprotestował .
Czekałam chyba z godzinę zanim dojechał . Już dawno byłam gotowa . Zadzwonił do drzwi i próbował wejść , ale wyprzedziłam go i wyszłam na dwór . Zrobił zdezorientowaną minę . Poszłam do jego samochodu . Cała się trzęsłam . Miałam wyrzuty sumienia , że o tym wiedziałam . To wszysto tak nagle się na mnie zwaliło .
- Twoja matka była u mnie . Potem przyszły jeszcze jakieś dwie baby . – powiedział . – Co się dzieje ?
- Nie mamy czasu . Wiesz gdzie się wybierały ?
- Po ich strojach myślę , że do jakiegoś clubu .
- Trzeba je znaleźć . Mam przeczucie , że zdarzy się coś złego…


C.D.N.


Wybaczcie błędy i to , że tak długo musicie czekać . XD
Jeśli ktoś to czyta oprócz Marlenki . : D
Hmm co do rozdziału jest najnudniejszy ze wszystkich . o____o
Następny będzie lepszy . ; )))
  • awatar Monya Se Jestem ;D ♥: ojj przestań narzekać . wszystkie są świetne <33
  • awatar Gość: O no wreszcie dodałaś ;-) Byłam bardzo ciekawa co będzie dalej, ale nie spodziewałam się tego, że ze sobą skończą ;o. Ale jest gut, szybko dodawaj następny ;D
  • awatar Gość: ee tam . Mnie się nadal baardzo podoba . <33 Ciekawe, ciekawe . Wolę czytać to niż szkolne lektury . ;D Pozdawiam i pisz dalej . ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Sophie odwróciła twarz w moją stronę . Patrzyła tak na mnie przez chwilę . Trudno było odszyfrować o czym ta kobieta myśli. Zaśmiała się . To jeszcze bardziej zbiło mnie z tropu. Zabrała mi papierek , a raczej wyszarpnęła . Obejrzała go uważnie i jeszcze raz się zaśmiała . Co się dzieje z tymi ludźmi ? A może to mi już kompletnie odbiło ?
- Stare dobre czasy . – kobieta skierowała na mnie swój wzrok .
- O co chodzi ? Czy ja... – nie mogło mi to przejść przez gardło .
- Kiedyś chciałaś uciec z… Do Londynu więc podrobiłaś swój akt urodzenia , żeby trudniej było cię znaleźć. – uśmiechnęła się . Nie uwierzyłam w jej bajeczkę ale wiedziałam , że i tak nic mi nie powie . Odpuściłam , tylko na razie , żebym mogła sobie to wszystko poukładać.
- Idę spać. Dobranoc. – rzuciłam się na łóżko i ze zdjęciem tajemniczego chłopaka udałam się do krainy Morfeusza.



Nie wyspałam się . Nie wiem czemu ale , gdy wstałam poczułam się jakby ktoś mnie biczował. Nawet nie pamiętam co mi się śniło. Rozejrzałam się do wokół i nikogo nie było . Musiało być już późno. Zegarek na ścianie wskazywał jedenastą. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Ciągle nasuwało mi się jedno pytanie . Czy ja uczęszczam do jakiejś szkoły ? Może chcą trzymać mnie w tym domu do końca życia ? To było bez sensu . Zaśmiałam się ze swojej głupoty.
Tym razem bez problemu trafiłam do swojej ciemnej sypialni i wybrałam coś z nowo kupionych rzeczy. Założyłam na siebie czarne rurki z suwakami i bluzkę w paski z rękawami trzy czwarte. Włosy związałam w niechlujnie ułożony kok . Zbiegłam na dół. W salonie siedzieli moi rodzice. Richard czytał gazetę , a Andrea przeglądała magazyn z ubraniami.
- Dzień dobry .
- Dzień dobry kochanie . – odpowiedziała blondynka spod magazynu obdarzając mnie uśmiechem numer dziesięć . Ojciec mruknął coś w moją stronę. Usiadłam do stołu , a z kuchni wyleciała Sarah z pełną tacą jedzenia . Postawiła ją przede mną i pewnie myślała , że to zjem . Tego wszystkiego było pełno . Jak dla czterech osób. Wzięłam tylko sok pomarańczowy, bo nie byłam głodna. Usiadłam na kanapie obok domniemanej matki.
- Czy ja chodzę do szkoły ? – oboje nagle popatrzyli na mnie jak na wariatkę. Koniec. Nie wytrzymałam . Wstałam i zaczęłam krzyczeć . – Co się tu do cholery dzieje ?! Co się działo przed dlaczego chciałam się zabić ?! Dlaczego nikt nie chce mi nic powiedzieć ?!
- Spokojnie . To nie jest takie proste. Na razie jedno pytanie . – westchnął Rich . – Nie chodzisz do szkoły , bo nie chciałaś.
- Dlaczego ? – próbowałam opanować emocje. Marnie ale jednak próbowałam .
- Przeżywałaś ciężki okres, więcej dowiesz kiedy indziej .
Skierowałam się do wyjścia. Musiałam ochłonąć. Byłam tu drugi dzień, a już tak ciężko było mi wytrzymać z tymi ludźmi .
- Kuzynka Emma dziś do ciebie wpadnie z dawnymi koleżankami . – usłyszałam za sobą .
Dlaczego mam się z nią spotkać skoro jej nie pamiętam ? Z resztą nie miało to dla mnie żadnego znaczenia w tej chwili . Trzasnęłam drzwiami i wyszłam . Poszłam do ogrodu . Miałam nadzieję , że się w nim zgubię i nigdy tam nie wrócę. Coś kazało mi iść prosto .Szłam tak może z piętnaście minut i skręciłam w lewo i potem jeszcze raz w lewo . Był tam mały domek na drzewie . Z tyŁu pnia była przymocowana drabinka. Weszłam po niej . W środku były małe krzesełka , stolik , poduszki , mała sofa , fotel , półki i mnóstwo plakatów i gazet nawet kilka porozrzucanych butelek . Usiadłam na fotelu. Na suficie były napisane imiona Blair , Annie , Julia, Carmen i Lewis . Było też kilka zdjęć. Rozpoznałam chłopaka ze zdjęcia . Prawdopodobnie to był Lewis. Chyba to byli moi przyjaciele. Wstałam, żeby bardziej się im przyjrzeć. Nie mogłam przypomnieć sobie nikogo z nich. Zabolało. Możliwe , że byliśmy bardzo blisko , a ja nie mogłam ich odnaleźć we wspomnieniach. Spuściłam głowę w dół. Na podłodze leżała czerwona zardzewiała skrzyneczka. Podniosłam ją do góry i otworzyłam. Były tam pamiętniki , zdjęcia , biżuteria , kilka żołnierzyków , plakat i piórnik. Najbardziej zainteresowały mnie pamiętniki . Otworzyłam jeden z nich. Na pierwszej stronie było napisane : ,, Własność Blair Benett ‘’ .



Los Angeles, 23.05.2001r.
Drogi pamiętniku !
Dzisiaj założyliśmy pamiętniki . Mamy tu opisywać najpiękniejsze chwile i te złe. Ja już wiem o czym na pewno będę pisać. Mowa oczywiście o Lewisie. Dzisiejszy dzień był najcudowniejszy ze wszystkich. Mój chłopak – bo jest nim właśnie od dziś , pocałował mnie ! Czyż to nie cudowne ? Myślę , że jest cudowne i czuję się tak cudownie . Wiem nadużywam słowa cudowne , ale to jest cudowne. : )
Kocham go, a on mnie . Będziemy razem dopóki śmierć nas nie rozłączy. Ktoś kto to czyta pewnie myśli sobie co to za bachor pisze takie bzdury , ale już mówię . Jestem Blair , zakochana dziesięciolatka. Wiek pewnie wskazuje na to , że jestem jeszcze dzieckiem ale wiele rozumiem .
Czekałam na ten dzień od chwili narodzin . Umówiliśmy się dziś a wieczór. Achh ! W co ja się ubiorę ? Mama mówi , że za tydzień się odkocham , więc nie powinnam się tak przejmować . Dlaczego , więc jest jeszcze z tatą ? Zadałam jej to pytanie ale tylko zbyła mnie . Tata mnie popiera . Mówi , że to co ma być nigdy nie ucieknie.
Kończę , bo jest już naprawdę późno , a nie chcę się spóźnić.
BLAIR .



Westchnęłam . Musiałam być mocno zakochana, ale skoro mówią , że Lewis był moim przyjacielem to musiało nam nie wyjść. Ciekawe dlaczego. Przewróciłam kartkę i znalazłam kolejny wpis.





LA,24.05.2001r.
Drogi pamiętniku !
Nasza wczorajsza pierwsza randka z Lewisem była najlepszym wydarzeniem jakie mnie spotkało!!! Mój ukochany przygotował wszystko i zaprowadził na wielki klif nad brzegiem morza ! WIDOK BYŁ CUDNY . Nigdy tego nie zapomnę.(…)
Na koniec odprowadził mnie do domu i pocałował lekko w policzek . Niesamowity z niego dżentelmen. Kocham go coraz mocniej chociaż wydaje mi się , że to nie możliwe .
Uzgodniliśmy , że będziemy mieć dom nad brzegiem morza i piątkę dzieci . Bliźniaczki i troje chłopców. Lewis powiedział , że dziewczynki będą tak piękne i mądre jak mamusia, a ja powiedziałam , że chłopczyki będą takie przystojne i urocze jak on. Uwielbiam go takim jakim on jest ! ♥
LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS , LEWIS ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥.
BLAIR.



- Puk , puk . – podskoczyłam przestraszona . Przy wejściu stały jakieś dziewczyny . Poznałam je . Wszystkie były na zdjęciu . Chociaż jednej nie było . To chyba była ta Emma . – Można czy przejęłaś go już całkowicie dla siebie ? – zaśmiały się równocześnie. Poczułam takie przyjemne ciepło gdzieś w środku. Jakbyśmy faktycznie znały się od lat.
- To chyba nasz wspólny domek . – pokazałam na dach i napisy.
- Ojej to się jeszcze trzyma . – zdziwiona brunetka usiadła na kanapie. Obok niej miejsce zajęła druga brunetka za zdjęcia , a blondynka usiadła na krześle. Tylko Emma stała w wejściu.
- Nie usiądziesz ? – dziewczyna z czarnymi włosami pokiwała przecząco głową.
- Ja już idę , wpadłam tylko na chwilę . – tak jak powiedziała tak zrobiła. Czułam od niej złą energię .
- Emma urocza jak zawsze . – zakpiła blondynka.
- A czego ty się spodziewałaś , po tym co się stało będzie milsza ? – zaśmiała się jedna z brunetek.
- Skąd wiedziałyście , że tu jestem ? – te pytanie dręczyło mnie od samego początku.
- Przecież zawsze tu przychodziłaś , gdy Ci czegoś brakowało . Powiedz nam lepiej czy coś pamiętasz ? Bo podobno słabo ci to idzie ? – spojrzały na mnie wszystkie .
- Nie. Nawet nie wiem jak macie na imię . To znaczy wiem , że któraś musi być Annie , Carmen albo Julia .
- Ja jestem Julia . – odezwała się blondynka .
- Ja za to jestem Annie . – odezwała się brunetka siedząca bliżej mnie . Miała spięte włosy w kucyk.
- No i dla mnie zostało ostatnie imię . Jestem Carmen . – zaśmiała się . Nie była zbyt wysoka lecz urok osobisty nadrabiał wszystko.
- Mogę was o coś zapytać ?
- Jasne ! Przecież nadal się przyjaźnimy . – odpowiedziały równo.
- Kim jest Lewis ? – nagle wszystkie zrobiły się smutne . Tym razem nie mogłam odpuścić. Raz kozie śmierć czy coś w tym stylu . (…)
Dowiedziałam się wszystkiego. Po kolei od początku do końca. Byłam załamana . Wydawało mi się, że wszystko wróciło. Ten smutek. Ten dzień kiedy , w którym znalazłam się w płonącym domu ale chwila przecież byłam w środku . To więc jak mogłam znaleźć się na zewnątrz ? Pytanie bez odpowiedzi. Zostawiłam je sobie na później. Już wiem dlaczego nic nie mogłam poczuć do Lucasa , oszukał mnie . Wykorzystał to , że jego brat się zabił. Niestety nikt nie wie czemu .
Przegadałyśmy cały dzień .Nikt nawet nie zauważył , że czas ucieka. Gdy nadeszła rozłąka poczułam się okropnie. Po tym co się zdarzyło miałam przeżyć noc sama. Byłam wściekła. Ustaliłyśmy , że spotkamy się jutro . Weszłam do tego przeklętego domu. Przypomniało mi się również , że ojciec wyrzucił mnie z domu. Pewnie dlatego tak nieśmiało do mnie zagadywał. Chciałam zamknąć się w pokoju ale z gabinetu usłyszałam jakieś krzyki. Podeszłam bliżej i przyłożyłam ucho do drzwi.
- Kiedy jej to powiesz Richardzie ?! Ile będziemy czekać na tą wolność ?! – jakaś kobieta wrzeszczała na ojca. – zerknęłam przez dziurkę na klucz . Była to blondyna około trzydziestki. Ubrana w hmm mało miała na sobie . Czy on sobie do domu prostytutki sprowadza ?! Dreszcz przeszedł mnie na samą myśl o tym . Wyglądał na porządnego , wychowanego człowieka , a nie na dziwkarza. Co mama by czuła, gdyby się dowiedziała ?! Przecież to pewnie byłby koniec tego małżeństwa .
- Ciszej ! Nie jesteśmy sami. Służące nas usłyszą. – warknął na nią .
- Lubię gdy jesteś taki męski . – przywarła do jego szyi jak komar . – Ale ciągle denerwuje mnie ten robal Andrea.
- Spokojnie . Niedługo się jej pozbędziemy i wyjedziemy stąd na zawsze. Może do Europy ?
- Nie zbywaj mnie byle czym ! Miałeś jej to powiedzieć już sześć lat temu. – ta informacja mnie już całkiem sparaliżowała. On był z nią od sześciu lat ? W takim razie dlaczego krzywdzi mamę ? Z oczu poleciały mi łzy.
- Wiesz czemu. Blair była jeszcze małą dziewczynką. Potem ten wypadek i jej depresja, a teraz ta amnezja. Nie mogę jej przysporzyć jeszcze więcej problemów !
- A mi możesz ? Czy ty nie rozumiesz , że kocham cię i każdy dzień i noc jest bez sensu ?! – wpiła mu się w usta . Jak pijawka, a on dawał się nabrać na tę lipną gadkę. Przecież to od razu widać , że leci na jego kasę , bo która normalna , szanująca się kobieta zakochuje się w starszych o dziesięć lat bogaczach bez powodu ?
- Daj spokój. Mamy jeszcze dwie godziny zanim Andrea wróci z pracy. – uśmiechnął się do niej znacząco. Odpowiedziała mu tym samym . Rzucili się na kanapę i wiadomo , że w warcaby nie grali . Odeszłam od drzwi , brzydziło mnie to . Przez moment chciałam wejść i zdemaskować go przed wszystkimi lecz byłam w zbyt wielkim szoku, lecz może to odpowiedni moment , żeby to wszystko przerwać ? Spojrzałam w stronę drzwi. Zrobiłam jeden krok w przód, a potem następne dwa i jeszcze jeden. Położyłam rękę na klamce i…


C.D.N. : DDD


Końcówka mi się najbardziej podoba , bo nawet sama nie wiem co będzie dalej . XD
Początek jest do kitu ale powiem , że będzie się działo . : >
Przepraszam za tą długą przerwę, ale poprawianie ocen i reszta . .. o_____O
PA . : - **

+ przepraszam za błędy . 0.o Nie mam siły ich już sprawdzać .
 

 
To co zobaczyłam było takie niesamowite. Wielki klif nad morzem zrobił na mnie ogromne wrażenie. Na dodatek miejsce wokoło było wiele lampionów i świec . Na samym środku rozłożony był koc, a na nim kosz i świecznik. Nie mogłam wymówić ani jednego słowa. Widok był cudowny. Woda komponowała się z zachodzącym słońcem. Tworzyła obrazek taki jak na kartkach z wakacji.
- Jak ci się podoba ? – spytał niepewnie Lucas. Chyba nie mógł zrozumieć co się ze mną dzieje. Pewnie wyglądałam jak klaun z tymi wielkimi oczami i z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Pytasz czy mi się podoba ? To jest fantastyczne. Kiedy zdążyłeś to zrobić ? – nie mogłam wytrzymać z ciekawości.
- Cóż , powiedzmy , że wystarczyło trochę chęci i szczypta magii . – zaśmiał się .
Nie pytałam dalej, bo wiedziałam, że mi nie powie. Usiedliśmy na kocu. Zaczęłam wyciągać żywność. W tym samym czasie Luc z jakiejś swojej kryjówki przyniósł szampana. Odmawiałam . Mówiłam , że nie pije lecz nadal nalegał. Powiedziałam , że jak wyjawi mi jak to zrobił to wypiję kieliszek. Niestety ja wygrałam . Cieszyłam się , że nie muszę pić chociaż byłam pewna , że się podda.
- Masz ochotę na winogrono ? – zatrząsł kiściem winogrona przede mną. Do głowy wleciały mi wszystkie scenki z filmów, na których to chłopak karmił dziewczynę, a potem ona jego. Wydawało mi się to żenujące ale nie odmówiłam. Tak jak się spodziewałam chciał to zrobić. Opierałam się jak tylko mogłam lecz tym razem postawił na swoim. W pewnym sensie spodobało mi się to . Nie wieżę w to ale tak się stało.
Wieczór mijał, a słońce zaszło. Leżeliśmy obok siebie jak prawdziwi zakochani. Byłam wdzięczna Lucasowi , że pomógł mi się oderwać od tej szarej rzeczywistości ale nic do niego nie poczułam. Bawiłam się z nim jak ze starym przyjacielem. Wydawał się fajnym chłopakiem, ideałem dla wielu dziewczyn ale na razie nie dla mnie. Mam dwadzieścia lat , a czuję się jakbym urodziła się dopiero dzisiaj. Wiele rzeczy muszę sobie przypomnieć , a nikt nie chce mi za bardzo w tym pomóc. Jakby cos ukrywali. Czyżby w poprzednim życiu była jakimś terrorystom ? Nie wieżę. Mam mnóstwo pytań , a zero odpowiedzi. Z przemyśleń wyrwał mnie dotyk chłopaka. Położył rękę na moją. Drgnęłam . Chyba to zauważył, bo ją zabrał. Chwyciłam ją z powrotem . Przecież coś mu się należało. Gdyby nie on pewnie siedziałabym w salonie i musiała odpowiadać na pytania. Na niebie rozbłysły gwiazdy. Poczułam się jak w raju na ziemi .
- Chyba czas się już zbierać co ? – spytał blondyn. Odpowiedziałam mu tylko smutną miną . Podniosłam się i zaczęłam składać koc. Na szczęście szliśmy teraz inną drogą. Znacznie mniej zalesioną.
- Wiesz co to było za miejsce ? – przerwał chwilę przerwy między nami. Pokiwałam przecząco głową. – Tutaj zabrałem cię na naszą pierwszą randkę i widać, że teraz mieliśmy dwie pierwsze randki. – zaśmiał się . Uczyniłam to samo. Zrobiło mi się strasznie smutno, ponieważ nawet nie pamiętałam swojej pierwszej randki.
Koło dwudziestej byliśmy w domu. Dzień szybko zleciał. Mój chłopak pomógł mi zanieść nowe ubrania do sypialni. Odprowadziłam go do wyjścia. Spojrzał na mnie jakbym o czymś zapomniała. Nachylił się w kierunku moich ust i powoli przymknął oczy. Wyminęłam go i tylko lekko musnęłam jego policzek. Odsunął się i zrobił niezadowoloną minę ale chyba próbował to ukryć i odszedł rzucając zwykłe cześć. Wiedziałam już , że nigdy nie będziemy razem. Nie czuje tego co on do mnie.
Na moje szczęście nikogo nie było w pobliżu. Poszłam do mojego pokoju i wypakowałam ubrania. Puste torby położyłam w kąt. W końcu półki w połowie się zapełniły. Poszłam wziąć prysznic . Ciepła ciecz działała na mnie relaksująco po tym dniu pełnym rewelacji. Ubrana w piżamę z myszką Micky położyłam się w tym ponurym pokoju. Nie mogłam spać chociaż byłam zmęczona. Po jakiejś godzinie prób udania się do krainy Morfeusza wyszłam z sypialni i zaczęłam szukać kuchni. Wszystko było takie obce i nieznane. Nie mogłam się zorientować gdzie co jest ale kuchnia musiała być raczej na dole. Zeszłam po długich kręconych schodach. Teraz pytanie gdzie dalej ?
- Pomóc ci w czymś Blair ? – zapytał pogodny głos Sophie. Odwróciłam się przestraszona. Na widok mojej reakcji cicho się zaśmiała.
- Chciałam się czegoś napić. Szukam kuchni .
- Chodź za mną . – odwróciła się i powędrowała ciemnym korytarzem. Poszłam za nią. Kuchnia była na samym końcu . Dom był spory, więc i kuchnia też . Usiadłam na krześle przy stoliku koło okna. Po chwili Sophie z gorącym kubkiem kakao dołączyła do mnie i podała mi go. Zaczęłam obserwować znikające bąbelki w kubku.
- Dlaczego tu jest tak pusto ? – spytałam gdy wszystkie pękły. Wyrwałam ją z zamyślenia.
- Ponieważ pani Benett, twoja mama wzięła aspirynę i położyła się wcześniej spać , Ricky chyba również albo przesiaduje w gabinecie. Powiedz dlaczego tak naprawdę tu przyszłaś?
- Już mówiłam , chciało mi się pić. – zełgałam.
- Twój kubek jest pełny już od trzydziestu minut. – nie spodziewałam się tego. Mogłam napić się tego kakao i było by z głowy ale teraz będę się tłumaczyć z moich głupich zachcianek.
- Po prostu nie mogłam usnąć. Tam jest tak… ponuro . – spuściłam głowę w dół i zamieszałam łyżeczką w cieczy.
- Może chciałabyś spać z nami ? Mamy wolne łóżko , bo Karen wzięła urlop. – uśmiechnęła się przyjaźnie. Zaczerwieniłam się . Nie chciałam się narzucać ale to była dobra okazja , żeby się czegoś dowiedzieć.
- Idziemy ? – moja reakcja wyraźnie ją zdziwiła. Potem znowu się uśmiechnęła i wstała.
- Idziemy .
Daleko nie musiałyśmy pójść, bo ten pokój znajdował się naprzeciwko kuchni. W środku były cztery kobiety.
- Dziewczyny , mamy gościa. Blair to jest Kristen. – pokazała mi pierwszą brunetkę z brzegu . – To , Sarah . – następna była blondynka z dużymi niebieskimi oczami – Nikki . – dalej siedziała mulatka z kręconymi włosami. – I Molly . – Wszystkie kobiety były młode. Miały najwyżej trzydziestkę. Sophie była z nich najstarsza. Może dlatego była królową całego domu.
Wyglądało na to , że były w trakcie gry w karty. Usiadłam na wolnym łóżku pod oknem. Wszystkie śmiały się i uśmiechały do siebie. Na pierwszy rzut oka można było powiedzieć , że panuje między nimi wesoła atmosfera. Gdy zobaczyły , że je obserwuje zapytały czy chciałabym dołączyć ale grzecznie odmówiłam. Nie miałam na to ochoty.
- Sophie ? Mogłabyś mi powiedzieć kim tak naprawdę byłam przed tym ‘wypadkiem’ ? Co to była za wypadek ? Dlaczego jeszcze tu jestem ? Czemu nikt nie chce mi tego wyjaśnić ? I kim była ta Rose ? – spojrzała na nią. Spoważniała. Usiadła na łóżku.
- Skarbie , chyba nie jestem do tego upoważniona.
- Dlaczego ? – zirytowałam się .
- Bo sprawa twoich rodziców . – westchnęła.
- Co ja takiego zrobiłam przed ? Powiedz mi chociaż to . – biła się z myślami . Pewnie na jej miejscu też bym to robiła przed takim wyznaniem.
- Uciekłaś z domu i prawdopodobnie chciałaś popełnić kolejne samobójstwo . – na dźwięk tych słów zakrztusiłam się . Miałabym popełnić kolejne samobójstwo ? Dlaczego ? I czemu kolejne ?
- Ale jak to ?
- Miał być tylko to . – odparła szorstko.
- A mogłabyś mi pomóc odzyskać tą pamięć ? Jakieś zdjęcia czy coś ? – zapytałam zrezygnowana . Kiwnęła głową. Sięgnęła do szafki obok i wyciągnęła małą skrzynkę . Otworzyła ją i podała mi . W środku były pliki zdjęć. Oparłam się o ścianę i zaczęłam oglądać. Bez skutku. Nic mi nie przypominały. Sprawdziłam datę . 24.05.2004 . Miałam wtedy trzynaście lat. Kolejne zdjęcie i ten sam rok . Potem były jeszcze trzy inne lata w górę i nic więcej. Żadnych zdjęć z tego roku , z poprzedniego i aż do 2007 . Jakby ktoś nie chciał , żebym dowiedziała się do się działo przez te wszystkie cztery lata. Zostawiłam te pytanie na później. Wiedziałam , że i tak nie uzyskam odpowiedzi. Wzięłam następne zdjęcie do ręki, a wtedy ukuło mnie coś w okolicy serca. Byłam na nim ja z jakimś chłopakiem. Całował mnie w policzek. Byłam uśmiechnięta. Łzy napierały mi do oczu. Nie wiedziałam czemu. Dziwnie się czułam. Po jakimś czasie nie wytrzymałam. Spytałam ją kim jest ten chłopka. Posmutniała. Odpowiedziała tylko , że to były przyjaciel. Gdy się odwróciła schowałam zdjęcie za plecami. Chciałam je zabrać. Następną rzeczą , która mnie zaskoczyła to był brak zdjęć z Lucasem. Pod spodem zamieszczone zostały jeszcze zdjęcia z tamtym chłopakiem ale Lucasa nie było na żadnym. Chciałam wsadzić zdjęcia do środka lecz moją uwagę przykuł papierek na samym dnie. Wyciągnęłam go i nie mogłam oddychać. To był akt mojego urodzenia ale coś w nim nie grało, a mianowicie z nazwiskiem.
- Blair Sophia Gordon…



C.D.N.



Cześć.
Ten rozdział jest z 'DEDYCZKIEM' dla panny kochającej akcje i ciągle dręczącej mnie o nowe rozdziały, a mianowicie Marleny/Merlina . : D
Ogólnie końcówka jest najlepsza reszta to dno.
Nie wiem jak możecie mówić , że pisze coś ciekawego. To się robi nudne. Na razie najlepszy w tym opowiadaniu jest problog .
Do następnego .
  • awatar Monya Se Jestem ;D ♥: świetne too xD ;*
  • awatar Gość: uhuhu, no wreszcie mam ten wymarzony dedyczek, ale miał być na samej górze, ale ujdzie hyhy, ważne, że jest ;). Yyy... ` nie wiem jak możecie mówić, że pisze coś ciekawego ` jak to? No normalnie, to jest boskie, a zarazem takie wciągające, już chcę wiedzieć co będzie w tym szóstym rozdziale, bo znowu niespodziewanie zakończyłaś ;D Baj ;-*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak najszybciej się dało wszedłem do tego domu tylnym wejściem, bo główne było całe w płomieniach. Wstrzymałem oddech i zakryłem nos koszulką aby się do końca nie udusić. W środku wyglądało to straszniej. Płomienie rozprzestrzeniały się coraz bardziej i szybciej. Byłem właśnie w salonie. Przejście do kuchni było zawalone. Ledwo udało mi się przejść między płomieniami do kolejnego pomieszczenia. Tym razem trafiłem. Leżała tam. Taka bez życia , prawdopodobnie nie oddychała. Jednak wziąłem ją ręce. Jej długie brązowe włosy przylegały do obrania. Nie mogłem dłużej patrzeć na tę anielską twarz i myśleć, że nie otworzy oczu. Kolejna belka spadła. Zablokowała wyjście. Musiałem kombinować. Ostatnią drogą ucieczki było okno.
- Trzymaj się skarbie. – wziąłem rozbieg i wyskoczyłem z nią na rękach. Na szczęście nie było wysoko, więc spadając na plecy nic sobie nie zrobiłem. Ciągle martwiłem się o nią. Iskry leciały z dachu. Próbowałem odejść jak najdalej. Położyłem ją przy ulicy. Sprawdziłem oddech i tętno. Możliwe, że żyje, bo czuć i słychać wydychany tlen. Poczułem ulgę. Nie znam jej ale wiem, że może nas wiele łączyć. Na wszelki wypadek zadzwoniłem po karetkę, a sam ulotniłem się stąd. Zostawiłem ją samą i bezbronną na drodze. Nie chciałem , żeby mnie zobaczyła…
* * *
- Ona z tego wyjdzie ? – pierwsze co usłyszałam to te pytanie. Nie miałam pojęcia kto i z czego .
- Proszę pani , to tylko omdlenie. – tłumaczył drugi głos.
- Ale dlaczego ona się nie budzi skoro to tylko omdlenie ?
- Zaraz powinna to zrobić . – westchnął lekarz. Otworzyłam oczy. Nawet nie zauważyłam, że były zamknięte. Tak pochłonęła mnie rozmowa. Ujrzałam ostre światło . Białe ściany i szpitalne łóżko? Co to niby miało być ? Co ja to robię ?
- Już, już! Och Blair . – jakaś kobieta rzuciła mi się na szyję. – Jak bardzo się bałam. Dziecko, nie rób więcej takich rzeczy.
- Przepraszam ale kim pani jest ? – oniemiała. Poczułam się niezręcznie, gdy tak przyglądała mi się z wytrzeszczonymi oczami .
- Nie wiesz kim jestem ? – zapytała przestraszona. Pokiwałam tylko przecząco głową. Do pomieszczenia wszedł jakiś mężczyzna.
- Rick , ona nas nie poznaje. – zaszlochała kobieta. – Dlaczego , doktorze?
- Być może to tymczasowy zanik pamięci. Po kilku dniach powinna powrócić do normy. W tym czasie nie powinna się przemęczać i stopniowo odzyskiwać wspomnienia.
Ten Rick podszedł do mnie i spojrzał prosto w oczy. Zawstydził mnie tym śmiałym spojrzeniem. Spuściłam głowę w dół . Oboje stali nade mną . Obserwowali mnie. Nie wiedziałam co mówić , co robić.
- Jesteśmy twoimi rodzicami. Chyba czas wracać do domu. – powiedział po pewnym czasie mężczyzna, a raczej mój tata… Spod góry włosów widziałam, że próbowali się do mnie uśmiechać.

Wyszliśmy ze szpitala. Nadal byłam w szoku. Jak mogłam zapomnieć o własnej rodzinie ? O własnym życiu ? Bałam się trochę przypomnieć swoje stare życie . W tym momencie interesowało mnie najbardziej co ja robiłam w szpitalu . Wstydziłam się o to zapytać. Jak zrobiłam coś okropnego. Kobieta nadal była zmartwiona. Szliśmy w ciszy do samochodu. Jazda autem nie różniła się za bardzo od marszu. Nadal nikt nic nie mówił.
Dojechaliśmy na miejsce. Gdy zobaczyłam miejsce, w które podobno jest moim domem aż zaparło mi dech w piersiach. Był ogromny. Do tego pełno roślin kwitło w ogrodzie. Willa jak marzenie. Od razu pomyślałam, że ci ludzi są bogaci.
- Idziemy Blair ? – zapytała mnie matka. Tak pochłonęły mnie myśli, że nie zauważyłam, że wysiedli. Pokiwałam głową. W środku się do mnie odezwali .
- Na serio nic nie pamiętasz ? – zapytał mnie ojciec. Nadal tak bacznie mnie obserwował. Poczułam jak nogi uginają się pode mną. Zastanawiałam się ile razy będę musiała na to odpowiadać.
- Nie proszę pana… - wydukałam powoli .
-BLAIR ! – z głębi korytarza dobiegło moje imię . Potem jakaś kobieta z rudymi lokami przybiegła do mnie i uściskała na powitanie. – Ty szkodniku . Dlaczego mi to zrobiłaś ?
- Sophie , ona nic nie pamięta . – powiedziała zasmucona blondynka.
- Ale jak to ? Przecież wygląda normalnie . ..
- Lekarz powiedział, że to tymczasowy zanik pamięci. Wszystko powinno wrócić do normy za kilka dni.
- Cóż . W salonie czekają państwo Wilson . – pokazała na wielkie drzwi po prawej stronie.
- Chodź kochana , poznasz… to znaczy przypomnisz sobie Rose .
Kim była ta Rose ? Dlaczego czułam się obco we własnym domu ? Dlaczego nie chciałam mówić mamo i tato do tych ludzi ? Czemu Sophie tak na mnie naskoczyła ? Co ja takiego zrobiłam ? Dlaczego nie chciano mi nic mówić ? Te pytania zostały bez odpowiedzi. Poszłam za wszystkimi do salonu. Sofę zajmowały dwie osoby. Kobieta i chłopak. Ona miała krótkie ciemne włosy. Była niezbyt wysoka. Ubrana raczej elegancko ale z klasą. Obok niej stał chyba jej syn . Wyglądał na góra dwadzieścia pięć lat. Na pewno był starszy ode mnie. Uśmiechał się przyjaźnie w moim kierunku. Blondyn miał niebieskie oczy ale nie był to taki zwykły niebieski . Taki morski raczej.
- Dzień dobry . – wstali z sofy aby się przywitać. Ciemnowłosa podała mi dłoń. Uścisnęłam ją lekko .
- Skarbie to jest właśnie Rose, a to jej syn Lucas. – mężczyzna wskazał na oboje. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Usiedliśmy wszyscy razem. Z rozmowy dowiedziałam się , że mama to Andrea, tatę znałam , słyszałam jak zwracano się do niego Rick. Sophie przyniosła herbatę. Rozmawialiśmy , a raczej rozmawiali o mnie . Ja się tylko przysłuchiwałam. Lucas cały czas się na mnie patrzył. Mijały minuty , a nawet godziny. Po jakimś czasie starsi zostawili nas samych. Wyglądało na to , że chłopak się ucieszył. Mnie nie zbyt podobał się ten pomysł.
- Powiedz jak się naprawdę czujesz . –zapytał po chwili. Trudno mi było odpowiedzieć. Było wiele słów, którymi mogłabym opisać to co czuje ale żadne w tej chwili nie wydaje się stosowne.
- A jak myślisz ? Jestem pomiędzy obcymi ludźmi , którzy podobno byli najważniejszymi w moim życiu. Nikogo nie poznaje , nic nie pamiętam . Myślisz , że to jest fajne ? – zapytałam z sarkazmem. Luck posmutniał . Chyba wtedy przesadziłam . – Przepraszam , ja tylko . . .
- Wiem , ja też jestem dla ciebie obcy , chociaż byłem twoim chłopakiem . - zaśmiał się . Ta informacja była chyba jeszcze gorsza. Nawet nie pamiętałam swojego chłopaka. Koszmar. Zatkało mnie. – Mam pomysł. Może gdy pokaże ci twój pokój coś sobie przypomnisz ? Jakieś zdjęcia , cokolwiek . – uśmiechnął się lekko . Jego pomysł wydawał się dość w porządku. Poszliśmy do mojej sypiali. Było tam pusto. Na środku stało tylko łóżko z baldachimem , krzesło przy oknie i jakaś mała szafka . Przeszłam dalej. Obok była mała łazienka . W niej też nic się nie znajdowało. Poczułam się smutna. Żadnych ubrać , rzeczy osobistych kompletnie nic. Chłopak chyba to zauważył, bo podszedł do mnie i lekko przytulił . Dodało mi to trochę otuchy , bo w końcu do brzydkich nie należał. Wyszliśmy z tego ponurego pomieszczenia. Zeszliśmy na dół . Lucas zapytał mnie na co mam ochotę . Wzruszyłam ramionami , a on zaproponował wspólny wypad na miasto. Zgodziłam się . Może to okazja , żeby poznać swojego chłopaka , a po za tym nawet nie miałam innych ubrać.
Szaleliśmy po sklepach. Wspaniale się przy nim czułam . Tego dnia pierwszy raz poczułam radość. Szliśmy właśnie do kawiarni. To była już trzecia kawa tego dnia, więc energii mi nie brakowało.
- Wiesz co ? – zapytał mnie i od razu się uśmiechnął .
- Co ? – zapytałam podekscytowana.
- Dasz się gdzieś porwać ? Obiecuję , że nie będziesz żałować. – puścił do mnie perskie oko .
- Skoro nie , to zgadzam się . Na co jeszcze czekami chodź ! – odeszłam od stolika i pociągnęłam go za rękę. Dzień się już kończył , wiec chciałam wynieść z niego jak najwięcej dobrego. Pobiegłam do samochodu podśpiewując sobie jakąś piosenkę pod nosem. Szczęście rozrywało mnie od środka. Pojechaliśmy. Droga była długa ale w końcu się doczekałam. Wyskoczyłam jak oparzona i zgubiłam orientację w kierunku.
- Gdzie my jesteśmy ? – rozejrzałam się dookoła. Okolica wydawała się bezludna. Wszędzie rosły jakieś krzaki i drzewa.
- Chodź . Niespodzianka. – zachichotał. Nie byłam już taka zadowolona. Powinnam być mniej ufna. Przecież znam go dopiero kilka godzin. Wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją . Trudno jak mi oś zrobi chyba zbyt wiele nie stracę. Lucas cały czas się śmiał. Przedzieraliśmy się przez ogromne chaszcze. Potykałam się o gałęzie, a we włosy wpadały mi liście. On jednak radził sobie świetnie.
- Daleko jeszcze ? – spytałam zmęczona.
- To już tu. Zobacz. – Luc odgarnął gałęzie, które zasłaniały cel tej morderczej wędrówki.
- Och Lucas . .. – to co zobaczyłam było takie…




C.D.N. : DDD



Dodałam wcześniej , bo mi się nudziło . Cóż może być ? I przepraszam za błędy ale nie chce mi się tego już sprawdzać . XD
Pa ; *
 

 
Uciekanie z domu wcale nie jest takie proste. Trzeba umieć sobie radzić w trudnych sytuacjach. Po godzinie marszu musiałam się zatrzymać. Noga bolała dzisiaj bardziej niż zwykle. Naprzeciwko znajdował się park. Z resztą dużo ich było w tej okolicy. Przeszłam na drugą stronę i usiadłam na najbliższej ławce. Westchnęłam głęboko. Wieczór zbliżał się nieubłaganie. Nie mogłam przecież spać na dworze. Były dwa wyjścia. Mogę wynająć jakiś pokój albo przypomnę sobie poprzednie życie i ludzi którzy przy mnie byli. Teraz nikt mi nie pozostał. Do głowy wpadła mi jeszcze jedna myśl lecz odgoniłam ją. Miałam spotkać się z rodzicami Lewisa. Gdybym do nich poszła przecież wróciłabym do domu, a raczej do jaskini, z której mnie wyrzucono. Pozostawał tylko hotel. Wiatr wzbierał. W tym roku lato było wyjątkowo chłodne. Bez dodatkowych ubrań pewnie prędzej czy później zamarzłabym. Odpoczęłam i ruszyłam dalej. Chciałam zachować pozory normalności, ponieważ o tej porze często kręci się straż miejska.
- Pomocy ! Pomocy ! – usłyszałam czyjeś wołanie. Następnie za zakrętu wpadł na mnie jakiś mały chłopczyk. Cały się trząsł. Jego blond grzywka powiewała na wietrze. Nie miał więcej niż 10 lat.
- Co się stało ? – zapytałam z troską w głosie. Blondasek przytulił się do mojej prawej nogi. Wypytywałam go co się takiego stało lecz nadal milczał. Postanowiłam oderwać go od mojej kończyny i wziąć go na ręce. Miał śliczne duże , orzechowe oczy. - Ze mną nic ci się nie stanie. Opowiedz mi czemu uciekałeś. – Zauważyłam zmianę na jego twarzy. Stawała się coraz spokojniejsza. Przytuliłam go do siebie. Trudno mi było patrzeć jak cierpi.
Chwilę potem pojawili się kolejni chłopcy ale starsi . Dużo starsi. Sama dałabym im najwyżej dwadzieścia - dwadzieścia pięć lat . Uśmiechali się bezczelnie . Dwóch miało kaptury na głowach. Pozostali ściągnęli je gdy mnie zobaczyli. Chłopiec wtulił się we mnie . Widocznie uciekł przed nimi. Chyba zaczął płakać , bo poczułam coś mokrego na ramieniu .
- Widzę, że znasz już naszego małego kolegę. – zakpił najwyższy z nich. Nie odpowiedziałam. Atmosfera zaczęła się robić napięta. Po przerwie nadal kontynuował. – Chcieliśmy go tylko odprowadzić od domu, ale zaczął iść szybciej.
- Zaczął wołać o pomoc. – warknęłam. Nie mogłam wytrzymać dalszych kłamstw dryblasa.
- Być może się czegoś wystraszył. O tej porze jest tu niebezpiecznie szczególnie dla takich panienek jak ty. – uśmiechnął się . Spoglądając w jego twarz czułam ten cały jad kipiący z jego ust.
- Umiem dbać o swoje bezpieczeństwo . Właśnie na kogoś czekam . – zełgałam. – A chłopca mogę odprowadzić sama. – chciałam zakończyć tą rozmowę i ruszyłam prosto z dzieckiem na rękach ale zagrodzili mi drogę.
– Możemy Ci pomóc , znamy tu wszystkie zakątki . Nic nie będzie ci z nami grozić. – nalegał. Nie wiedziałam jak mu odmówić. Trudno mi było wypowiadać słowa, bo głos mi się trząsł. Próbowałam udawać opanowaną.
–Zgoda. – rzuciłam w ich kierunku. Ulica była pusta , w parku też nikogo nie było. Chciałam skierować się tam gdzie jest pełno świadków. Co zrobić gdy stado dresów chce z tobą pójść ? Zgódź się na to. Czemu nie mam więcej tak fantastycznych pomysłów ? Dlaczego akurat mnie musiało to spotkać ? Te pytania na razie zostaną bez odpowiedzi.
Chłopczyk wyślizgnął się z moich objęć i zaczął uciekać. Przebiegł przez ulice i tylko tyle go widziałam. Zostałam sama . Przyspieszyłam kroku. Nie miałam czasu na rozmyślania czy już dawno to planował czy tu gdzieś faktycznie jest jego dom. Obchodziło mnie tylko , że tamci są nadal z tyłu za mną. Skręciłam w lewo. Stanęłam jak wryta. Była to ślepa uliczka. Żołądek podszedł mi do gardła. Słyszałam zbliżające się kroki i śmiechy. Nie miałam gdzie uciekać, a gdy się obróciłam zobaczyłam tylko ciemność. Coś ciężkiego trafiło mnie w głowę i padłam na ziemię.


- Georg co teraz z tą kaleką ? – spytał jeden głos. Ocknęłam się z jednym wielkim bólem głowy. Bałam się otworzyć oczy. Trudno było określić co tam zobaczę. Czy kolejną ciemność ? Bandę chłopaków stojących nade mną ? A może jeszcze coś innego ? Jedyne czego byłam pewna to to , że jesteśmy w jakiś pomieszczeniu i to, że odkryli moją tajemnicę. Leżałam na jakimś materacu.
- Nie wiem. Zostawmy ją tutaj. Przecież nikt tutaj nie zagląda. To kompletne odludzie. – powiedział dryblas. Od razu poznałam go po głosie. Coś się zatrzęsło, a oni wybuchli śmiechem. – Słodkich snów skarbie. – Chwilę potem drzwi się zatrzasnęły. Odruchowo otworzyłam oczy. Teren był czysty ale wolałam nie ryzykować. Poleżałam jeszcze chwilę. Śmierdziało tu okropnie. Udało mi się ustalić, że jest to jakaś piwnica, bo było tu pełno wszystkiego. Możliwe też, że był to strych. Wszystko jedno . Plan był taki, żeby się stąd wydostać.
Wstałam i skierowałam się do drzwi. Małe okienko oświetlało wnętrze. Chwyciłam za klamkę i nic. Drzwi były zamknięte. Do środka zaczął dostawać się jakiś dziwny zapach. Inny niż przedtem, coś jak dym...
Musiałam działać od razu, bo groziło mi uduszenie w tej koszmarnej dziurze. Rozejrzałam się dookoła. W pobliżu nie było nic ciekawego. Zaczęłam przeszukiwać szafki. Obok jednej była zardzewiała siekiera, a do tego ciężka. Uniosłam ją do góry i wymierzyłam w klamkę. Trudno raz kozie śmierć. Zamknęłam oczy i z całej siły uderzyłam nią w zamek. Udało się. Wyszłam z tego pomieszczenia. Czadu było tak pełno, że zaczęłam się dusić. Brakowało mi powietrza ale dotarłam do kuchni. Wszystko płonęło . W życiu nie widziałam tyle ognia na raz. Chciałam pójść prosto lecz drewniana belka zablokowała drogę. Pech chciał, że ten dom był drewniany. Wstrzymałam oddech. Musiałam znaleźć inną drogę ucieczki. Pobiegłam do pokoju. Tam też wszystko było zawalone. Płomienie zawładnęły domem . Dotarło do mnie, że to nie początek mojego nowego życia tylko całkowity koniec. Życzenie się spełniło. Spłonę na własną prośbę. Upadłam na podłogę. Przez ułamek sekundy widziałam kolejną spadającą belkę. Zabrakło mi powietrza. Widocznie to twój koniec Blair...



C.D.N.


Dziękuje za te miłe komentarze. W związku z tym postanowiłam was nagrodzić kolejnym rozdziałem. Przepraszam za błędy o___O Jakoś ten mi się nie podoba za bardzo, nie wyszedł tak jak chciałam. Następny jakoś w weekend. ; ))
  • awatar Monya Se Jestem ;D ♥: megaa *.*
  • awatar Gość: Troche grozy nikomu nie zaszkodziło :D Biste ! :P
  • awatar Anetta. ♥: Super. Śledzę twojego bloga na bierząco . Bardzo mi się podoba . ! Pisz dalej .. ; ]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wybiła godzina dziewiąta, a my nadal siedziałyśmy bez ruchu. Zastanawiałam się czy mama jeszcze zamierza iść do pracy . Nigdy przedtem nie opuściła ani jednego dnia w pracy.
- Mamo ? – zapytałam cicho .
- Tak ?
- Czy ty nie musisz niegdzie iść? Nie chcę ci zabierać czasu.
- Ty jesteś w tej chwili najważniejsza, praca może poczekać.- na dźwięk tych słów poczułam takie przyjemne ciepło gdzieś w środku. Nie chciałam zawracać jej głowy swoją histerią, po za tym łzy ustąpiły. To chyba był ten dzień. Dzień poprawy. Musiałam wziąć się w garść, bo inaczej nigdy nie wyjdę z dołka.
-Idź. Poradzę sobie. – spojrzałam na nią . Zauważyłam spokój i troskę w jej oczach. – Na pewno .
- Więc do zobaczenia . – pocałowała mnie w czoło na pożegnanie.
Wstałam z fotela i ruszyłam do szafy. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu było w niej pusto. Przeszłam do łazienki. Tam też nie było za dużo rzeczy. Na szafce z ręcznikami leżały czarne spodnie i granatowa koszula. Próbowałam sobie przypomnieć kiedy ostatni raz miałam te rzeczy na sobie. Moje wysiłki poszły na marne , bo nic nie pamiętałam. Wciągnęłam ubrania na siebie i od razu odbyłam poranną toaletę. W tym czasie srebrne BMW 550 mamy zdołało opuścić garaż, a następnie wyjechać poza posiadłość.
Zeszłam na dół. Dawno tam nie byłam. Czułam się obco we własnym domu. Powoli zaczęłam się orientować gdzie jestem. Kierowałam się korytarzem do jadalni. Proteza dalej mi dokuczała. Przystanęłam na chwilę, aby odpocząć i poczułam ten nieziemski zapach. Trudno określić co to mogło być ale było przyjemne dla moich nozdrzy.
- Blair ?! – podskoczyłam w miejscu i odruchowo odwróciłam się do tyłu. Na pierwszym planie zobaczyłam Kristen z wytrzeszczonymi oczyma. Koło jej nóg leżała taca i rozrzucone filiżanki. Wyglądała jakby zobaczyła ducha. Nie dziwię jej się . W końcu do najbardziej opalonych nie należałam lecz nie o to tutaj chodzi. Pewnie nie mogła uwierzyć, że wyszłam z mojej jaskini.
- Słucham ? – uśmiechnęłam się do niej niepewnie. Po czym spuściłam głowę w dół. Świdrowała mnie wzrokiem. Niezręczna sytuacja ale cóż zrobić. Chrząknęłam znacząco i dopiero po tym wróciła do siebie. Biedna kobieta zaczęła się jąkać. Postanowiłam jej pomóc. – Jest tu Sophie ? Kiwnęła potwierdzająco głową i zaczęła zbierać filiżanki. Ruszyłam się do przodu. Skręciłam w lewo do wielkiej jadalni. Ujrzałam to czego właśnie chciałam. Telefon. Zawahałam się przez chwilę, może lepiej byłoby ich odwiedzić niż dzwonić ? W końcu oni też ponieśli stratę. Zostawiłam telefon i wróciłam do siebie.
Kiedyś przyklejałam kieszonkowe pod szafkę nocną. Czas chyba je odkleić. Cóż skoro zostałam wyrzucona z domu to trzeba się jakoś ratować. Dosyć długo siłowałam się z meblem ale wygrałam. Po dokładnym przeliczeniu pieniędzy obliczyłam , że kwota powinna mi starczyć na trochę.
- Blair ? – usłyszałam głos za drzwi . Brzmiał dojrzale i poważnie. Można było wyczuć lekkie drżenie. Przypuszczałam , że to Sophie .
- Wejdź Sophie .
Kobieta weszła do środka. Dawno jej nie widziałam. Wyglądała na zmartwioną. Prawie nic się nie zmieniła. Nadal rude loki ułożone były na jej ramionach, a na twarzy gdzieniegdzie pojawiały się zmarszczki. Przed jej wejściem zdołałam ukryć pieniądze.
- Pomożesz mi ?
- Oczywiście.
- To świetnie. Pomóż wydostać mi się na dwór.
- Mogę dowiedzieć się w jakim celu? – spytała podejrzliwie. Trudno było ją okłamać. Policja mogła zatrudnić ją jako wykrywacz kłamstw. Musiałam dwa razy zastanowić się co jej powiem i dokładnie to zanalizować.
- Nie chcę tu być. – powiedziałam prawdę. Ciemne ściany pokoju mnie przytłaczały. Baldachim nad łóżkiem tylko to potwierdzał. – Muszę złapać powietrza.
- Rozumiem. – westchnęła ukradkiem ale zdołała to zauważyć. Wzięła mnie pod rękę i ostrożnie sprowadziła po schodach. Pod drodze zapytała czy chciałabym wózek. Odmówiłam. Nie chciałam robić z siebie całkowitej kaleki. W końcu miałam zacząć życie od nowa. To tak jakbym dostała nowe pudełko Puzzli na pocieszenie . Gdy wydostałam się z domu kazałam mojej dawnej opiekunce mnie zostawić. Pogoda była całkiem przyzwoita. Nie za ciepło nie za gorąco. Zaczęłam badać teren. Zadanie nie było proste. Ogród był duży. Wszędzie ponasadzano kwiatów , drzew , krzewów itp. Przypomniałam sobie, że brama jest z drugiej strony domu. Sophie była sprytna . Nie zdziwiłabym się gdyby stała przed bramą wyjściową i spytała gdzie się wybieram. Nie miałam dużo czasu. Zaryzykowałam i zostałam nagrodzona. Opuściłam mury Benett’ów. Pytanie teraz co dalej ?



C.D.N.

Ps. przepraszam za błędy w pisowni.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wśród nocnej ciszy rozległ się krzyk. Od czterech lat, każdej nocy dawał mieszkańcom, tego domu sygnał, że trzeba wstać. Nikt nawet nie przejął się nim. Wszyscy wiedzieli kto krzyczy i dlaczego.
Ilekroć zasnę ciągle przeżywam ten sam koszmar. To jest już norma . Jeszcze nie zdarzyła się żadna spokojna noc od czasu… Tak od czasu tamtej sytuacji . Nawet już matka przestała mnie uspokajać . Wiedziała, że to nic nie da . Myślałam, że wrócę do rzeczywistości lecz ciągle żyje tamtym dniem. Ciągle zastanawiam się ile rzeczy chciałam mu powiedzieć, ile razy dotknąć, pocałować. Oddałam mu się całkowicie. Z nikim nie byłam tak szczera, w końcu znaliśmy się od urodzenia. Podobno jest to zabawna historia ale nie mam humoru, żeby się z niej śmiać. Nasze rodzicielki leżały w tym samym szpitalu. Pierwszy urodził się Lewis. Było dosyć wcześnie, ok. 6:52 . Ja ujrzałam świat trochę później. Te beznadziejne życie zaczęło się o 17:23 . Pielęgniarki opowiadały, że gdy zostałam umieszczona w inkubatorze nastała cisza, ponieważ przed tem Lewis cały czas płakał. Tak się złożyło, że byliśmy niemal obok siebie. Wpatrywaliśmy się w siebie w dzień i w noc. Hah, byliśmy sensacją oddziału . Mówiono, że to miłość od pierwszego wejrzenia, bo gdy któreś z nas opuszczało pomieszczenie to zaraz drugie zaczynało krzyczeć.
Teraz pewnie nasuwa się pytanie dlaczego ja się nie zabiłam po jego odejściu. Próbowałam, nieskutecznie . Za pierwszym razem przedawkowałam tabletki , za drugim razem chciałam się utopić, a za trzecim - wtedy to nie było całkiem świadome, wpadłam pod samochód. Lekarze amputowali mi lewą nogę . Teraz mam protezę . Na początku chciałam, żeby mnie całkiem dobili, chociaż przez przypadek lecz oni powiedzieli, że niedoceniam takiego daru jakim jest życie. Niby skąd mam to wiedzieć ? Nie doświadczyłam wielu przyjemności w nim.
Podniosłam się z łóżka i skierowałam się w stronę mojego fotela, który stał obok okna. Zawsze w nim siedziałam. Od przebudzenia aż do późnej nocy. Nie robiłam w nim nic specjalnego. Tylko patrzyłam w okno i płakałam.
- Dosyć tego ! Ja już tego nie wytrzymam . – na korytarzu było słychać męski głos. Prawdopodobnie był to mój ojciec. Miał około czterdziestki i był wysoki , nawet można było go porównać do koszykarza. Zajmował się prawem . Był sędzią .
- Uspokój się ! Co innego możesz zrobić ?! – do ojca dołączył głos damski . Byłam pewna, że to moja matka. Co można było o niej powiedzieć ? Raczej nic ciekawego . Blondynka, niebieskie oczy , twarz w kształcie serca , zadarty nos , szczupła , 38 lat. Z tatą poznali się na studiach.
Kto by pomyślał , że będą mieli córkę wariatkę ? Kiedyś nawet próbowali ‘to’ leczyć ale na miłość nie ma lekarstwa . Byli przeciętymi ludźmi i niby się kochali lecz nie umieli rozpoznać tego u własnej córki . Od jakiegoś czasu właściwie z nimi nie rozmawiam. Raczej prawie z nikim nie rozmawiam . Dlaczego ? Bo nie mam takiej ochoty. Na pytania odpowiadam lakonicznie. Podkuliłam kolano pod siebie. Usłyszałam skrzypienie drzwi .
- Słuchaj ! Jesteś już pełnoletnia, więc wynoś się stąd ! – nie mogłam uwierzyć w słowa ojca . Nie patrzyłam na niego, ponieważ siedziałam tyłem. W jego głosie było słychać nienawiść. Gdybym miała serce , pękłoby mi drugi raz. W drzwiach stanęła zasapana matka. – Słyszysz czy nie ?! Ma cię tu nie być jak wrócę! – wyszedł z pokoju i głośno trzasnął drzwiami . Pod drodze przeklinał uderzając raz po raz w jakieś przedmioty. Nadal słyszałam nierównomierne wdechy i wydechy mamy. Wiedziałam, że któraś się odezwie i pewnie liczyła na mnie ale nie wiedziałam co w tej chwili powiedzieć, co zrobić . Myślałam, że niedługo zafundują mi bilet do wariatkowa w jedną stronę lecz przeceniłam ich hojność. Poczułam jak ręka rodzicielki spoczywa na moim ramieniu.
- Mamo to nadal boli. – wydusiłam z siebie po długiej pauzie .
- Wiem kochanie , wiem. – kucnęła obok mnie , a ja oparłam głowę na jej ramieniu. Siedziałyśmy tak w milczeniu jakiś czas. Poczułam , że mam w niej oparcie.


C.D.N.
 

 
Nie! Nie! Błagam cie! – z oczu brunetki popłynęły łzy. Tego było już dla niej za wiele. – Przestań, proszę. – kontynuowała.
To się nie uda. Nie rozumiesz? Przepraszam , ale to jest jedyne wyjście. Tak bardzo Cię kocham, żałuję tylko , że musisz przez to cierpieć… - wokoło rozległ się dźwięk strzału. Chłopak padł martwy na ziemię.
Wszyscy zebrani ludzie z Blair na czele podbiegli do zabitego. Dziewczyna objęła go i przytuliła do siebie. Z jej szmaragdowych oczu lały się strumienie łez. Ciągle wykrzykiwała jego imię. Pamiętała tylko, że próbowano ją od niego odciągnąć. Trzymała go tak mocno aby nic ich nie rozdzieliło. Z daleko było już słychać nadjeżdżającą karetkę i policję. W końcu nie często szesnastolatek strzela sobie w głowę. Najgorsze było to, że w chwili, gdy odszedł zabrał jej serce ze sobą, ale ducha już nie.
- Zostawił mnie w tym marnym ciele śmiertelniczki…